19:26 22 Listopad 2017
Warszawa+ 2°C
Moskwa-1°C
Na żywo
    Kurdyjski powstaniec w mieście Sindżar na północy Iraku

    Irak zakrzyczał o tureckiej "inwazji"

    © REUTERS/ Ari Jalal
    Świat
    Krótki link
    31722455

    Premier Iraku wydał komunikat o wtargnięciu na terytorium kraju "batalionu" tureckich wojskowych. Rząd ocenił zajście jako "inwazję" i zażądał od Ankary wycofania swoich wojsk z Iraku, a iracki parlament wezwał nawet do reakcji wojskowej. Orientaliści natomiast przekonują, że turecka inwazja nie jest ze strony Turków niczym nadzwyczajnym.

    Jak podaje centrum prasowe irackiego premiera Hajdara al-Abadi, tureccy wojskowi wjechali do prowincji Ninawa na pojazdach opancerzonych „pod pozorem przeszkolenia irackich oddziałów wojskowych bez wniosku o udzielenie takiej pomocy ani też bez zgody irackich władz federalnych". Komunikat głosi też, że działania Turcji rozpatrywane są jako „rażące naruszenie suwerenności Iraku i nie wpisują się w dobrosąsiedzkie relacje między państwami".

    Irackie ministerstwo spraw zagranicznych oświadczyło, że wprowadzenie tureckich wojsk na terytorium Iraku oceniane jest w kategoriach „inwazji", a wszelkie operacje wojskowe nieuzgodnione z rządem w Bagdadzie nie mają prawa bytu.

    Iracki parlament poszedł jeszcze dalej. Przewodniczący komitetu ds. bezpieczeństwa i obrony Hakim al-Zamili zagroził tureckim wojskom, które „wtargnęły" na terytorium Iraku, działaniami wojskowymi. Zaapelował też do premiera o skierowanie bombowców w miejsce, gdzie Turcja wysłała swoich żołnierzy i sprzęt wojskowy, i zadanie ciosu „okupacyjnym siłom". Al-Zamili zauważył też, że ośmielając się na taki krok, Ankara otrzymała uprzednio zielone światło od irackich peszmergów, tj. kurdyjskich bojowników walczących o niepodległość Kurdystanu.  

    Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan
    © Sputnik. Press service of the president of the Russian Federation
    Jak podaje gazeta Wzgljad, powołując się na CNN Turk, zdaniem tureckich mediów, w Iraku, niedaleko Mosulu, przebywa ok. 130 tureckich wojskowych, i przerzucono ich w ramach trwającego już od ponad dwóch lat programu polegającego na szkoleniu kurdyjskich peszmergów. Strona turecka przekonuje też, że przerzucenie wojskowych odbywa się w ramach rutynowej rotacji kadr. Wszystko to ma być częścią działań międzynarodowej koalicji przeciw Daesh (PI).

    Innego jednak zdania są amerykańscy wojskowi, zdaniem których krok Turcji nie wpisuje się w działania międzynarodowej koalicji. Takie zdanie wyraził też w wywiadzie dla gazety Jewgienij Satanowski, prezes niezależnego ośrodka badawczego „Instytut Bliskiego Wschodu". Ekspert nie nazywa jednak działań Turcji mianem interwencji:

    „O interwencji moglibyśmy mówić wtedy, gdyby Turcja stanęła u wrót Bagdadu. A tak, Turcy robią to, czym w zasadzie zajmowali się od dawna". Zdaniem eksperta, Ankara „ma w głębokim poważaniu reakcję irackich parlamentarzystów i wszystkich innych osób". Tureccy wojskowi zawsze działali i działają tak, jak uważają za słuszne:

    „Takie naloty na północny Irak to już swego rodzaju tradycja. Tak było już za czasów Saddama Husajna. Ankara nigdy nie prosiła pozwolenia na takie odwiedziny i prosić nie zamierza też dziś. Można powiedzieć, że to standardowa praktyka". To, że w pewnym momencie naloty ustały związane było, zdaniem eksperta, z obecnością w Iraku sojuszników Turcji — Amerykanów.

    Na pytanie o cele wojska tureckiego w północnym Iraku, zamieszkałym zasadniczo przez Kurdów, specjalista odpowiada:

    „O cele trzeba pytać Erdogana albo kierownictwo tureckiego sztabu generalnego. Być może zawędrowali tu po to, żeby — jak mają to w zwyczaju — zaraz się wycofać. A może po to, żeby zostać na dłużej. Turcy mają przecież wobec Mosulu, jednego z największych miast Iraku, swoje własne plany. I jak tylko pojawiła się możliwość zajęcia dawnych tureckich prowincji, to kto wie, jak dalece zajdą w swym postępowaniu…".

    Natomiast, w przeciwieństwie do tureckich Kurdów, reprezentowanych przez opozycyjną wobec oficjalnej Ankary Partię Pracujących Kurdystanu, iraccy Kurdowie z Masudem Barzani na czele pozostają lojalni względem Erdogana. Nawet więcej niż lojalni:

    „Barzani aktywnie współpracuje z Turcją, tak jak iracka gałąź Państwa Islamskiego. Z Barzanim Turcy oczywiście walczyć nie będą. Im wygodniej jest handlować z nim ropą. A Barzani handluje ropą, zarówno swoją, jak i tą kradzioną przez Państwo Islamskie".

    Zobacz również:

    Irak zwróci się do RB ONZ, jeśli dane o kupnie przez Turcję ropy od PI okażą się prawdziwe
    Były szef wywiadu wojskowego USA: historia ukarze nas za Irak
    Naukowcy: pod koniec wieku Bliski Wschód może stać się bezludny
    Brytyjski premier: syryjscy uchodźcy zostaną dokładnie sprawdzeni
    Tagi:
    Kurdystan, Irak, Turcja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz