Widgets Magazine
04:03 16 Październik 2019
Polska aktorka Maja Komorowska

Maja Komorowska dla Sputnika: Kiedy zdejmowałam buty, zaczynał się „szał”

© Zdjęcie: Facebook account of Maja Komorowska
Polska
Krótki link
Autor
0 210
Subskrybuj nas na

To było wielkie święto autorskiego kina – retrospektywa filmów Krzysztofa Zanussiego w Moskwie z okazji jego 80-tych urodzin powoli dobiega końca. Przed nami już tylko ostatni dzień pokazów, który wieńczy najnowszy film reżysera „Eter”.

„Cieszę się, że retrospektywa filmów Zanussiego powstała. Od lat już marzyliśmy o tym, aby ją zorganizować” – opowiada w rozmowie ze Sputnikiem ekspert ds. filmu Instytutu Polskiego w Moskwie Eugeniusz Stupiński.

Niestety nie udało się pokazać filmów, które jak nam się wydaje są bardzo ważne, m.in. filmu „Za ścianą”, czy „Zaliczenie”. Nie udało nam się uzyskać niezbędnych materiałów, bo nie wszystkie filmy są w tym formacie, którego potrzebujemy, poza tym nie do wszystkich filmów są dostępne tłumaczenia, napisy – ubolewa.

„Staramy sią zapraszać wraz z reżyserem aktorów, którzy grali w jego filmach. W tym roku zaprosiliśmy Maję Komorowską” – zaznacza.

Pani Maja, elegancka, w czarnym garniturze i kapeluszu, uśmiechnięta opowiada z kokieterią: „Jestem o rok starsza od Krzysztofa. Ja te wszystkie uroczystości obchodziłam w zeszłym roku”.

Lista mistrzów kinematografii, z którymi pracowała Pani Maja jest nieprawdopodobna: Wajda, Kieślowski, Żebrowski oraz Zanussi, który wprowadził ją do świata kina. Za swoje kreacje w jego filmach aktorka była wielokrotnie nagradzana zarówno na polskich, jak i międzynarodowych festiwalach.

– Mówią o Pani „filmowa muza Zanussiego”.  Jakie wymagania trzeba było spełnić, aby zostać muzą Zanussiego?

– Zanussi zobaczył we mnie coś takiego, co go zainteresowało widocznie, bo tyle lat wspólnie pracujemy. Krzysztof rzeczywiście jakby mnie ochrzcił, wprowadził mnie do filmu. Pierwszy film to był krótki metraż „Góry o zmierzchu”, potem już było „Życie rodzinne”, następnie „Za ścianą” – chyba jeden z najpiękniejszych filmów Krzysztofa i chyba z moich też. Potem wiele, wiele filmów i m.in. „Spirala”, „Kontrakt” i „Cwał”. Wiele tych filmów zrobiliśmy razem.

– Jakim reżyserem jest Zanussi?

– Od samego początku wydawało mi się, że Krzysztof jest taki porządny, zaplanowany. Zawsze się śmiałam, że mogę gubić kalendarze, bo on nigdy nie gubi. Zawsze miałam poczucie bezpieczeństwa przy Krzysztofie, również kulturowo.

– Czy jest to Pani pierwsza wizyta w Moskwie?

– Nie. Po raz pierwszy przyjechałam do Moskwy z „Dziadami” Tadeusza Konwickiego wraz z Gustawem Holoubkiem i z moim byłym studentem Arturem Żmijewskim. Byłam też w Instytucie Polskim w Moskwie, gdzie miałam spotkanie z widzami, recytowałam wiersze. Bardzo dobrze wspominam ten czas.

– Czy nie boi się Pani przyjeżdżać do Rosji, niektórzy twierdzą, że jest tu niebezpiecznie?

– Nie. Nie przychodzi mi to do głowy jakoś. Nie mam takich lęków.

– W jednym z wywiadów powiedziała Pani: „Teatr bardziej przypomina życie. Natomiast film jest przygodą”. Co chciała Pani przez to powiedzieć?

– Jest szalona różnica w pracy. Z teatrem jest tak jak w życiu: jest próba, pracujemy miesiąc, dwa i każdego dnia możemy coś poprawiać, zmieniać. W teatrze nie ma montażu – trzeba ciągnąć rolę. Z kolei film jest taką przygodą. Zawsze męczyło mnie, gdy kończyłam zdjęcia, powtarzałam sobie te teksty, a potem ubolewałam, że już nic nie mogę zmienić.

– Grała Pani role męskie i to nie jeden raz. Wcieliła się Pani w rolę Rabbiego w „Aniołach w Ameryce”, Guślarza w „Dziadach”, Hamma w „Końcówce”. Czy było to dla Pani ciekawe doświadczenie, trudne do zrealizowania?

– Nie, to nie było trudne. Wie Pani, wszystko jedno, czy to mężczyzna, czy to kobieta: każdy odczuwa te same emocje – czy to ból, czy to cierpienie, radość. Bardzo pięknie powiedział Samuel Beckett w „Końcówce”, że „płeć dodaje się na samym końcu”.

– Wykładała Pani w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Uczyła Pani m.in. Agnieszkę Glińską, Borysa Szyca, Agatę Kuleszę, Agnieszkę Suchorę, Artura Żmijewskiego. Ta lista jest o wiele dłuższa. Czy cieszy się Pani z sukcesów swoich uczniów?

– Jestem z nich bardzo dumna. Mówię, że już spokojnie mogę odejść, bo są już następcy. I to tacy! Wie Pani, to już taki klan powstał – klan Mai Komorowskiej. Przez co myśmy przeszli – tyle wspólnych poszukiwań. Oni byli już zmęczeni, padali, a ja potrafiłam do północy pracować.

Przychodziłam tak elegancko, w kapeluszu i butach. Mówili, że jak tylko buty zdejmowałam, to już oni wiedzieli, że praca nabiera rozpędu.

Kilka lat temu odeszłam z akademii. Największą sztuką jest odejście w odpowiednim czasie.

– Czym wypełnia Pani teraz swoje życie?

– Gram w teatrze. W spektaklu „Mimo wszystko” w Teatrze Współczesnym gram Sarę Bernhardt. Dwa razy w miesiącu gram w „Szczęśliwych dniach” i to już w Teatrze Dramatycznym. Natomiast w filmach na razie nie. W tej chwili nie widzę takiej potrzeby. Miałam parę propozycji, ale nie przyjęłam żadnej.

Ostatni film, w którym zagrałam, to „Ikar. Legenda Mietka Kosza” Macieja Pieprzycy, który został nagrodzony Srebrnym Lwem na 44. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Zagrałam w tym filmie małą rolę pani profesor, która uczy głównego bohatera (granego przez Dawida Ogrodnika – red.) muzyki. Ponadto jak tylko mam czas, bardzo dużo jeżdżę po Polsce, recytuję wiersze. Piszę książki. Wyszło trzecie wydanie mojej książki „Pejzaż” – to są rozmowy z Barbarą Osterloff o teatrze i o filmie.

Zobacz również:

Zanussi dla Sputnika: „Większy partner ma więcej do powiedzenia”
Zanussi o nieścisłościach w serialu „Czarnobyl”
Brytyjczycy nakręcą film o Putinie
Patryk Vega: oni nie chcą, żebyście zobaczyli mój film
Bohaterowie Zanussiego „ruszyli” na podbój Moskwy
Tagi:
Moskwa, Maja Komorowska, Krzysztof Zanussi, film, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz