Widgets Magazine
04:46 16 Październik 2019
Jan Hartman

Profesor Hartman dla Sputnika: Próba dorobienia mi takiej gęby jest haniebna i idiotyczna

© Zdjęcie: Facebook/ Jan Hartman
Polska
Krótki link
Autor
3311126
Subskrybuj nas na

W związku z obchodami 99. rocznicy Bitwy Warszawskiej ukazało się sporo publikacji na ten temat. Profesor Jan Hartman zamieścił w Twitterze wpis, który wywołał lawinę negatywnych komentarzy.

„W sprawie wojny z bolszewicką Rosją w roku 1920 to tylko chciałem nieśmiało przypomnieć, że to Polacy napadli na Rosję, a nie odwrotnie” - napisał Hartman. Sprawę skomentował już minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

„Jak czytam wpisy niektórych profesorów, to czasami nie wiem, gdzie się schować ze wstydu jako minister nauki”.

Sputnik zwrócił się do prof. Hartmana, aby dać mu możliwość merytorycznego wypowiedzenia się na temat dyskusji, która rozgorzała w Twitterze.

- Ja z całą pewnością nie jestem zwolennikiem bolszewizmu ani nie wyrażam smutku z powodu zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej - powiedział prof. Jan Hartman. - Próba dorobienia mi czegoś takiego, takiej gęby, jest haniebna i idiotyczna. Natomiast przypominam po prostu, że gremialny atak Armii Czerwonej na Polskę był poprzedzony wyprawą kijowską Piłsudskiego, która się zakończyła zajęciem na krótko Kijowa przez wojska polskie i wojska Petlury. Co stworzyło dla Rosjan dogodny pretekst i na pewno jakoś ich zmobilizowało do tak radykalnego frontalnego ataku na Polskę. Być może był planowany wcześniej, być może nie, tak czy inaczej rozszerzenie teatru wojennego, przeniesienie tej wojny z poziomu tarczek o przebieg granicy polsko-rosyjskiej na poziom totalnej wojny międzypaństwowej nastąpiło w wyniku rajdu Piłsudskiego na Kijów.

Ja nie jestem historykiem. Teraz można dyskutować o tym, co by było, gdyby Piłsudski Kijowa nie zdobył, nie zaatakował Rosji. Można dyskutować; różne warianty można sobie wyobrażać. Tak czy inaczej, jeśli mówi się o ważnym wydarzeniu historycznym, w żadnym wypadku nie wolno pomijać kontekstu przyczyn. Wśród przyczyn bolszewickiej inwazji na Polskę roku 1920, idącej w głąb Polski aż do Warszawy, jest bardzo radykalna, żeby nie powiedzieć imperialna polityka militarna Piłsudskiego. I o tym kontekście trzeba pamiętać. Niewiele brakowało, a jednak Warszawa byłaby zdobyta i Polska byłaby podbita przez Rosję bolszewicką. Nie wiadomo, co byłoby dalej. Ryzyko było ogromne, możliwe też, że gdyby Piłsudski nie zdecydował się na tak wojowniczą, agresywną politykę wschodnią, tej inwazji w takiej skali można byłoby uniknąć, a może nie.

Na pewno nie jest rzeczą słuszną rozpatrywanie wydarzeń historycznych w oderwaniu od ich kontekstu i różnych uwikłań czy zależności. Jest związek między wyprawą kijowską a gremialną napaścią wojsk rosyjskich na Polskę, która nastąpiła zaraz po odwrocie wojsk polskich spod Kijowa. Ten związek jest i ja ten związek po prostu przypomniałem, ponieważ o tym się nie mówi. W Polsce publicznie prawie się nie mówi o tym, a jest to taka trochę drażliwa sprawa. No, zaatakowaliśmy. Trzeba to jasno powiedzieć, że nasze polskie wojska zaatakowały wojska rosyjskie na zupełnie innym poziomie niż potyczki graniczne, które miały miejsce wcześniej i którym towarzyszyły rokowania. To jest jakby inna wojna, innego poziomu. Przeniesienie tej wojny z poziomu walk o granicę, sporu terytorialnego na poziom totalnej wojny międzypaństwowej dokonało się za sprawą Piłsudskiego, który, być może, uważał, że dokonuje manewru wyprzedzającego.

Tak czy inaczej, wojna gremialna czy frontalna z Rosją byłaby nieunikniona. Być może tak myślał. Być może miał rację, być może nie miał racji. Historycy mają prawo o to się spierać. Mój twitt służy przypomnieniu, że w stosunkach polsko-rosyjskich Polska nie zawsze była tylko ofiarą agresji, a czasem bywała też agresorem, o czym Rosjanie doskonale wiedzą, a Polacy nie chcą pamiętać. Owszem, Rosja też bywała agresorem, ale stosunki polsko-rosyjskie wcale nie są czarno-białe.

Na koniec powiem, że wrabianie mnie w jakieś sympatie dla bolszewizmu w tym kontekście jest zwykłą podłością i, jeśli chodzi o ministra Gowina, ja wiem, że jest człowiekiem bardzo inteligentnym i doskonale wie, że mój twitt dotyczył tego, że nie mówi się o sprawie wyprawy kijowskiej i relacji między wyprawą kijowską a późniejszymi wypadkami, które zakończyły się szczęśliwą obroną Warszawy. Doskonale wie, o co chodzi. Doskonale wie, że nie ma nic haniebnego czy wstydliwego w przypominaniu kontekstu danego wydarzenia historycznego. I tym bardziej smutna jest ta manipulacja, przyłączenie się przez niego do jakichś insynuacji, jakoby ja, jako osoba o poglądach lewicowych, mam jakieś sympatie w stosunku do Lenina czy Stalina. Bo to jest po prostu podłe.

- Panie profesorze, teraz chciałbym zapytać Pana o stosunek do dyskusji.  Na pewno Pan w Internecie czytał wpisy i widzi Pan, że po stronie pańskich oponentów jest dużo gorzkich słów pod Pana adresem. Jak Pan się do tego ustosunkowuje?

- Jak już powiedziałem, przede wszystkim ja nie jestem historykiem, chcę to podkreślić. Ja mówię bardzo prostą rzecz, która nie wymaga kompetencji historycznych. Po prostu przypominam, że zanim Rosjanie najechali Polskę i chcieli zdobyć Warszawę, Polacy zdobyli Kijów. Prosta rzecz. I że jest tu jakiś związek. Natomiast na Pańskie pytanie niejako już odpowiedziałem. Jest mi niezmiernie przykro, że ktoś w złej wierze, wiedząc, że kłamie, że to jest nieprawda, insynuuje mi sympatie do Lenina, Stalina i bolszewizmu, wykorzystując taki pretekst. Moja wypowiedź jest zrozumiała, oczywista, i nie ma w ogóle mowy o tym, żeby można było wyczytać jakąś sympatię do stalinizmu czy bolszewizmu - podsumował prof. Jan Hartman.

Tagi:
Jan Hartman, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz