kampania wyborcza w Rosji, 2018 rok

„Newsweek": W Rosji nie ma wyborów. Jest jeden wybór

© Sputnik . Alexander Galperin
Aktualności
Krótki link
Dawid Blum
9359

Red. Michał Kacewicz chwilę przed wyborami prezydenckimi sugeruje, że w Rosji nie tylko wiadomo już, kto wygra, ale nawet jaka będzie frekwencja.

Ksenia Sobczak
© REUTERS / Sergei Karpukhin
Ponoć ma to być 70 procent. Tyle samo ma wynieść poparcie dla Władimira Putina. Michał Kacewicz w tekście „Idealny przepis na wybory w Rosji" twierdzi, że takie jest „zamówienie" przedwyborcze obecnego prezydenta i że jego administracja wprost staje na głowie, aby to życzenie spełnić. Dziennikarz „Newsweeka" określa to jako prawdziwe wyzwanie.

„18 marca nie odbędą się w Rosji wybory, tylko wybór Władimira Putina. Rytuał potwierdzający jedynie raz na kilka lat władzę lidera i ważny test dla administracji. Ale nawet w tym teście, którego wynik jest z góry przesądzony, są niewiadome. Urzędnicy z administracji zajmującej się przygotowaniami do wyborów mówią po cichu, że jest takie życzenie najwyższych władz, by frekwencja osiągnęła 70 proc., a poparcie dla Putina również dobiło do 70 proc." — pisze autor.

Tekst na portalu „Newsweeka" ilustruje przerywnik filmowy, na którym Krystyna Kurczab-Redlich przekonuje, iż „Putin to najdoskonalszy manipulator polityczny".

Dalej mamy śródtytuł „jak fałszuje się wybory". Red. Kacewicz uważa, że Rosja zrobi to podstępem: „Bitwa o takie wyniki nie rozegra się w Moskwie, ale w takich regionach, jak Tatarstan, Baszkiria, regiony Powołża, południowego Uralu, czy południa Rosji. To właśnie tam skierowane są dziś wszystkie zasoby administracyjne. Są to bowiem regiony silnie zaludnione, z wieloma miastami liczącymi od kilkuset tysięcy do ponad miliona mieszkańców. Silnie uprzemysłowione i zdominowane przez duże zakłady, najczęściej państwowe, bądź kontrolowane przez sympatyzujące władzy koncerny. Są to również ważne ośrodki akademickie, ale inne niż liberalna Moskwa. Łatwiej tam sterować młodzieżą, np. strasząc ją, że wprowadzone zostaną opłaty za naukę".

Ale to nie jedyny sposób. Według autora Rosjanie są znacznie bardziej pomysłowi: głosów według niego będą dosypywać do urn nauczyciele zasiadający w komisjach wyborczych — zastraszeni przez dyrektorów. Głosy mogą też być fałszowane podczas „karuzeli" czyli wożenia wyborców autobusami po komisjach. Ale i to jeszcze nie koniec. Dziennikarz uważa, że najwięcej fałszerstw odbywa się i tak przy wypełnianiu protokołów.

Kreml
© Sputnik . Антон Денисов
Wreszcie ostatni sposób — wkupywanie się w łaski najbiedniejszego elektoratu na zasadzie: „głos za kanapkę": „Trzeba pamiętać, że w Rosji wybory są rodzajem święta. W komisjach wyborczych rozdawane są kanapki i inny poczęstunek. A wieczorami, już po głosowaniu, odbywają się na głównych placach miast imprezy z kolejnym, darmowym poczęstunkiem i napitkami. Wielu mniej zamożnych Rosjan przyciąga to do lokali wyborczych".

Redaktor „Newsweeka"  twierdzi, że niezależni obserwatorzy  wobec tych praktyk całkowicie bezradni.

Ale to i tak jeszcze nic. Poseł Maks Kraczkowski twierdził swego czasu na łamach „Gazety Polskiej", że Rosjanie prawdopodobnie sfałszowali nawet wybory parlamentarne 2011 w… Polsce. Wszystko przez lokalizację serwerów PKW: „Dlaczego ABW pozwoliła, aby serwer do niedawna rosyjskiej firmy Internet Partners obsługiwał wybory w Polsce?" — pytał poseł. Zwycięstwo Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska naprawdę wtedy zabolało PiS.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Moskwa wydali brytyjskich dyplomatów
Donald Trump oskarża Rosjan o otrucie Skripala
BBC podejrzana o złamanie polskiej nowelizacji ustawy o IPN
Tagi:
wybory prezydenckie, Newsweek, Polska, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz