05:10 18 Sierpień 2017
Warszawa+ 16°C
Moskwa+ 18°C
Na żywo
    Cela więzienna

    Więźniowie polityczni na Ukrainie nie są fikcją

    © Fotolia/ Paolo Gallo Modena
    Świat
    Krótki link
    Jana Petrová
    8789481

    28 lipca w Moskwie stratuje projekt na rzecz więźniów politycznych na Ukrainie. W jego ramach zostanie opublikowana petycja do ukraińskich władz z apelem o ich uwolnienie.

    MIchaił Saakaszwili
    © AFP 2017/ Vasily Maximov
    Podpisali ją znani politycy i działacze społeczni z Czech (Miloslav Ransdorf), Polski (Janusz Korwin-Mikke, Mateusz Piskorski), Belgii, Hiszpanii, Rosji i Ukrainy. Agencja Sputnik zapytała jednego z sygnatariuszy petycji, znanego ukraińskiego politologa, dyrektora  kijowskiego Centrum Badań Politycznych i Konfliktologii Michaiła Pohrebińskiego, co kierowało nimi i jaka jest skala represji politycznych na Ukrainie.

    —  Dla mnie słowo „skala” nie ma specjalnego znaczenia. Istnieją konkretne przypadki, o których wiem i o których wie społeczeństwo. I to wystarczy do podpisania petycji z nadzieją, że społeczność międzynarodowa zwróci uwagę na niesprawiedliwość. Jeszcze z radzieckich czasów wiem, że tego typu apel może uratować zdrowie  i życie konkretnemu człowiekowi. Co prawda, dziś nie bardzo liczę na skuteczność takich petycji, choć podpisanie tej o więźniach politycznych uznałem za swój obywatelski obowiązek. Dlaczego? Bo w świecie zachodnim funkcjonuje stereotyp, który można określić słowami: „Ukraina zawsze ma racje”. Niezależnie od przytaczanych argumentów w odpowiedzi na pewno powiedzą, że niby to rosyjska propaganda, że Putin realizuje swoje cele.

    — O jakich konkretnych ludziach zatrzymanych z powodów politycznych jest mowa?

    — Na przykład, dziennikarz z Lwowa Rusłan Kocaba. Obecnie znajduje się on w tymczasowym areszcie. Jedna rozprawa już była, droga dopiero będzie. Jego historia jest prosta: wzywał on do bojkotowania mobilizacji. Zatrzymano go pod zarzutem zdrady stanu. Dziennikarzowi grozi od 8 do 15 lat więzienia. Są mniej głośne sprawy. Dwóch członków ruchu „Pole Kulikowe” zatrzymano nie za jakieś siłowe akcje, ale za to, że krytykowali Majdan. Teraz bezpodstawnie oskarża się ich o terroryzm. I podobnych spraw jest kilkadziesiąt.

    — Aktywnie współpracuje Pan z rosyjskimi mediami. Pana poglądy nie są zgodne z państwowym, ideologicznym głównym nurtem. Czy jest Pan prześladowany przez państwo, czy odczuwa Pan ostracyzm społeczny?

    — Aktywa tzw. społeczeństwa obywatelskiego, to różne organizacje pozarządowe. Jedna z nich, „Nie dla cenzury”, po zwycięstwie Majdanu opublikowała apel do mediów, aby nie publikowały opinii wielu ukraińskich ekspertów i dziennikarzy. Moje nazwisko znalazło się na pierwszym miejscu na tej liście. Ukraińskie stacje telewizyjne, poza rzadkimi wyjątkami, nie zapraszają mnie do studia, choć wcześniej gościłem u nich częściej niż inni. Ale przecież dzielę się swoim zdaniem nie tylko z rosyjskimi mediami, ale i z zachodnimi, spotykam się z europejskimi dyplomatami, politykami. Jestem znany, jak to się mówi, na widoku. Z tego powodu mam nadzieję, że nic złego mi się nie stanie…

    — Pana zdaniem, czy projekt na rzecz więźniów politycznych na Ukrainie nie jest „odpowiedzią” na sprawę Nadieżdy Sawczenko i Olega Sencowa w Rosji?

    — Dla mnie nie jest ważne czy to odpowiedź, czy nie. Na Ukrainie niesłusznie zatrzymano dziesiątki ludzi, których władze prześladują jedynie z powodu ich poglądów politycznych. Chodzi o Charków, Odessę i inne miasta. Takie przypadki mają miejsce. Dla mnie osobiście to wystarczy, by stanąć w ich obronie.

    Zobacz również:

    Doktryna bezpieczeństwa informacyjnego RP ochroni polskie umysły
    Migranci: za a nawet przeciw
    Doktryna morska Rosji: priorytetem Krym, Arktyka i Chiny
    Tagi:
    więźniowie polityczni, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz