20:01 24 Październik 2020
Polska
Krótki link
3151
Subskrybuj nas na

Zamknięte granice UE z powodu koronawirusa stały się prawdziwym przekleństwem dla osób, które mieszkają w Polsce, a pracują np. w Niemczech, Czechach czy na Litwie.

Pracownicy transgraniczni znaleźli się dosłownie w pułapce przepisów. Frustracja sięgnęła zenitu, postanowili wziąć sprawy we własne ręce i zaprotestować wobec absurdu aktualnej sytuacji.

Od 20 kwietnia rząd rozpoczął stopniowe luzowanie wcześniejszych obostrzeń. Zaczęło się od swobody poruszania, oczywiście z pewnymi ograniczeniami, ale mimo wszystko można wychodzić na spacer do lasu czy parku.

Z kolei 25 kwietnia premier Mateusz Morawiecki ogłosił stopniowe przywracanie aktywności sportowej w kraju, zacznie się 4 maja od otwarcia boisk, w kolejce czekają sale szkolne i obiekty zamknięte, na końcu zapowiedziano otwarcie klubów fitness i basenów.  

Morawiecki: Coś za coś

Zapowiadany stopniowy powrót do w miarę normalnego życia dawał nadzieję dla osób, które mieszkają i pracują na terenach przygranicznych. Dotychczas ich funkcjonowanie utrudniały zamknięte granice, ponieważ w przepisach, które weszły w życie 27 marca nie przewidziano środków, umożliwiających im pójście do pracy za granicą i powrót do domu bez 2 tygodniowej kwarantanny. Niestety póki co nic nie zapowiada zmian.

Podczas dzisiejszej konferencji premiera zapytano właśnie o poluzowanie restrykcji dotyczących przekraczania granic i kwarantanny w tym dla osób z terenów przygranicznych. Dziennikarze przywołali przykład Czechów, które pozwoliły na swobodny przepływ osób przez granice w grupach do 10 osób.

- Coś za coś. Skoro chcemy ograniczyć epidemię, musimy dalej ograniczać prawo do przemieszczania się - stwierdził polityk.

Morawiecki dodał, że Polska jako jedna z pierwszych wprowadziła sanitarne kontrole graniczne oraz ograniczyła ruch. Właśnie aktualny reżim kontrolny pozwolił na ograniczenie liczby zakażeń, a to znaczy, że zdał egzamin. Premier zasugerował też, że zamknięcie granic zostanie przedłużone. Termin kończy się 3 maja.

Zdaniem Morawieckiego odmrażanie gospodarki jest ważniejsze, jak również luzowanie obostrzeń wewnątrz kraju. Jak podkreślił premier zachowanie rygoru z zewnątrz pomoże, by liczba zarażeń w kraju była jak najmniejsza. 

Wolimy zwiększać zakres swobód takich jak chociażby uprawianie sportu, czy odmrażanie gospodarki, które jest szalenie ważne dla utrzymania miejsc pracy i dla wzrostu gospodarczego w Polsce, niż sama prosta swoboda podróżowania. Cały czas musimy podejmować decyzje - coś za coś - ocenił Morawiecki.

- Coś ograniczamy, żeby w tym przypadku ograniczyć rozprzestrzenienie się koronawirusa. To są trudne decyzje, które musimy podejmować – zaznaczył Morawiecki.

Premier Brandenburgii pisze do polskiego rządu

Premier Brandenburgii Dietmar Woidke zwrócił się do władz Polski o złagodzenie surowych zasad dotyczących osób dojeżdżających do pracy w dobie koronawirusa.

Woidke skierował pismo do polskiego rządu z apelem o złagodzenie reżimu kontrolnego dla mieszkańców przygranicza. List został wysłany 23 kwietnia i zaadresowany do Bartosza Grodeckiego, podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Moim zdaniem, osoby dojeżdżające do pracy powinny mieć możliwość dotarcia do swojego miejsca zatrudnienia po drugiej stronie granicy - uważa Woidke.

Fragmenty pisma przytoczyła lokalna gazeta z Franfurtu nad Odrą „Maerkische Oderzeitung”.

Woidke napisał, że strona niemiecka rozumie kontrole graniczne, które wprowadziła Polska, ale podkreślił, że trzeba również pamiętać, że granica przecina wspólny region gospodarczy.

Protesty na granicach

W ciągu ostatnich dni coraz więcej sfrustrowanych obywateli prowadzi kampanię na rzecz regulacji ruchu granicznego. Polacy mieszkający na terenach przygranicznych wyszli na ulice z żądaniami otwarcia granic i umożliwienia im dojazdu do pracy. Akcje protestacyjne odbyły się m. in. na niemiecko-polskiej granicy w Lubieszynie, przy czym po obu stronach przejścia granicznego. W wielu przypadkach chodzi o rozłączone rodziny.

„To jest absurd. Mieszkam po niemieckiej stronie, firmę mam w Lubieszynie. Dziś rano nie mogłem nawet żonie przerzucić kluczyków do samochodu, bo pan żołnierz stwierdził, że granica jest zamknięta” – z oburzeniem powiedział jeden z protestujących w rozmowie z Onetem.

Granica jest tylko umowną kreską na mapie. Jeśli można przemieszczać się między miastami w Polsce, nie widzimy przeszkody w przywróceniu swobodnego ruchu przygranicznego dla osób mieszkających w tym rejonie, z zachowaniem rzecz jasna wszystkich obowiązujących obostrzeń i przepisów – apelowali zebrani.

Podobny protest odbył się na granicy z Czechami w Chałupkach. Mieszkańcy apelowali o podjęcie działań, które umożliwią im powrót do pracy. - Protestujący są wręcz w desperacji, ponieważ nie mają za co żyć - mówił obecny na miejscu poseł z ramienia KO Krzysztof Gadowski, podkreślając, że odmrażanie gospodarki powinno zahaczyć o pracowników transgranicznych. - Niech premier przyjedzie i zobaczy, jak tu wygląda życie. Wystarczy przejść kilka ulic, i jesteśmy jakby u siebie, chociaż za granicą - dodał Gadowski.

Protesty odbyły się w sposób pokojowy z zachowaniem obostrzeń. Obyło się bez interwencji policji.

Zobacz również:

Polacy wyszli na ulice przy granicach z sąsiadami - wideo, foto
Na polsko-niemieckiej granicy szykują się protesty
Miłość nie zna granic? Polak nielegalnie przedostał się na Białoruś, by zobaczyć swoją ukochaną
Tagi:
koronawirus, praca sezonowa, praca, Niemcy, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz