03:26 15 Grudzień 2017
Warszawa+ 2°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Walki na placu Niepodległości w Kijowie

    Majdan 2014 oczami „Berkutu”

    © Sputnik. Aleksej Furman
    Świat
    Krótki link
    1329321

    Rok temu rozruchy na kijowskim „Majdanie” przerodziły się w krwawe walki uliczne, których konsekwencją był zamach stanu na Ukrainie. Żołnierze ukraińskiej specjalnej jednostki milicji „Berkut” od początku byli uczestnikami tych wydarzeń. Teraz władze Kijowa nazywają ich zdrajcami swojego narodu i winnymi wielu ofiar.

    Byli żołnierze „Berkutu” Aleksandr Popow i Siergiej Chajrulskij, którzy przenieśli się do Rosji, nadal uważają, że wtedy na ulicach Kijowa oni postępowali absolutnie poprawne. „Nie mamy się czego wstydzić, nie zdradziliśmy Ukrainy. To Ukraina wtedy nas zdradziła”, — mówią.

    - Dlaczego zdecydowaliście się przenieść do Rosji?

    Aleksandr: Ponieważ tam jesteśmy uważani za przestępców. Chociaż w rzeczywistości wykonywaliśmy nasze służbowe obowiązki. Zapewnialiśmy ochronę porządku publicznego i ani razu nie przekroczyliśmy koniecznych środków.

    - Dlaczego „Berkut” stał się znany jako główny wróg „Majdanu”?

    Aleksandr: To nie stało się natychmiast. Napięta sytuacja zaczęła się, gdy Janukowycz nie podpisał umowy z Unią Europejską. Najpierw żądano tylko jej podpisania, potem dymisji rządu. Rząd nie reagował na to poważnie, wtedy zaczęto zwozić do centrum miasta opony, worki, deski, zaczęto blokować drogi.

    Po pierwszej „rewolucji” dobrze wiemy, jaki jest to brud, smród, zastawione wejścia, kradzieże. Natychmiast zaczynają ściągać awanturnicy, kryminaliści, bezdomni z całego kraju. Dlatego mieszkańcy Kijowa udali się ze skargą do milicji: „Nie chcemy tego ponownie”.

    Wtedy po raz pierwszy wydano „Berkutowi” rozkaz, aby oczyścił teren. Zadanie zostało jasno postawione: nie stosować żadnych środków fizycznego przymusu, nawet jeśli będą prowokacje.

    Trzymaliśmy się za ręce, zaczęliśmy napierać, spokojnie oczyściliśmy obszar. Już wtedy rzucano w nas kamieniami i kijami. Ale histeria zaczęła sięgać zenitu, tak jakbyśmy pobili połowę Kijowa. Jak tylko poszliśmy oni wrócili na plac i zażądali dymisji Azarowa i rozwiązania „Berkutu”. Uznali nas za wrogów.

    Siergiej: Ponieważ byliśmy jedynymi, którzy mogli się im przeciwstawić. Nawet bez broni. I my nie baliśmy się ich.

    - A kto tam był?

    Aleksandr: Dla większości ludzi „Majdan” był jak muzeum czy cyrk. Przyjeżdżali do centrum Kijowa tylko popatrzeć. Było dużo przyjezdnych z innych miast. Ale kiedy rozpoczęły się działania bojowe, tam zostały tylko opłacone osoby.

    Siergiej: Byli tacy, którzy przyszli jak do pracy. Sześć godzin stali na barykadach, dostali swoje pieniądze i poszli.

    Aleksandr: Kiedy po raz pierwszy wypchnęliśmy ich z placu tam były w tłumie kobiety i mężczyźni w wieku 40-45 lat. Oni nas prosili: „Chłopaki, dajcie wystać do szóstej rano. Zapłacili nam do szóstej. Będziemy udawać, że przepychamy się z wami, a potem sami sobie pójdziemy”.

    Inaczej zapamiętaliśmy kiboli. Na Majdanie w Kijowie byli fani z całego kraju, a szczególnie dużo z zachodnich regionów.

    Siergiej: Nie myślcie, że oni mieli jakieś idee. Kluby kibiców są idealnymi organizacjami dla rekruterów, gdzie można jednocześnie zwerbować wiele agresywnej młodzieży. I to niedrogo.

    — Kiedy sytuacja stała się szczególnie napięta?

    Aleksandr: Do momentu, kiedy zaczęto obalać pomniki Lenina. Ten był pierwszy. Wysłano kompanię „Berkutu”, około 30 chłopaków z zespołem, aby zapobiec wyburzeniu. Oni przyszli i utworzyli pierścień. Wtedy okrążyło ich prawie 300 bojowników i zaczęli ich bić łańcuchami, wyrywali ich z szyku i bili w tłumie. Tam ani jeden nie wyszedł z tego cało, ich po prostu rozerwano.

    Siergiej: Osobiście byłem świadkiem jak zabito trzech pracowników. Nie mogłem nawet zliczyć rannych. Według mnie legło tam około 10% składu. Ale żaden ukraiński kanał o tym nie powiedział.

    - Co szczególnie utkwiło w Waszych pamięciach?

    Aleksandr: Jak po plecach płynie palący się napalm… Leci struga ognia, topi się mundur, a między łopatkami czuje się chłód. Nie gorąc, nie ból, a jakby lód się rozpływał.

    Siergiej: A mi jak to wszystko było zorganizowane i jak opłacone. „Majdan” bardzo dobrze sponsorowano pieniędzmi i „podgrzewano” narkotykami. To sami widzieliśmy.

    Byliśmy na pozycjach po dwie-trzy doby bez jedzenia i odpoczynku, spaliśmy gdzie popadnie. Ale jesteśmy przygotowani do takich warunków, poważnie wymęczyliśmy się, a po drugiej stronie ludzie rześko biegali. Czy dużo jest nieprzeszkolonych ludzi, którzy są w stanie po trzy doby biegać po barykadach, nosić materiały budowlane, rzucać kamieniami?

    Aleksandr: Kiedy weszliśmy do ich siedziby tam wszędzie było pełno butelek whisky, ginu… Szaszłyki moczono w dużych garnkach… Znaleźliśmy tam cały stos paczek z wojskowymi oddychającymi skarpetkami zagranicznej produkcji. Była tam bielizna termiczna, wszystko było. Bez takiego zaopatrzenia nie byłoby żadnego „Majdanu”. Potrzebne były ogromne pieniądze na to wszystko.

    I jeszcze jedna rzecz nas zaskoczyła. W sześcio- czy siedmiopiętrowym budynku, który zajmował „Prawy Sektor”, na każdym piętrze były tak jakby koszary. Kiedy weszliśmy, tam leżały materace. I znaleźliśmy pod nimi ogromną ilość strzykawek.

    - Czy Wasi dowódcy wiedzieli o tym?

    Aleksandr: Oczywiście. My sami w przebraniu chodziliśmy na „Majdan”. Ubieraliśmy się w normalne stroje i chodziliśmy zobaczyć, jak tam stanowiska są urządzone od wewnątrz. I mówiliśmy dowódcy, będą kłopoty. Na własne oczy widzieliśmy, jak oni przewozili broń, jak przygotowywali kulki z proszkiem, którymi potem w nas rzucali. Chemiczny pył przeżerał oczy. Ci co go wdychali natychmiast padali z oparzeniami i zatruciami.

    Ale władze nie chciały podejmować decyzji. Doszło do tego, że po ostatnim starciu zostało nam 50 metrów, aby przejść — i wtedy oczyścilibyśmy plac do reszty. Ale rozkazano nam wycofać się.

    - W masakrze na Hruszewskiego mieliście broń?

    Aleksandr: Pierwszy raz dostaliśmy ostrą broń gdzieś około 21 lutego. A na Hruszewskiego strzelano dzień wcześniej. Już po tym przywieźli nam skrzynki z karabinami maszynowymi, abyśmy mogli chociaż wydostać się z miasta.

    W tym czasie już niczego nie mieliśmy. Wszystkie nasze autobusy zostały spalone. A potem żołnierze innej jednostki wywieźli nas do bazy kijowskiego „Berkutu”.

    Siergiej: „Prawy Sektor” był wściekły! Chcieli zabrać nas na „Majdan” i postawić na kolana, abyśmy poprosili o przebaczenie. Zorganizowali za nami pościg ze strzelaniem. W bazie zatrzasnęliśmy za nami bramę i nie pozwoliliśmy „majdanowcom” przedostać się. Dwa dni spędziliśmy w oblężeniu, aż umówiliśmy się co do burt. Potem znów nas próbowali zablokować na pasie startowym.

    Aleksandr: Wszystkie decyzje podejmowano z „Prawym Sektorem”. Przyjechali od nich ludzie, zażądali oddania broni i poddania się. Obiecywali szturm. Otrzymali odpowiedź, że teraz, kiedy cywile nie mogą ucierpieć, spróbujcie po prostu wepchnąć się. Nasza cierpliwość może się skończyć. Jeśli zostaniemy sprowokowani, wtedy nie tylko pokonamy napastników, ale potem też oczyścimy z was Kijów. Oni rozumieli, że jesteśmy w stanie to zrobić. I dlatego odblokowali drogę, pozwolili nam odlecieć.

    - Teraz, rok później, jak oceniacie to, co się wydarzyło na Ukrainie?

    Aleksandr: Jeśli rok temu na Ukrainie działoby się to, co dzieje się teraz, sam bym wyszedł na „Majdan”. Wtedy niektórzy chcieli do Unii Europejskiej, a teraz wszyscy chcą elementarnej pracy, aby płacili pieniądze, aby było ogrzewanie w domach, aby nie było wojny…

    Siergiej: Nie myślę o tym, aby wrócić na Ukrainę. Nie znamy nikogo, kto teraz zmieniłby swoje zdanie i przeszedł na stronę Kijowa.

    Aleksandr: Nie sądzę, że zdradziłem Ukrainę. Teraz w rzeczywistości jest to faszystowskiego państwo. Nadal kocham Ukrainę jako swoją ojczyznę, ale gardzę tym, do czego doprowadziły ją obecne władze.

    Tagi:
    Euromajdan, Siergiej Chajrulskij, Aleksandr Popow, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz