13:14 23 Marzec 2017
Na żywo
    Protesty w mieście Taizz na południu Jemenu

    Jemen: Kryzys zagraża przekształceniem się w „pośrednią wojnę”

    © AFP 2017/ Stringer
    Świat
    Krótki link
    Wiktor Bezeka
    0 1091242

    Arabia Saudyjska i jej sojusznicy bliskowschodni zaatakowały z powietrza terytorium Jemenu, w celu powstrzymania marszu wspieranych przez Iran rebeliantów Huti na południu kraju.

    Z danych, znajdujących się w posiadaniu kanału Al-Arabiya, wynika, że w operacji uczestniczą samoloty wojskowe Bahrajnu, Egiptu, Jordanii, Kataru, Kuwejtu, Maroku, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Sudanu. Napływają doniesienia, że do zaangażowania się w lądowej części operacji gotowe są Egipt, Jordania, Pakistan i Sudan.

    Wcześniej ze swego azylu w Adenie prezydent Jemenu Abd ar-Rabu Mansur al-Hadi zażądał od Ligi Państw Arabskich wprowadzenia wojsk na teren kraju. Ta kwestia miała być omawiana podczas spotkania przedstawicieli Ligi 26 marca, jednakże Arabia Saudyjska przystąpiła do ataków lotniczych, nie czekając na podjęcie tej decyzji.

    Tak więc, Jemen staje się przyczółkiem w konfrontacji między sunnicką Arabią Saudyjską, a szyickim Iranem. Er Rijad oskarża Teheran o wzniecanie wrogości na tle religijnym w regionie i o wspieranie klanu Huti w Jemenie. Kryzys zagraża przekształceniem się w „pośrednią wojnę”, w której Iran będzie wspierać rebeliantów Huti, a Arabia Saudyjska i inne monarchie sunnickie udzielać będą pomocy dla prezydenta al-Hadiego. W wyniku, wypada dodać, Jemen rozdzierają na kawałki jednocześnie rebelianci Huti, jednostki wojskowe, lojalne wobec Hadiego i terroryści z Al-Kaidy, z którymi, jak można zakładać, zbliża się Państwo Islamskie.

    Ambasador Arabii Saudyjskiej w Stanach Zjednoczonych podkreślił, że USA nie uczestniczą w operacji w Jemenie. Tym nie mniej, według przedstawiciela administracji amerykańskiej, Waszyngton popiera działania Arabii Saudyjskiej i jej sojuszników. Jednakże nie sprecyzował on, na czym właściwie polega to poparcie.
    W marcu 2015 roku wyjaśniło się, że w wirze wydarzeń w Jemenie Pentagon „stracił” broni na kwotź pół miliarda dolarów. Waszyngton przyznał się oficjalnie, że nie wie, w czyich rękach znajduje się broń dostarczona do Jemenu. Nie wiadomo, w kogo jest wycelowana, dla kogo stwarza zagrożenie i kogo zabija.

    Koła biznesowe zareagowały niezwłocznie na działania zbrojne na południu Półwyspu Arabskiego, gdyż eskalacja konfliktu jemeńskiego może narażać na ryzyko dostawy ropy naftowej. Na przykład, gatunek Brent zdrożał o prawie 6 procent na wiadomość o początku operacji. Bliski Wschód także jest ważnym dostawcą skroplonego gazu ziemnego, który sprzedają Jemen i Katar, jednakże importerzy nie upatrują na razie powodów dla niepokoju.

    Jak oświadczył przedstawiciel południowokoreańskiej spółki gazowniczej Korea Gas Corp., „na razie nie ma żadnych zakłóceń w dostawach gazu z Jemenu. Nie denerwujemy się, biorąc pod uwagę nadmiar podaży i słaby popyt w ostatnim czasie”. Analitycy podkreślają również, że nie należy niepokoić się o prawdopodobieństwo deficytu ropy naftowej, gdyż wydobycie w krajach, nie należących do składu OPEC, nadal jest duże.

    Zobacz również:

    Rosja zbuduje bazę wojskową w Syrii
    Tagi:
    wojna, gaz, ropa, Abd ar-Rabu Mansur al-Hadi, Sudan, Maroko, Kuwejt, Jordania, Bahrajn, Jemen, Katar, Egipt, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Iran, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz