08:50 14 Kwiecień 2021
Świat
Krótki link
Autor
7518
Subskrybuj nas na

Nocna zmiana szefów służb specjalnych jasno pokazuje, iż wbrew zapowiedziom naprawy kraju i wprowadzenia nowej jakości w polityce, partia od niedawna rządząca traktuje instytucje państwowe jako partyjny łup i instrument walki politycznej.

Trudno nie zgodzić się z Jarosławem Kaczyńskim w diagnozie, iż polskie służby specjalne nie grzeszą profesjonalizmem, nie popisują się efektywnością, podlegają naciskom politycznym i generalnie zajmują się nie wiadomo czym, a to, że nie wydarzyła się jeszcze w Polsce żadna większa katastrofa wynika nie z ich dzielnych działań, ale z tego, ze dla większości złowieszczych sił na świecie jesteśmy nielicząca się prowincją niewartą zachodu.

Najlepszym dowodem na potwierdzenie tej tezy jest dla mnie osobiste doświadczenie: pomimo, iż od wielu lat zajmuję się Europą Wschodnią (podobno priorytetowy dla Polski region), mieszkałem w Rosji (podobno główny przeciwnik) i na Ukrainie (podobno kluczowy sojusznik), wielokrotnie bywałem w niemal wszystkich państwach poradzieckich włączając separatystyczne republiki i strefy konfliktów, nigdy nie spotkałem się z zainteresowaniem ze strony organów pobierających (i podobno wydatkujących) nasze podatki na zbieranie i analizowanie informacji o tych miejscach. Pomijając fakt, iż jakakolwiek pozytywna reakcja z mojej strony byłaby zabójcza dla reputacji dziennikarskiej i rujnująca dla opinii w świecie naukowym, fakt, iż nikogo w Polsce nie interesuje zdanie człowieka, który zna połowę rosyjskiego MSZ-u i niemal cały moskiewski ekspercko — analityczny światek okołodyplomatyczny (pomimo czasem krańcowych różnic ideologicznych jest to środowisko stosunkowo kameralne i hermetyczne), kilkunastu deputowanych do Dumy i senatorów a także rosyjską śmietanę dziennikarską i który, koniec końców, miał okoliczność z prezydentami Putinem i Miedwiediewem wywołuje oczywiste pytanie o to, co, jeśli nie to, jest dla polskich służb interesujące.

I niezależnie od różnic poglądów, opinii o tych czy innych politykach i uczuć związanych z nowym rządem, jedyną logiczną odpowiedzią na powyższe pytanie jest ta, której udzielają Macierewicz z Kaczyńskim: polskie służby zamiast zajmować się bezpieczeństwem państwa i dobrem obywateli, poświęcają wszystkie „siły i środki" na podsłuchiwanie polityków, kolekcjonowanie haków, nachodzenie „nieprawomyślnych" dziennikarzy, walki frakcyjne i przepuszczanie funduszy operacyjnych na kaweczkę i koniaczek spożyte zapewne nie w czasie brawurowych akcji tropienia niebezpiecznych terrorystów i prowokowania szpiegów, ale we własnym, bezpiecznym i swojskim gronie.

Problem polega na tym, iż o ile trudno nie zgodzić się z diagnozą toczącej polskie służby (jak zresztą wszystkie struktury państwowe) choroby — jest nią marnotrawstwo, brak profesjonalizmu i niewydolność — to kuracja zastosowana przez zebrane wieczorową porą konsylium Macierewicz — Kamiński budzi nie tylko zdziwienie i niesmak, ale po prostu przerażenie i strach o losy państwa.

Oto bowiem okazuje się, iż kilka dni po wydaniu całej Europie wojny przez islamskich terrorystów, w sytuacji toczącego się na terytorium sąsiedniego państwa konfliktu zbrojnego, w środku najkoszmarniejszego kryzysu migracyjnego od czasów II Wojny Światowej, czterdziestomilionowy kraj jedną decyzją sejmowej komisji pozbawia w tym samym momencie wszystkie swoje służby specjalne kierownictwa, wyrzucając z pracy (kogo obchodzi czy na własne życzenie czy nie) czterech najlepiej poinformowanych o stanie bezpieczeństwa państwa ludzi w Polsce.

I nawet jeżeli założyć, że ich zastępcy zostaną znalezieni szybko, że będą kompetentni i, że w służbach nie wybuchnie rokosz czy strajk włoski, to przecież jest oczywiste, że biorąc pod uwagę panujące w polskiej administracji bardak i bezhołowie, „okres przejściowy" czyli — powiedzmy to sobie otwarcie — kompletny paraliż wszystkich struktur odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo potrwa nawet nie tygodnie, ale miesiące. Trudno wyobrazić sobie głębszy brak odpowiedzialności za państwo i większe ryzyko, na które wystawieni jesteśmy wszyscy, to bowiem co się stało jest po prostu zaproszeniem wszelkiej maści bandytów, terrorystów, szpiegów i wariatów do urządzenia w Polsce w najbliższym czasie szaleńczego festiwalu mniej lub bardziej realnych działań godzących w bezpieczeństwo państwa.

Bo przecież, kiedy już do opustoszałych (z sejfami wyczyszczonymi z akt i barkami wymiecionymi z butelek) gabinetów wprowadzą się nowi, świeżo wygoleni i wypinający ramiona po awanse nominaci, to zanim przystąpią do działań (a biorąc pod uwagę pisowska praktykę mianowania do podobnych instytucji „generałów" straży miejskiej, zanim w ogóle połapią się o co w nich chodzi), zanim żony dobiorą im krawaty do służbowych garniturów a kochanki kwiaty do gabinetów, zanim partyjne frakcje znajdą im zastępców i całą kadrę, zanim zakończą się procedury inkwizycyjne i posiedzenia komisji weryfikacyjnych, upłynie w Wiśle wiele wody, która może okazać się wodą na młyn wszystkich tych, którzy źle życzą Polsce i Polakom.

Jeżeli zarówno cywilny, jak i wojskowy wywiad i kontrwywiad zajęte będą powyższym, to oznacza, że w tym czasie nikt w Polsce nie będzie odpowiadał za bezpieczeństwo obywateli i kontrolował tego ilu nielegalnych imigrantów przyjedzie do kraju, ilu terrorystów założy tu swoje siatki, ile nielegalnej broni, narkotyków i ludzkich organów przejdzie przez nasze terytorium i ilu szpiegów dobierze się do ważnych ludzi i informacji. Nie wiem, czy ktokolwiek na świecie ma wobec Polski podobne plany, ale gdybym był mafijnym bossem, wodzem dyszących do nas nienawiścią terrorystów, to właśnie teraz wziąłbym do ręki telefon i wydał rozkazy do działania.

Jarosław Kaczynski sciska rękę Beaty Szydło po jej mianowaniu na stanowisko premiera, Warszawa 9 listopada 2015
© AFP 2021 / Janek Skarzynski
Po raz kolejny okazuje się, iż nawet nie tylko administracja, służba zdrowia czy dyplomacja, ale najbardziej delikatne elementy infrastruktury krytycznej państwa są przez kolejne partie rządzące postrzegane nie w kategorii wyprowadzonych za nawias politycznej walki i partyjnych przepychanek dobra wspólnego, ale części politycznych łupów, które należą się zwycięzcy tak samo, jak poselskie diety, służbowe limuzyny, karty kredytowe do uiszczania za ośmiorniczki, długonogie sekretarki i palmy do biurka.

Dystyngowany i dowcipny James Bond pytał w „Casino Royale": „dlaczego ludzie, którzy nie przyjmują rad, zawsze ich udzielają?" Wydaje się, że partyjni specjaliści od służb znad Wisły postanowili odpowiedzieć mu słowami majora Elerta ze „Stawki większej niż życie": „Ja mam swoje chamskie metody, i jak pan widzi, skuteczne".    

Zobacz również:

Przyszły minister w rządzie PiS: przyjęciu uchodźców stoi pod znakiem zapytania
PiS przedstawił skład rządu
PiS planuje zmiany w polskich mediach publicznych
Tagi:
Prawo i Sprawiedliwość, Antoni Macierewicz, Dmitrij Miedwiediew, Jarosław Kaczyński, Władimir Putin, Europa Wschodnia, Europa, Rosja, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz