03:19 27 Kwiecień 2017
Na żywo
    Minister spraw zagranicznych Lubomir Zaoralek

    Czeski dyplomata usprawiedliwia spalenie ludzi w Odessie, a polskie media - porównują do wołyńskiej rzezi

    © AP Photo/ Michael Sohn
    Świat
    Krótki link
    12681816

    2 maja przypada rocznica tragicznych wydarzeń w Odessie. Sprawa zagłady około 50 osób do dziś nie jest do końca wyjaśniona i nadal padają zasadniczo różne oceny tego straszkiwego zajścia.

    Tak  polski „Obserwator polityczny" pisze: „2  maja 2014 roku to data ludobójstwa w Odessie. Brutalnego, okrutnego masowego mordu, którego dokonali przeważnie ukraińskojęzyczni mieszkańcy Odessy, kibice klubów sportowych i członkowie organizacji ekstremistycznych, na przeważnie rosyjskojęzycznych mieszkańcach tego miasta. Niewinni, przypadkowi ludzie, zostali zapędzeni do budynku Domu Związków Zawodowych, budynek został podpalony… 

    Nie bez powodu rosyjskojęzyczni porównują mord ludobójczy w Odessie z mordami na Wołyniu, — kontynuuje „ Obserwator polityczny".  Mechanizm był ten sam —  rozochocony tłum, wzbogacony o kibiców — w jakiejś mierze sterowany przez członków organizacji radykalnych w kontrze przeciwko zwykłym ludziom, często przypadkowym. Cel był jeden, doskonale oddały go okrzyki ukraińskich oprawców wznoszone do palonych żywcem „braci" — krzyczano „Gdzie jest wasz Putin?", „Tu jest Ukraina". 

    Mord miał wyraźną cechę zbrodni masowej ukierunkowanej na jej efekt propagandowy. Każdy rosyjskojęzyczny na Krymie lub w Donbasie ma pełną świadomość tego, że to samo było przygotowane dla ich regionów — żeby nie odważyli się upomnieć o swoje prawa, tylko podporządkowali się nowej ukrainizacji i brutalnej prawicowej rewolucji, — sugeruje „Obserwator polityczny".

    W tych warunkach na jeszcze bardziej bluźniercze wygląda oświadczenie, usprawiedliwiające spalenie ludzi w Odessie. Złożył je pełnomocnik czeskiego rządu ds. bezpieczeństwa energetycznego Vaclav Bartuszka w wywiadzie, opublikowanym na stronie Neovlivni.cz.

    Odpowiadając na pytanie dziennikarza, czy kraje bałtyckie przygotowane są na prawdopodobną rosyjską inwazję, Bartuszka oświadczył, że „Estończycy niewątpliwie (…) są gotowi na walkę". „Problem pojawi się, jeśli Rosjanie będą postępować mądrze i zainicjują demonstracje cywili, na przykład, w Narwie, gdzie 93% ludności stanowią etniczni Rosjanie. Takie działania mogą się przerodzić w coś większego" — podkreślił on. 

    Jak podkreślił Bartuszka, Praga „uważnie śledziła model, wykorzystany na wschodzie Ukrainy". „Grupy cywilów — mężczyźni, kobiety, dzieci — zajmują budynki administracyjne. W ciągu dwóch dni uzbrajają się, kobiety i dzieci znikają, pozostają tylko uzbrojeni ludzie. Jeśli szybko postawić im opór, jak zrobiono to w Odessie, gdzie ich po prostu spalili, lub w Dniepropietrowsku, gdzie zabili i pochowali przy drodze, będzie spokój. Jeśli się tego nie zrobi, to dojdzie do wojny. I tyle" — oznajmił dyplomata.

    Szef MSZ Czech Lubomír Zaorálek skrytykował słowa urzędnika. Na swoim blogu na Twitterze napisał, że nie zgadza się z wypowiedzią Bartuszki. „Vaclav Bartuszka wykorzystał argumenty, błędne u samych podstaw i moralnie nieakceptowalne. Niedopuszczalne jest, aby pracownik MSZ mówił o spaleniu i zabójstwie ludzi jako o prostych metodach rozwiązania konfliktu. Zdecydowanie zarzuciłem to panu Bartuszce i powiedziałem o zasadniczym odrzuceniu takich cynicznych oświadczeń" — napisał Zaoralek. 

    Zobacz również:

    Prezydent Czech: sankcje Zachodu zwiększają popularność Putina
    Prezydent Czech nie weźmie udziału w paradzie zwycięstwa w Moskwie
    Tagi:
    Ukraina, Europa, Czechy
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz