21:16 28 Listopad 2020
Świat
Krótki link
Autor
14610
Subskrybuj nas na

Dlaczego owocnie działa organizacja „Rodziny Katyńskie", a brak jest organizacji „Rodziny Wołyńskie" - temat rozmowy korespondenta rozgłośni Sputnik Leonida Sigana z politykiem i działaczem społecznym Mirosławem Orzechowskim.

- Dotarła do nas wiadomość, że polscy i ukraińscy archeolodzy poszukiwali masowej mogiły na terenie nieistniejącej już polskiej wsi Ostrówki. Właśnie w tym miejscu 72 lata temu UPA dokonała jednej z najokrutniejszych zbrodni na Wołyniu. Na miejscowym cmentarzu stanął pomnik ku pamięci ofiar. Ale napis na nim nie wskazuje sprawców zbrodni. Wiadomość ta nasunęła mi myśl: dlaczego istnieje i od lat działa owocnie organizacja „Rodziny Katyńskie" lecz brak jest organizacji "Rodziny Wołyńskie"?

— To jest zasadne pytanie. Trochę retoryczne, bo, oczywiście, do tej pory cała polska polityka niepodległościowa budowana była na konflikcie z sowietami. A więc, od czasu wojny sprawa katyńska nurtowała Polaków, i kiedy doszło do zmiany ustrojowej, to ona została wsparta przez polskie władze. Natomiast, sprawa mordów banderowskich na Ukrainie była i wciąż niestety jest skrupulatnie przemilczana.

Próbowano nawet podnieść falę protestów wobec akcji „Wisła", która była bardzo potrzebna, bo pomogła rozmontować ten główny mechanizm całej organizacji banderowskiej i jej sztabu, organizacji UPA i innych, które brały w tym udział. Myślę, że tego skutkiem było to, że organizacyjnie nie sformalizowała się taka „rodzina". Ona jest bezwzględnie potrzebna. Sądzę, że w obliczu tych faktów, które są teraz w Polsce na nowo przywoływane do świadomości Polaków, z których wielu wciąż nie wie, jaki był pełny obraz tej strasznej hekatomby na Zachodniej Ukrainie, ta świadomość się odradza.

Wierzę, że także zostanie ona wyposażona w takie organizacje jak, na przykład, „Rodzina Katyńska". Bardzo pięknie to Pan ujął, żeby była „Rodzina Wołyńska", jednocząca ludzi, myślących kategoriami pamięci o własnych rodakach, ale nie tylko o ofiarach Polakach, ale o wszystkich, którzy tam byli w sposób demoniczny, okrutnie wymordowani.

- A może na przeszkodzie stanęły dzisiejsze władze Ukrainy? Przecież pogrobowcy UPA zasiadują nadal nie tylko w rządzie, parlamencie, ale też we władzach niższego szczebla w tych miejscowościach, może nawet na Wołyniu? Więc stąd pytanie: kto jest kim we władzach Ukrainy, a może zapytam dosadniej, kto w dzisiejszej Ukrainie rządzi?

-To jest także bardzo cierpka sprawa szczególnie dla Polaków, ale też dla Rosjan, Żydów czy Węgrów, którzy padli ofiarą banderowców. To jest bardzo przykra sprawa, bo władze oficjalne Ukrainy sprzyjają i wręcz wspierają odradzanie się tego mitu banderowskiego. Jak Pan powiedział, wielu,  o tym czytamy i słyszymy, przedstawicieli tego nurtu reprezentuje oficjalne czynniki czy we władzach centralnych czy samorządowych.

To jest wielki test również na stosunek Ukrainy do swoich sąsiadów, do swoich mniejszości narodowych. To jest rzecz fundamentalna i bez wątpienia stają oni po stronie paraliżowania takich inicjatyw. Wiele słyszymy od przedstawicieli Polaków, którzy przyjeżdżają do Polski z Ukrainy, że oni tam się po prostu wciąż boją. Bo ta świadomość nacisku banderowskiego jest bardzo silna, ona przetrwała tam. Mam nadzieję, że się znakomicie odrodzi w Polsce, i że choćby z inspiracji tu mieszkających Polaków, nie tylko tych, którzy byli repatriowani z tych terenów do Polski, ale wszystkich, będzie wzniesiona taka organizacja, albo podobna do niej.

- Bądźmy dobrej myśli i bądźmy optymistami, że rodziny wołyńskie powstaną niedługo na polskiej ziemi.

— Daj Boże, żeby się tak stało. Powiem o jeszcze jednej rzeczy. Zasiadłem do próby napisania felietonu na ten temat, ponieważ 3 sierpnia, zgodnie z doniesieniami polskiej prasy, będzie ogłoszony Komitet Odrodzenia Ukrainy, organizowany przez byłego premiera Azarowa. Ten fakt stanie się również testem na przyszłość Ukrainy. Polityk tej rangi, były premier rządu ukraińskiego będzie miał okazję wyrazić swój stosunek do sąsiadów — do Polski, Rosji, Węgier, a także swój stosunek do ofiar. Być może, on się stanie zalążkiem odradzania się Ukrainy jako cywilizowanego państwa, które nie będzie obojętnie patrzyło na własne grzechy z przeszłości.

Wszyscy jak dorastamy, mamy coś na sumieniu. Taki jest człowiek. Ma skłonność do słabości. To się także przejawia w działalności państw. Mam nadzieję, że Ukraina stanie na nogi, że będzie narodem przyjaznym innym narodom, bo na pewno nie zapomnimy o naszych rodakach, którzy ponieśli tak straszną mękę. Chciałbym dożyć tego czasu, że Ukraińcy do tego dorosną.

Zobacz również:

O jaką Ukrainę troszczy się Bronisław Komorowski?
Tagi:
Wołyń, Mirosław Orzechowski, Polska, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz