19:20 22 Listopad 2017
Warszawa+ 2°C
Moskwa-1°C
Na żywo
    Plakat w Belgradzie, Serbia

    Opinia: Ameryka każdy punkt na świecie próbuje nazwać strefą swoich interesów narodowych

    © AP Photo/
    Świat
    Krótki link
    41130830

    Wywiad z serbskim analitykiem wojskowym, komentatorem gazety „polityka”, Miroslavem Lazanskim.

    Niektórzy amerykańscy politycy deklarowali, że reżim as Asada jest zagrożeniem dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Ale jak bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych może być związane z reżimem w Damaszku?

    Lazanski: Ameryka każdy punkt na świecie próbuje nazwać strefą swoich interesów narodowych. W ten sposób i Jugosławię w 1999 roku zbombardowali pod pozorem tego, że w Kosowie „istnieje zagrożenie dla ich interesów narodowych". Ja się pytam, jak związana jest sytuacja w takich znanych na całym świecie miastach jak Zubin, Potok, Gnilane czy Podujewo (nazwy miast kosowskich) z narodowymi interesami Stanów Zjednoczonych? To zwyczajne zachowanie imperialistyczne.  Ameryka w ten sposób pokazuje, że jakoby ma prawo działać wszędzie zgodnie ze swoimi standardami. Ale świat nie należy tylko do Stanów Zjednoczonych.

    Dlaczego amerykańskich polityków tak zaniepokoiła pomoc, jakiej Rosja udziela Syrii w walce z ISIS?

    Lazanski: Zachowując swoje pozycje w Syrii, Rosja zachowuje także swój autorytet w świecie arabskim i nadal odgrywa strategiczną rolę w rozwiązaniu kompleksu bliskowschodnich problemów. Ponadto, broni swoich państwowych, narodowych, a nawet gospodarczych interesów w ten sposób, że nie pozwala zamienić Syrii w obszar tranzytowy dla przesyłania surowców energetycznych ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.  A to było poważnym czynnikiem ryzyka dla rosyjskich projektów w rodzaju Tureckiego Potoku. Ponadto, umocnienie rosyjskiej obecności nie pozwala USA dokonać tego, co zaplanowały. Moskwa przejrzała grę Zachodu. Przecież pod maską walki z ISIS kryje się próba obalenia Baszara as Asada ze strony Stanów Zjednoczonych.

    Czy Ameryka szczerze chce pokonać ISIS? 

    Lazanski: Myślę, że ona tego nie chce. Amerykańskiej siły wojskowej wystarczyłoby, aby pokonać ISIS w ciągu kilku dni. Nie zapominajcie, że na terytorium, gdzie działają terroryści, nie ma żadnych lasów, ani w ogóle żadnej roślinności. To terytorium, na którym niemożliwe jest żadne zamaskowanie się, gdzie można szybko zwyciężyć z pomocą samego lotnictwa. Pustynie Syrii i Iraku stale przecinają dżipy, wozy i czołgi ISIS. I nikt ich z jakiegoś powodu nie ostrzeliwuje. Zatem powiem jeszcze raz: ISIS wykorzystuje się jako zasłonę dla obalenia Baszara as Asada w Damaszku. 

    Czy Waszyngton może coś zrobić, aby ograniczyć rosyjską pomoc wojskową dla Syrii?

    Lazanski: Nic nie może. Rosja kieruje swoją pomoc okrętami transportowymi, których nikt nie może zatrzymać.

    A na ile słuszne są amerykańskie oskarżenia pod adresem Baszara as Asada o podżeganie do konfliktu religijnego między sunnitami i szyitami?

    Lazanski: To nie ma nic wspólnego z prawdą. Syria to jedno z ostatnich świeckich państw na Bliskim Wchodzie i jedno z ostatnich socjalistycznych państw arabskich. Reżim as Asada można oceniać różnie, ale póki on wszystko miał pod swoją kontrolą, to nie było religijnego fundamentalizmu, ani religijnej nietolerancji. Bywałem w Damaszku i widziałem tam i patriarchat prawosławny, i kapłanów prawosławnych, i dziewczęta z dekoltami i tatuażami, można tam było kupić i whisky, i wódkę. Syria była terytorium tolerancji religijnej. Wraz z początkiem powstania i nadejściem ISIS wszystko to się skończyło. Zatem oskarżenia Baszara as Asada o to, że wywołał konflikty religijne nie mają żadnego uzasadnienia. 

     

    Zobacz również:

    Figaro: Francja powinna znieść sankcje nie pytając USA o zgodę
    Na budowany kosmodrom Wostocznyj przywieziono pierwszą rakietę
    Opinia: czarnoziemy - jedyny zasób Kijowa do spłaty swoich długów
    Tagi:
    polityka zagraniczna, Miroslav Lazanski, Baszar al-Asad, Syria, USA, Rosja, Serbia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz