04:34 23 Listopad 2017
Warszawa+ 4°C
Moskwa-2°C
Na żywo
    Akcja charytatywna  Подари подарок (Podaruj prezent)

    Z sercem zrobić prezent

    © Zdjęcie: Anna Łobowa
    Świat
    Krótki link
    Grażyna Garboś
    0 412132

    Polska akcja charytatywna zakorzeniła się w Moskwie. Rozmowa "Sputnik Polska" z organizatorką bożonarodzeniowej akcji "Подари подарок" Anną Łobową.

    -Skąd wziął się ten pomysł i kim są organizatorzy akcji?

    — Akcja rozpoczęła się w roku 2000 w Polsce, w Krakowie. Ksiądz Jacek Stryczek wymyślił tę akcję wraz ze studentami. Wówczas nadano jej nazwę „świąteczna paczka", teraz to „szlachetna paczka". Prowadzi ją stowarzyszenie „Wiosna", któremu przewodzi ksiądz Jacek. Ja dowiedziałam się o tej akcji w 2006 roku i spodobało mi się to, że jest łatwa do wdrożenia, z bardzo jasnymi zasadami realizacji. To konkretna pomoc dla konkretnych ludzi. Dlatego postanowiłam zorganizować tę akcję również w Moskwie.

    -Czy jesteście oficjalną organizacją, czy też działają sami wolontariusze?

    — Tylko wolontariusze, nie posiadamy żadnego stowarzyszenia. Są to po prostu ludzie, którzy pracują lub studiują, a w czasie wolnym chcą pomagać innym. Akcja jest łatwa do zorganizowania, bowiem potrzebni są tylko wolontariusze, ludzie dysponujący odrobiną czasu, aby poświęcić go na odwiedzenie rodzin, na wypełnienie kwestionariuszy.

    Organizatorze akcji charytatywnej  Подари подарок (Podaruj prezent)
    © Zdjęcie: Anna Łobowa
    Organizatorze akcji charytatywnej "Подари подарок" (Podaruj prezent)

     

    -Jak wygląda organizacyjnie ta pomoc? Jak Państwo znajdują rodziny w potrzebie?

    — Przygotowania do akcji rozpoczynamy we wrześniu. Najpierw szukamy wolontariuszy — odwiedzamy młodzieżowe stowarzyszenia, uczelnie wyższe, grupy parafialne. Pod koniec września przeprowadzam trening-spotkanie dla wolontariuszy, gdzie instruuję ich jak odwiedzać rodziny, jak z nimi rozmawiać. Współpracujemy z fundacjami, które znają rodziny wielodzietne, z dziećmi niepełnosprawnymi, matki samotnie wychowujące dzieci.

    Organizacje te znają nasze zasady — nigdy nie dajemy pieniędzy. Tylko konkretne rzeczy. Otrzymujemy adresy, kontaktujemy się z rodzinami i w październiku —listopadzie je odwiedzamy. Bardzo skrupulatnie wypełniamy kwestionariusze. Zawierają one opis rodziny, informację, dlaczego powstała krytyczna sytuacja, że są w potrzebie. Notujemy, czym konkretnie można pomóc. Czy to mają być leki, odzież, pościel, zabawki.

    -To jest właśnie ciekawe. Na waszej stronie przeczytałam, że ludzie konkretnie wymieniają, co jest im potrzebne — nazwy lekarstw lub na przykład zeszyty itd.

    — Tak, mamy konkretną listę rzeczy, a rodziny zaznaczają, czego potrzebują. Na odwiedziny przychodzą dwie osoby. Jeden wolontariusz zapisuje to, co mówi rodzina, a drugi obserwuje reakcję członków rodziny, zadaje dodatkowe pytania. Ich zadaniem jest zrozumieć, czy ludzie mówią prawdę, bo potem muszą zadecydować, czy należy tę rodzinę włączyć do akcji, czy nie. Wolontariusze pytają się, czy rodzina potrzebuje jeszcze czegoś, czego nie ma na naszej liście. Często sami mogą zobaczyć, że jest coś, o czym rodzina nie pomyślała, a bardzo by jej się to przydało.

    Na przykład w jednej muzułmańskiej rodzinie z sześciorgiem dzieci potrzebne rzeczy wymieniał ojciec i nawet nie pomyślał o tym, że może być potrzebna pralka.

    -Wspomniała Pani rodzinę muzułmańską. Kto jest adresatem tej pomocy? Czy macie jakieś kryteria narodowościowo-religijne?

    — Nie mamy absolutnie takiego kryterium. Pomagamy nie tylko rodzinom katolickim, na szczęście nie ma ich tak dużo w potrzebie. Najważniejsze, aby rodzina mówiła prawdę, dlaczego okazała się tymczasowo w trudnej sytuacji. Może z powodu choroby członka rodziny. Chodzi o to, żeby nie okazało się, że nie chcą po prostu pracować.

     -Czy dużo jest chętnych, żeby pomóc tym rodzinom?

    — Na szczęście mamy dość dużo darczyńców, ponieważ widzą bardzo precyzyjny opis rodziny i konkretną listę rzeczy. A te prezenty, które mogą zrobić są często niezbyt kosztowne — herbata, cukier, długopisy. Każdy może sobie pozwolić zrobić taki prezent. Tym bardziej, że w naszych domach jest dużo rzeczy, których nie używamy, które są w dobrym stanie i możemy się nimi podzielić z innymi. Na przykład odzież albo meble.

    -Dokąd ludzie przywożą te prezenty. Jak rozwiązaliście logistycznie ten problem?

    — Od wielu lat przyjaźnimy się z prywatnym Dziecięcym Centrum. W weekend, dwa tygodnie przed Nowym Rokiem wolontariusze przyjmują paczki w tym centrum. W sobotę przez cały dzień, a w niedzielę do 13-tej, bo potem wolontariusze-kierowcy rozwożą dary do rodzin. Wolontariusze przyjmują prezenty, pomagają zrobić ładne opakowanie, napisać kartkę dla rodziny z życzeniami. Jednym słowem włożyć trochę serca w taki podarunek.

    Zobacz również:

    Niemcy: Na pomoc! Gdzie się podziali rosyjscy turyści?
    Rosja dostarczyła pomoc humanitarną do Syrii
    Tagi:
    akcja charytatywna, Boże Narodzenie, Anna Łobowa, Rosja, Moskwa
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz