Widgets Magazine
04:45 17 Lipiec 2019
US  Army

USA przygotowują grunt do ingerencji w konflikt na Morzu Południowochińskim

© AP Photo / Mindaugas Kulbis
Świat
Krótki link
0 1083

Budowa przez Chiny sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim zwiększa napięcie w regionie. O tym 13 maja oświadczył doradca sekretarza stanu USA ds. Azji Wschodniej i Pacyfiku Daniel Russell. Dzień wcześniej Pentagon zasugerował Białemu Domowi, aby wysłać samoloty wojskowe i okręty do tych sztucznych wysp na wodach spornych.

Sekretarz obrony USA polecił ekspertom zbadanie możliwości wprowadzenia samolotów elektronicznego śledzenia i okrętów marynarki wojennej na wody otaczające archipelag Spratly. Jest to najbardziej szczere zagrożenie Stanów Zjednoczonych „przywrócenia porządku” na Morzu Południowochińskim i „pomocy sojusznikom”. W pierwszej kolejności, aby pomóc Filipinom, które pretendują o wiele wysp i raf, gdzie Chiny, według Pentagonu, na sztucznych nasypach budują pasy startowe i przystanie dla okrętów wojskowych.

Waszyngton wysłał sygnał dla Pekinu, że nie akceptuje jego roszczeń do tego spornego akwenu. Miało to już miejsce wcześniej, ale tym razem był to szczególnie twardy i bezpośredni przekaz, uważa ekspert Aleksander Larin.

„Bardzo prawdopodobne, że jest to związane z prowadzeniem przez Chiny i Rosję wspólnych manewrów na Morzu Śródziemnym. Chińskie okręty przybyły do Noworosyjska, tam uczestniczyły w obchodach Dnia Zwycięstwa. W planach jest wpłynięcie okrętów dwóch krajów na Morze Śródziemne. USA i NATO uważają je za ich „wewnętrzne” morze. Ćwiczenia są oczywiście symboliczne, ale dla Amerykanów jest to bardzo nieprzyjemne wydarzenie. Oni mogą je traktować jako policzek. Wzrost napięcia raczej nie doprowadzi do żadnych starć”, uważa ekspert.

USA otwarcie oświadczyły, że rzeczywiście opracowują operację wojskową na Morzu Południowochińskim. Miało to miejsce od razu po tym, jak wojskowi Chin i Indii przeszli po Placu Czerwonym 9 maja na defiladzie wojskowej. Zwrócił na to uwagę ekspert w dziedzinie geopolityki Konstantin Sokołow. Tak więc Stany Zjednoczone odpowiedziały na pokaz siły i wzmocnienia jedności bloku BRICS, uważa ekspert.

„Zmienia się cały scenariusz geopolityczny — świat nie jest już jednobiegunowy. Właśnie dlatego John Kerry, który przez dwa lata omijał Rosję, został zmuszony lecieć do Soczi. A wkrótce odbędzie rozmowy w Chinach. Zachód wyraźnie został zmuszony do ponownego rozważenia swojego scenariusza porządku świata. To wymaga czasu — nie tylko na opracowanie nowej strategii, ale także na przegrupowanie sił. Więc teraz presja USA na Chiny będzie polityczno-psychologiczna. Pojawią się ostre groźby i twarda polemiki, ale między nimi nie będzie otwartej konfrontacji militarnej”, — powiedział Sputnikowi ekspert.

USA jawnie dały Chinom do zrozumienia, że są gotowe do interwencji na Morzu Południowochińskim. Przy czym miało to miejsce w przeddzień wizyty sekretarza stanu Johna Kerry’ego w Pekinie. On będzie tam w dniach 16-17 maja. Tymczasem analityk Igor Korotczenko jest przekonany, że tego rodzaju presja na Pekin nie przyniesie żadnych rezultatów:

„To nie ma sensu. Nie ważne jak bardzo USA naciskałyby na Chiny i tak one będą bronić swoich interesów narodowych na morzach południowych. Polityka Pekinu jest niezmienna, więc w tym przypadku szantaż i wojenne zagrożenie wobec Pekinu absolutnie nie zadziała. Zwłaszcza, że Chiny mają niezawodne wsparcie w postaci Rosji”, — powiedział.

Zobacz również:

USA nazwały Chiny „zagrożeniem dla międzynarodowego porządku”
Ministerstwo Obrony Rosji: ćwiczenia Rosji i Chin na Morzu Śródziemnym nie mają politycznego zabarwienia
Tagi:
NATO, John Kerry, Chiny, USA, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz