01:55 26 Październik 2020
Polska
Krótki link
Autor
Wybory prezydenckie 2020 (102)
5171
Subskrybuj nas na

Nerwowe ruchy organów rządzących Platformą Obywatelską są tylko kolejną oznaką głębokiego kryzysu tej partii i prawdopodobnego upadku, który formacja stara się na siłę odłożyć w czasie.

Nic, co stało się w ostatnich miesiącach, nie świadczy o tym by PO miała jeszcze wrócić do utraconej w 2015 roku pozycji na scenie politycznej Polski.

Kandydat kandyzowany

Bądźmy bowiem poważni. Nie chodzi tutaj tylko o to czy PO jest w stanie ze swojego grona wyłonić lepszego kandydata, niż Małgorzata Kidawa-Błońska. Ktoś ją wcześniej do tej roli wybrał, ktoś wspierał, ktoś rozwieszał plakaty, zamawiał billboardy i nad tą kampanią pracował.

Jeżeli na ostatniej prostej przed głosowaniem zostaje ona zmuszona do rezygnacji – to oznacza tylko tyle, że wszystkie te czynności ocenione zostały negatywnie, a ludzie którzy je wykonywali, dostają coś w rodzaju „partyjnej nagany”. Platforma Obywatelska prowadzi walkę o władzę, ale nie w Polsce, tylko w samej organizacji, a to zawsze oznacza kryzys, bo przecież takowych dylematów nie ma, gdy partia odnosi sukces.

Giełda kandydatów na kandydatów na prezydenta jest w zasadzie krótka. Źródła w PO mówią o Prezydencie Warszawy Rafale Trzaskowskim i byłym ministrze (i także byłym kandydacie na kandydata) Radku Sikorskim.

Niezależnie od tego, który z nich ostatecznie tę rolę dostanie – pierwszy problem z jakim będzie się borykał, to potrzeba szybkiego zbudowania własnej rozpoznawalności. Z dużą dozą pewności można założyć, że nie zrozumie tego Sikorski, który od lat chodzi z głową w chmurach, ale na pewno pojmie to stołeczny prezydent, bo akurat jego kampanie wyborcze bywały bardzo profesjonalne.

Niemniej jednak, Rafał Trzaskowski nie pełnił jeszcze żadnej funkcji o krajowej rozpoznawalności, a jego medialne 5 minut to były wybory samorządowe w 2018 roku, których przecież wielu już nie pamięta. Problem jednak nie ogranicza się tylko do rozpoznawalności samego Trzaskowskiego w polskim narodzie, ale nawet w potencjalnym elektoracie PO tj. wśród tych ludzi, którzy bardzo by na PO głosować chcieli, ale od paru dni… nie wiedzą, co to znaczy.

Rzecz kolejna: Rafał Trzaskowski nie może wygrać z Andrzejem Dudą. To jest znakomity kandydat dla liberalnych elit, dla mieszkańców metropolii czy dla polskiej klasy średniej, ale przez ostatnie 5 lat policzyliśmy już w Polsce, że to nie wystarczy, by pokonać wyborców PiS. Ich jest zwyczajnie więcej, przynajmniej dopóki Prawo i Sprawiedliwość jawi się jako jedyna opcja dla polskiej klasy pracującej i dla milionów głosujących portfelem, czyli elektoratu socjalnego. To oczywiście miliony ludzi, które nie czują przywiązania do tego czy innego szyldu, ale czy PO ma dziś dla nich jakąś ofertę? W kandydaturze Trzaskowskiego chodzi więc raczej o uratowanie „drugiego miejsca” całej formacji na polskiej scenie politycznej.

Brak pomysłu i refleksji

Liderzy Platformy Obywatelskiej chyba przyzwyczaili się już do tego duopolu PO-PiS, który w przybliżeniu istnieje w polskiej polityce 15 lat. To, że albo rządzą, albo są „pierwszą opozycją”, wydawało im się czymś na stale danym od natury czy opatrzności. Stąd nikt już nawet nie brał (i raczej ciągle nie bierze) pod uwagę, że wśród innych formacji opozycyjnych mogą narodzić się po prostu lepsze pomysły.

Mija właśnie rok od „wielkiego zjednoczenia” koncesjonowanej opozycji w wyborach europejskich, a PiS jest nadal u władzy zaś dawna koalicja rozbita jak chyba nigdy dotąd, co pokazała także ta kampania, w której ekskandydatka Kidawa-Błońska bezskutecznie przekonywała konkurentów do bojkotu wyborów, jakie ostatecznie… nie miały miejsca. W efekcie jej notowania spadły do poziomu błędu statystycznego. To już brzmi kuriozalnie!

I tu należy wrócić do zestawienia kandydatów na kandydatów z grona PO do konkurentów w łonie opozycji. Polskie Stronnictwo Ludowe wystawia Władysława Kosiniaka-Kamysza, który z całą pewnością może apelować do wiejskiej części wyborców Andrzeja Dudy, czyli do ogromnego procenta mieszkańców Polski; do tej grupy, dzięki której PiS zresztą wygrał wspomniane wybory europejskie, bo ta nie chciała wówczas głosować na zblokowany z liberałami i lewicą PSL.

Swoją legendę dla wyborców Dudy ma też Szymon Hołownia, który ze względu na swoje katolickie przekonania i afiliacje może trafić do serc milionów katolików, również popierających PiS, jako swoistą tarczę przeciwko laicyzmowi;  a do którego segmentu elektoratu może apelować PO? I kto ma niby to reprezentować?

Tym bardziej, że nawet kryzys związany z pandemią koronawirusa nie pobudził intelektów w Platformie Obywatelskiej. Tracący z dnia na dzień pracę ludzie w całej Polsce poczęli się organizować BEZ liderów opozycji. Wystąpienia mieszkańców w przygranicznych miastach czy przedsiębiorców pod egidą Pawła Tanajno odbyły się absolutnie bez konsultacji i tym bardziej poparcia PO, PSL czy Lewicy. Do protestujących wyszedł za to Grzegorz Braun, a rosnąć zaczęły notowania Krzysztofa Bosaka.

Można się tylko domyślać, ponieważ nikt tematycznych badań nie przeprowadził, że kandydat Konfederacji wygrywa właśnie negacją wobec rządowej polityki antywirusowej. Czy ona jest rozsądna czy nie, to temat na dłuższą rozprawkę, ale liberałowie od marca mówią w tej kwestii tym samym głosem, co rząd, ewentualnie krytykując go za zbytnią pobłażliwość wobec ludu i wzywając do zaostrzenia metod.

Liderzy opozycji są bowiem aż tak oderwani od potrzeb przeciętnego Polaka, że wprost nie są w stanie zrozumieć, iż mamy faktycznie do czynienia z problemem społecznym, bo mnóstwo ludzi straciło źródło utrzymania. Politykowi nie wolno zasłaniać się „dbałością o zdrowie publiczne” – polityk to nie lekarz.

Rzężenia umierającego

A jeśli już o lekarzach mowa, to chyba nawet ktoś taki nie byłby w stanie PO uratować. Zresztą nie pomógł dziarski Marszałek Senatu, Tomasz Grodzki. Metody przyjęte przez rząd w zwalczaniu epidemii są coraz częściej przedmiotem dyskusji w narodzie.

Przy czym, wcale tu nie chodzi o to, by opozycja zaczęła realizować swój polityczny interes poprzez kolportaż niemądrych teorii spiskowych, ale o zrozumienie prostego związku przyczynowo-skutkowego tzn. skoro w wyniku zarządzeń władzy ludzie tracą źródło utrzymania, to te zarządzenia są przez nich traktowane jako wrogie.

To jedyna polityczna lekcja, jaką należy wyciągnąć i którą pojmuje się chyba tylko w Konfederacji, starając się to zresztą w dosyć makiaweliczny sposób wykorzystać.

Polska nie poszła drogą Rosji czy Hiszpanii, a szumnie ogłaszane setki miliardów złotych na ratowanie gospodarki zniknęły w jakimś nieznanym miejscu. Chyba każdy zna kogoś, kto w wyniku kryzysu stracił zatrudnienie, ale mało kto słyszał o kimś, kto dostał z tego tytułu rządową rekompensatę. Symptomatyczne.

W całym tym galimatiasie zdrowotno-politycznym rysuje się więc obraz największej partii opozycyjnej jako organizacji, która w żaden sposób nie jest w stanie stawić czoła wyzwaniom rzeczywistości, a jedne z najważniejszych wyborów w kraju traktuje jako element walki wewnątrz własnej struktury. Publicznie oczywiście nikt rozsądny tego nie przyzna, ale chyba nikt poważny w Platformie Obywatelskiej nie wierzy dziś w zwycięstwo nad Andrzejem Dudą.

Gra idzie o to, by po pierwsze nie stracić miana „lidera opozycji” i psim swędem wcisnąć swego kandydata do drugiej tury, a po drugie o los rywalizacji Borysa Budki z Grzegorzem Schetyną o przywództwo w partii. Słaby wynik kandydata PO obciążać będzie nikogo innego, jak właśnie lidera organizacji. To wszystko jest niezmiernie ciekawe, ale przecież brzmi niczym jakaś wojna podjazdowa w niewielkiej sekcie, a nie jak walką o prezydenturę w jednym z największych państw Europy.

Coraz bardziej ten głos wydobywający się z nieprzewietrzonych biur Platformy Obywatelskiej przypomina więc dźwięki charakterystyczne dla umierającego. Otwarte pozostaje jednak pytanie o datę pochowania partii. Porozumienie Gowina i Kaczyńskiego ws. wyborów paradoksalnie dało liberałom jeszcze szansę na przegrupowanie, ale ten oddział wydaje się być już po prostu zbyt słabo uzbrojony, by stawić czoła w walce.

Tematy:
Wybory prezydenckie 2020 (102)

Zobacz również:

Nowe zakażenia koronawirusem w Polsce: znów najwięcej na Śląsku
Czy 10 maja 2020 skończy się Platforma Obywatelska?
Tagi:
Andrzej Duda, Szymon Hołownia, Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL), Małgorzata Kidawa-Błońska, Radosław Sikorski, PO, koronawirus, wybory prezydenckie, Polska, kryzys polityczny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz