12:09 07 Sierpień 2020
Polska
Krótki link
Autor
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)
10743
Subskrybuj nas na

Od ponad czterech lat toczy się postępowanie przeciwko założycielowi partii Zmiana, politologowi i byłemu posłowi na Sejm dr Mateuszowi Piskorskiemu, prześladowanemu za głoszone przez niego poglądy polityczne przez establishment polityczny i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Właśnie w środę, 8 lipca, odbyła się kolejna rozprawa sądowa w sprawie Mateusza Piskorskiego przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

Sputnik Polska poprosił pana Piskorskiego o komentarz, jednak okazało się, że nadal ma zamknięte usta i nie może w żaden sposób odnieść się do stawianych mu publicznie zarzutów. Sytuacja jest bardzo daleka od standardów demokratycznego państwa prawa. Okazuje się, że obywatel polski nie ma szans w starciu z aparatem państwowym w obecnym wydaniu.

Mateusz Piskorski
© Zdjęcie : Mateusz Piskorski
Mateusz Piskorski

W sprawie interweniowała Komisja Praw Człowieka ONZ, interesuje się nią Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.

Mateusz Piskorski już dawno wspominał, że domaga się ujawnienia swojego procesu. Jego prawnicy wnioskowali o ujawnienie rozpraw, co zresztą gwarantuje polska konstytucja. Bezskutecznie. Wiemy zatem nadal tylko tyle, ile prokuratura – a właściwie ABW – chcą, żebyśmy wiedzieli.

Jedna strona ma monopol na przedstawianie swojej wersji wydarzeń na temat losów człowieka, którego przez trzy lata bez żadnego wyroku i trybu przetrzymywano w areszcie. Jak łatwo się domyślić, robi to skrajnie wybiórczo i selektywnie.

Chwyty, których w państwie prawa się nie stosuje

Polska testuje mechanizmy praktyk autorytarnych na Piskorskim. I nie chodzi tu o jakieś miękkie represje, jak spisywanie przez policjantów uczestników opozycyjnych demonstracji, czy zatrzymania organizatorów niezarejestrowanych pikiet. Chodzi o uderzenie w jednostkę całej machiny państwowej.

Za pomocą chwytów, których nikt w państwie prawa nie stosuje. Mateusza Piskorskiego oskarżono o niby „szpiegostwo”, choć w komunikatach prokuratury czytamy, że nie przekazywał on żadnych informacji, tylko „kształtował opinię publiczną”. Robił to, co każdy polityk, dziennikarz, publicysta czy ekspert. Wypowiadał swoje oceny i opinie na temat bieżących wydarzeń.

Jeśli poczytamy słowniki języka polskiego, prace naukowe i zwykłe książki, to dojdziemy do wniosku, że szpiegostwo to przekazywanie niejawnych informacji obcym wywiadom. Mateusz Piskorski mówił rzeczy krytyczne na temat polityki zagranicznej władz polskich. Miał do tego prawo. Utrzymywał kontakty z zagranicznymi, w tym rosyjskimi, politykami, politologami i dziennikarzami. Też miał do tego prawo.

To samo robili i robią na przykład obaj kandydaci w drugiej turze wyborów prezydenckich w Polsce – Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. Wypowiadają opinie i mają – kiedyś jeszcze jako europosłowie – liczne kontakty zagraniczne. Kierunek Mateusza Piskorskiego był jednak zły. On ośmielił się nawoływać do budowania dobrych relacji z Rosją. A to w dzisiejszej Polsce „przestępstwo”, czego doświadczyli też obywatele rosyjscy brutalnie zatrzymywani i wydalani z Polski w ostatnich latach.

Prezydent Polski Andrzej Duda
© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Ci ostatni mieli być „zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski”, bo – według rzecznika ministra koordynatora służb specjalnych – rzekomo prezentowali rosyjską narrację na sprawy polityczne i historyczne. Tak, jak – podobno – Piskorski. Tyle, że Mateusz Piskorski miał nieszczęście być obywatelem polskim, a oni - rosyjskimi. Piskorskiemu zdecydowali się zatem zrujnować życie do spodu, a im - na tyle, na ile mogli.

Absurd rodem z powieści Kafki

Czytamy komunikaty prokuratury, śledzimy sprawę Mateusza Piskorskiego, publikacje sygnowane przez ABW, m.in. „Przegląd Bezpieczeństwa Narodowego”. I okazuje się, że polskiego politologa przeczołgano przez koszmar i prześladuje się nadal pod pretekstem… „przestępstwa”, które w polskim prawie karnym nie istnieje. Bez żadnego trybu, bez żadnej podstawy prawnej – to dewiza polskich władz.

W tej sprawie wszystko utrzymane jest w duchu absurdu rodem z powieści Franza Kafki. Nie był potrzebny żaden paragraf, żadne procedury.

Po prostu, któryś z siepaczy z ABW na polecenie któregoś polityka nacisnął przycisk i wycelował w Piskorskiego pocisk. Chcieli zniszczyć, zabić, zdruzgotać. Nie do końca im się to udało. Piskorski przetrwał. Ale nadal ograniczane są jego podstawowe prawa i wolności, wynikające z konstytucji RP i z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Mateusz Piskorski nie może opuszczać kraju, nie może podjąć zgodnej z jego profesją pracy, choć proponowane są mu różne stanowiska w świecie akademickim i eksperckim, w różnych krajach. Piskorski ma pozostawać w Polsce, sparaliżowany i upokorzony. Ma być przykładem, straszakiem dla wszystkich tych, którzy wykazują jeszcze wolę samodzielnego myślenia.

Prezydent Andrzej Duda ostatnio mówił o tym, że, podobno, w polskie wybory za pomocą różnego rodzaju opinii mieszają się państwa obce. Jemu chodziło akurat o Niemcy. Tym razem nie Rosja, ale Niemcy były tym kozłem ofiarnym.

Atakując swojego konkurenta, też już wspominał, że skoro o czymś piszą media w jakikolwiek sposób związane z krajem obcym, to jest to wątpliwe od strony prawnej. Widać wyraźnie, że w Polsce kierują się tego rodzaju paranoidalnymi skojarzeniami, które przećwiczono na przypadku Piskorskiego. Jest to już, niestety, pewna praktyka w państwie polskim.

Sparaliżowani nieformalną cenzurą

I, rzeczywiście, każdy polityk, każdy dziennikarz, każdy nawet ekspert czy naukowiec, w taki czy inny sposób może być w tej sytuacji oskarżony w Polsce o wpływanie na opinię publiczną. Każdy, kto się dzieli na zewnątrz swoim poglądem, nawet zwykły człowiek, który wystąpi podczas jakiejś pikiety, albo zbierze wokół siebie kilka osób, zamieści nagranie w Internecie, też już wpływa na opinię publiczną. Jak widać, to bardzo ryzykowne, bo to może skończyć się w dzisiejszej Polsce zarzutami, jeśli poglądy, które głosi dana osoba, będą rozbieżne z poglądami władz.

Nie wiemy, ile jeszcze potrwa nękanie Mateusza Piskorskiego. Nie jesteśmy w stanie poznać żadnych szczegółów dotyczących jego procesu. Państwo polskie wyraźnie w jego sprawie się czegoś boi. Możemy tylko przypuszczać, że najbardziej obawia się ujawnienia niekompetencji, podłości i skrajnej głupoty kierownictwa ABW, która stoi za tymi i innymi prześladowaniami osób o odmiennych poglądach.

Będziemy starali się dowiedzieć czegoś na temat całego procesu. Skoro Mateusz Piskorski nie może z nami rozmawiać o swojej sprawie sądowej, będziemy starali się zwracać z zapytaniami do odpowiednich władz polskich i dowiadywać, w jaki sposób polski obywatel traktowany jest przez władze własnego kraju.

Szkoda, że muszą to robić dziennikarze rosyjscy. W warunkach wolności słowa powinny zajmować się tym media polskie, które jednak paraliżowane są nieformalną cenzurą.

Tematy:
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)

Zobacz również:

Mateusz Piskorski dla Sputnika: Zawsze mówię to, co uważam za słuszne
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
ETPC przyjął pozew Swiridowa przeciwko polskim władzom
Cud nad Wisłą: Mateusz Piskorski na wolności
Polska zakazała dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi wjazdu do Schengen do 2020 roku
500 000 okupu za Piskorskiego. Prosto z sądu
ABW: oszczerstwo – prosta droga do kompromitacji
Tagi:
media, ABW, kampania wyborcza, wybory prezydenckie, Mateusz Piskorski, Rafał Trzaskowski, Andrzej Duda, polityka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz