18:12 24 Październik 2020
Polska
Krótki link
Wybory prezydenckie na Białorusi i masowe protesty (103)
15214
Subskrybuj nas na

Wśród osób zatrzymanych podczas protestów w Mińsku może być dwóch polskich studentów. Jeden z nich we wtorek miał wrócić do Polski, jednak od poniedziałku rodzina nie ma z nim kontaktu.

Losy studentów z Polski, z którymi w poniedziałek urwał się kontakt, są nieznane. Poseł Michał Szczerba z KO, który obserwował wybory, a potem protesty na Białorusi, uważa, że prawdopodobnie studenci zostali zatrzymani.

Dwaj koledzy, Kacper Sienicki i Witek Dobrowolski, udali się na Białoruś, żeby obserwować wybory. Sienicki skończył Studium Europy Wschodniej i pojechał do kraju również po to, by „wspierać znajomych z Białorusi” – pisze Onet.

Wszystko było dobrze. Aż do poniedziałku

Jak przekazała mama Kacpra Sienickiego, Aneta Sienicka, w rozmowie z Onetem, jej syn wyleciał na Białoruś w piątek, kontakt był do poniedziałku, a następnie urwał się – chłopak przestał odpowiadać na wiadomości, tak jakby miał wyłączony telefon.

„Z tego co wiem, z Witkiem wynajęli na weekend niezależne mieszkanie, nie zatrzymali się u żadnych znajomych, chcieli obserwować wybory” – mówi Sienicka.

Kobieta była świadoma, że na Białorusi występują problemy z internetem, ale z smsami nie było problemu, syn zawsze odpisywał, choćby kilkoma słowami. Mimo tego matka czekała z nadzieją na wtorek, kiedy syn miał wrócić do kraju – przecież miał kupiony bilet powrotny na popołudniowy lot. Kacper do tej pory nie wrócił.

Wiedziałam, że na pewno jest w centrum Mińska, chciał na żywo obserwować, co się dzieje, ale pisał mi w niedzielę w dniu wyborów, że wszystko jest w porządku, że nic złego mu nie grozi. Wiedząc, że jest rozsądny i że nie pchałby się w jakieś najbardziej zaognione strefy manifestacji, byłam tak naprawdę o niego spokojna – mówi kobieta.

Telefon milczał, a w międzyczasie pojawiły się informacje o dwóch zatrzymanych studentach z Polski. Sienicka skontaktowała się z ambasadą w Mińsku, gdzie powiedziano jej tylko tyle, że dysponują „niepotwierdzonymi informacjami”, że zatrzymano dwóch Polaków, jeden z nich miał we wtorek lot powrotny do kraju. I choć ambasada zapewnia, że podejmuje działania w celu wyjaśnienia sytuacji, matka jest zrozpaczona i nie wie co robić. Nikt z MSZ nie kontaktował się z nią, w dalszym ciągu nie wiadomo, co dzieje się ze studentami.

„Dzwonił do mnie adwokat kolegi Kacpra z informacją, że działają na miejscu, że próbują uruchomić wszystkie możliwe kontakty, poseł Szczerba także deklaruje swoje wsparcie. Widzę, że chcą pomóc, że próbują działać, że chłopcy nie zostali pozostawieni sami sobie. Ja chciałabym tylko wiedzieć, gdzie jest mój syn, czy nic mu nie jest i kiedy wróci do domu” – mówi kobieta.

Wszyscy działają, ale na razie nic nie wiadomo

W poniedziałek rodziny utraciły kontakt ze studentami przebywającymi w Mińsku. Wiadomość przekazał poseł KO Michał Szczerba, do którego zwrócono się w tej sprawie. MSZ zapewnia, że udzieli pomocy, jeśli zajdzie taka potrzeba.

„Niestety wszystko wskazuje na to, że wśród zatrzymanych w Mińsku jest dwóch polskich studentów” – napisał poseł Szczerba w Twitterze.

Polskie MSZ jest powiadomione, jak zapewnił wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński, „działamy tutaj - będzie ta pomoc udzielona”.

„Nasi dyplomaci są na miejscu, w kontakcie, będziemy w tej sprawie interweniowali, nie zostawimy tych osób bez pomocy” – mówił Jabłoński.

Polskie MSZ monitoruje sytuację na Białorusi. Jak podkreślił Jabłoński, wojsko postępuje z protestującymi coraz brutalniej, konflikt nabrzmiewa. Według wiceszefa resortu dyplomacji Łukaszenka poczuł, że jego „realna legitymizacja” została poważnie nadszarpnięta, stąd też brutalne tłumienie protestów. Jabłoński uważa, że UE powinna reagować na to, co się dzieje na Białorusi, i podejmować działania. I powinno to nastąpić nie na wrześniowym szczycie, a wcześniej, bo sytuacja może wymknąć się spod kontroli lada moment.

Same protesty wiceszef MSZ ocenił jako pokojowe, stwierdził, że protestujący póki co nie dają się sprowokować.

Białorusini od niedzieli wychodzą na ulice

Protesty w różnych miastach Białorusi w związku z wyborami prezydenckimi i ogłoszeniem wyników na korzyść Alaksandra Łukaszenki rozpoczęły się w niedzielę wieczorem. Dochodzi do masowych starć protestujących z wojskiem, obywatele i dziennikarze z zagranicy są zatrzymywani. W poniedziałek wieczorem w trakcie protestów zginęła jedna osoba. Sytuacja zaostrza się wieczorami, na ulicach gromadzą się ludzie, wojsko stara się ich rozpędzać, z różnym skutkiem.

W środę rano telewizja państwowa poinformowała, że zatrzymano organizatora masowych zamieszek, który miał trzech bezpośrednich podwładnych, sterujących setkami ludzi. Również w środę zadziałał Internet, który był w kraju niesprawny od niedzieli. Prezydent Alaksandr Łukaszenka twierdzi, że sieć odłączono z zagranicy.

Tematy:
Wybory prezydenckie na Białorusi i masowe protesty (103)
Tagi:
protesty, Białoruś
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz