20:24 18 Sierpień 2017
Warszawa+ 29°C
Moskwa+ 27°C
Na żywo
    Były prezydent Polski Lech Wałęsa

    Marzenia krajów bałtyckich i Polski o rozpadzie Rosji są zagrożeniem dla ich niepodległości

    © Sputnik. Jekaterina Czesnokowa
    Świat
    Krótki link
    0 17456517

    Czym kierują się politycy, stawiający na upadek Rosji? Prawie jednocześnie były prezydent Polski Lech Wałęsa przepowiedział Rosji rozpad i 20-milionową ludność, a minister spraw zagranicznych Łotwy Edgars Rinkēvičs przypuścił, że Rosja skończy jak Rzesza po wojnach światowych.

    71-letni laureat Pokojowego Nobla Wałęsa i 41-letni polityk Rinkēvičs mają niewiele wspólnego — pisze rosyjska gazeta „Wzglad". Jednak różnica w doświadczeniu i poglądach nie wpływa na to, jak oceniają Rosję. Obaj uważają, że Rosja stwarza zagrożenie dla ich państw, domagają się od Zachodu aktywnej presji na nią i przepowiadają jej porażkę i rozpad. Wałęsa w wywiadzie dla ukraińskiej gazety, a Rinkēvičs na Twitterze wyrazili w zasadzie tę samą myśl — Rosja powinna przestać istnieć w obecnej formie.

    Odpowiadając na pytanie, jakie „działania zabezpieczające powinien podjąć Zachód w związku z agresją ze strony Rosji", Wałęsa powiedział wprost: „Wszystkie możliwe, aż po wwóz pocisków jądrowych. On (Putin) straszy nas Gradami — powinniśmy nastraszyć go inną, doskonalszą bronią". Inaczej, zdaniem Wałęsy, z Rosją nie można rozmawiać, przecież „jest spóźniona o 30-50 lat" w porównaniu ze światem zachodnim, i nigdy nie miała demokracji ani wolności. Rosja nigdy nie żyła według zasad świata zachodniego — ponieważ przeszkadza temu mentalność „biednych" Rosjan, która powinna całkowicie się zmienić. Jeśli do tego dojdzie, logiczny będzie rozpad Rosji.

    „Im więcej patrzę na współczesną Rosję, tym bardziej przekonuję się, że skończy tak, jak Rzesza po I i II wojnie światowej". To oświadczenie ministra spraw zagranicznych Łotwy Rinkēvičsa, które umieścił on na swoim Twitterze, wywołało skandal. Aczkolwiek wygląda na to, że minister dopuścił do tego świadomie. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa napisała, że „łotewski „dyplomata" niewątpliwie zna się lepiej: biorąc pod uwagę, że to właśnie na Łotwie z roku na rok maszerują legioniści Waffen SS, ten kraj dobrze wie, czym jest III Rzesza, ponieważ żaden euroremont nie zamaluje symboli SS".

    Zarówno Rinkēvič, jak i Wałęsa uważają, że Rosja powinna zostać pokonana. Tak będzie lepiej dla ich państw, a więc i dla Europy — oto co chcą oni przekazać realnym szefom świata atlantyckiego.

    Wiadomo, że Polska i kraje bałtyckie są wystraszone — albo udają, że są wystraszone — wydarzeniami na Ukrainie. Wiadomo, że mają pamięć historyczną o czasach, gdy wchodziły w skład Rosji, które obecnie są nazywane przez władze wyłącznie „okupacją". Jednak wymyślanie nieistniejącego rosyjskiego zagrożenia i wykorzystywanie tego postrachu w realnej polityce stwarza ogromne zagrożenie dla samych tych państw. Nie jest to problem Rosji — jest to w pierwszej kolejności problem Polski i krajów bałtyckich.

    Obchody rocznicy utworzenia UPA, Ukraina. Warta honorowa przy pomniku nieznanego żołnierza UPA.
    © Sputnik. Paweł Palamarczuk
    Polska otwarcie spekuluje na rosyjskim zagrożeniu, licząc na podniesienie swojego statusu zarówno w Europie, jak i w charakterze sojusznika USA. Obecnie Polacy w charakterze nagrody za aktywną pracę w blokowaniu Rosji chcą otrzymać status kuratora Ukrainy i potencjalnie — Białorusi, zapominając zresztą, że udział w europejskich konfliktach z Rosją jeszcze nie doprowadził do niczego dobrego. Przecież nikt nie wie, jak potoczy się transformacja Europy: czy pozostanie projektem atlantyckim czy jednak — zamieni się w niemiecki.

    Jeszcze mniej rozsądnie zachowują się kraje bałtyckie — na Łotwie i w Estonii mieszka ponad jedna trzecia Rosjan. Bałtyckie władze straszą siebie i Zachód „rosyjskimi czołgami" myśląc, że w ten sposób umacniają swoje państwa. Moskwa rozumie, dlaczego kraje bałtyckie rozkręcają temat „rosyjskiego zagrożenia": same z siebie robią wroga Rosji — do tego tak aktywnie, że naprowadza to na myśl o sprytnym planie prorosyjskich agentów, podszywających się pod „miejscowych nacjonalistów".

    Oczywiście można stawiać na upadek wschodniego sąsiada, lecz nie ma co się dziwić, że rezultat jest całkiem odwrotny. Antyrosyjska dźwignia może zamienić się w rosyjskie grabie, które dotkliwie biją w czoło.

    Zobacz również:

    Lech Wałęsa przepowiada Rosji rozpad i 20-milionową ludność
    Rosja może zrewidować współpracę z USA w sferze nieproliferacji broni
    Tagi:
    Unia Europejska, Lech Wałęsa, kraje bałtyckie, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz