16:44 26 Wrzesień 2020
Polska
Krótki link
5214
Subskrybuj nas na

Prokuratura zdecydowała o umorzeniu śledztwa w sprawie znęcania się nad końmi spod krakowskich Sukiennic poprzez zmuszanie ich do pracy w upały. Obrońcy praw zwierząt uważają, że to błąd.

Krakowskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt, bo to z jego inicjatywy do śledczych trafiło zawiadomienie, zapowiada, że na tym się nie skończy i że decyzję prokuratury zaskarży do sądu. Przewodnicząca Agnieszka Wypych uważa, że od samego początku temat nie był przez śledczych traktowany tak poważnie, jak na to zasługuje.

Prokurator generalny Zbigniew Ziobro, pomimo naszego apelu do niego z dnia 10 czerwca br., nie zapewnił prawidłowego nadzoru nad śledztwem. W odpowiedzi usłyszeliśmy tylko, że śledztwo prowadzone jest rytmicznie i nie zachodzi potrzeba przeprowadzania innych czynności procesowych, w tym przesłuchiwania wskazanych przez nas świadków – powiedziała mediom.

Natomiast rzecznik prokuratury stwierdził, że nie ma takiej potrzeby i że wystąpiły wystarczające przesłanki aby śledztwo zamknąć po przesłuchaniu biegłych, Powiatowego Lekarza Weterynarii i przedstawicieli stowarzyszenia.

Chodziło o dwa upadki dorożkarskich koni w mieście: 10 października 2018 i 24 stycznia 2019. Ta ostatnia historia wyjątkowo wstrząsnęła mieszkańcami Małopolski. Koń Pilsner, który przewrócił się w centrum Krakowa w okolicach ulicy Św. Jana, musiał ostatecznie zostać uśpiony. Według obrońców praw zwierząt pomoc nie została mu udzielona na czas, a jego cierpienie zlekceważone. Prokuratura badała także, czy codzienna praca koni dorożkarskich na rynku nie jest znęcaniem – a tym samym narusza ustawę o ochronie zwierząt.

Pomimo częstych doniesień o wypadkach pracujących koni (ostatni przypadek upadku konia dorożkarskiego miał miejsce 12 lipca pod samym Wawelem), śledczy doszli najwyraźniej do wniosku, że miasto w dostateczny sposób dopełnia swoich obowiązków i zapewnia zwierzętom odpowiednią ochronę podczas sezonowych upałów.

Jak wiadomo, krakowskie dorożki to kura znosząca złote jajka. Miasto zarabia na nich nawet do 4 mln złotych rocznie. Zapewne dlatego negatywnie rozpatrzono apel Młodzieżowej Rady Miasta (MRM) wystosowany pod koniec maja, aby całkowicie zakazać przewozów dorożkami konnymi w centrum.

Notowane w ciągu ostatnich lat pojedyncze upadki koni nie były spowodowane przegrzaniem zwierząt – temperatura nie miała bezpośredniego wpływu na stan zwierzęcia, co potwierdzały badania weterynaryjne przeprowadzane po zaistniałych sytuacjach – tak między innymi uzasadniał w swoim piśmie do MRM decyzję włodarzy wiceprezydent Andrzej Maślona.

„W Krakowie do pracy dorożkarskiej używanych jest blisko 100 koni. W tak dużej grupie populacyjnej zawsze występują jednostki obarczone wadami genetycznymi, predyspozycjami chorobotwórczymi o podłożu fizjologicznym (co pokazuje przykład upadku konia w dniu 24 stycznia 2019 roku na ulicy Św. Jana)” – dodano.

Tymczasem na południu województwa, w Tatrach, wieloletnia działaczka na rzecz dobrostanu koni Anna Plaszczyk z Fundacji „Viva!” razem z lokalną rzeźbiarką Idą Karkoszką przeprowadziły nietypowy happening. Zamieniły role człowieka i zwierzęcia i na szlaku do Morskiego Oka wciągnęły rzeźbę umierającego konia naturalnej wielkości na polanę Włosienica. Miał to być symbol wyrzutów sumienia, jakie powinni mieć wszyscy turyści korzystający na potęgę z pracy przemęczonych koni: czy to w Krakowie czy na tatrzańskich szlakach.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Sztab Generalny Rosji wyjaśnił istotę amerykańskiego „konia trojańskiego"
Koń ze wścieklizną zaatakował ludzi
Prezydent Turkmenistanu rapuje o koniu (wideo)
Tagi:
wypadek, konie, Kraków, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz