02:15 21 Wrzesień 2020
Świat
Krótki link
Autor
1261
Subskrybuj nas na

Niekończący się strumień imigrantów na trasie Belgrad-Budapeszt do granicy z Węgrami. Jest ich najwięcej wcześnie rano i późnym wieczorem, bo uchodźcy mają nadzieje, że o tej porze nikt ich nie zauważy i węgierska policja nie cofnie ich do Serbii.

Imigranci na północy Francji
© AFP 2020 / Philippe Huguen
Dużo dzieci i nastolatków, wielu na boso, zmęczonych i głodnych, ale rzadko się zatrzymują, aby odpocząć, bo chcą jak najszybciej dotrzeć do Europy, gdzie, ich zdaniem, czeka na nich spokojne życie.

Do Serbii uchodźcy trafiają różnymi drogami: pociągami i autobusami, jeśli ktoś może sobie na to pozwolić, korzysta z usług „prywaciarzy”. Ktoś inny dotarł tu na piechotę.

— Jestem Kurdem, przyjechałem z Turcji. Chcę dotrzeć do Europy Zachodniej. Wszyscy traktują nas jak faszyści. Jakbyśmy byli winni, że musieliśmy wyjechać ze swojego kraju – powiedział jeden z uchodźców. Dalej nie chciał kontynuować rozmowy.

Po dotarciu do przejść granicznych imigranci schodzą z głównej trasy i rozpierzchają się po wiejskich drogach, by nielegalnie przedostać się na terytorium Węgier. Większość wyłapuje węgierska policja, która sprawdza dokumenty i wysyła nielegalnych imigrantów dziesięć kilometrów od granicy, do miasta Mórahalom, gdzie znajduje się punkt tymczasowy. Uchodźcy nie stawiają żadnego oporu.

Mieszkanka Mórahalom Elżbieta Pał powiedział agencji Sputnik, że imigrantów jest coraz więcej, ale nie przeszkadzają oni miejscowym. – Są spokojni i słuchają się policji. Czasami między nimi dochodzi do kłótni, ale w zasadzie to nic poważnego”.

Rzeczywiście uchodźcy zachowują się spokojnie i wyglądają na przestraszonych. Zbliżasz się do nich o krok, oni cofają się o dwa. Ale kiedy zaczynają rozumieć, że nie życzysz im źle, zgadzają się powiedzieć kilka słów, ale nie pozwalają na robienie zdjęć. Głównie pochodzą z Turcji, Afganistanu i Syrii. Budapeszt jest dla nich punktem tranzytowym, a „ziemią obiecaną” dla większości z nich są Niemcy.

Imigranci w obozie w Calais
© AP Photo / Francois Mori
Policjanci w nieoficjalnej rozmowie podkreślają, że stale zatrzymują imigrantów, ale o tym, co się z nimi dalej dzieje nie mają prawa mówić. Pozwalają sfotografować, jak jest budowana „ściana” na granicy z Serbią. Pierwsze wrażenie jest takie, że to ogrodzenie z siatki raczej nie będzie stanowić poważnej przeszkody dla tych, co chcą przedostać się na Węgry. Może władze liczą na efekt psychologiczny. Aby uchodźcy uświadomili sobie, że na Węgrzech nikt ich nie chce.

Z Mórahalom przyjeżdża stary autobus z uchodźcami, których wydalono do Serbii. Na Węgrzech ściśle przestrzegana jest ustawa o readmisji, którą kilka lat temu podpisała Serbia z Unią Europejską. W Serbii uchodźców czeka kolejny punkt tymczasowy. Trochę odpoczną i znowu spróbują przedostać się na Węgry. I tak w kółko. Do tej pory, aż europejscy politycy, którzy razem z kolegami zza oceanu „nawarzyli piwa” w Afryce i na Bliskim Wschodzie, nie zaproponują jakiego rozwiązania. Jeśli je w ogóle mają.

Zobacz również:

Juszczenko: konfliktu w Donbasie nie rozwiążą ani rozmowy w Mińsku, ani normandzka czwórka
Telegraph: na Ukrainie może być gorzej niż w Grecji
Punktowe sankcje wobec Gazpromu: element nieuczciwej konkurencji
Tagi:
imigranci, Węgry, Serbia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz