05:14 14 Grudzień 2017
Warszawa-1°C
Moskwa+ 0°C
Na żywo
    Rocznica pożaru w Domie Związków Zawodowych w Odessie

    Kijów stara się zastraszyć odessyjczyków powtórką z 2 maja

    © Sputnik. Anton Kruglov
    Świat
    Krótki link
    48391

    Na obchody drugiej rocznicy tragedii w odesskim Domu Związków Zawodowych ściągają ukraińscy nacjonaliści. Jak piszą ukraińskie media, były lider ekstremistycznej organizacji „Prawy Sektor" Dmitrij Jarosz oświadczył, że 2 maja w Odessie znowu dojdzie do „rozruchów", którym „Państwowa inicjatywa Jarosza" planuje dać krwawy odpór.

    Jak powiedział Jarosz, do zaprowadzenia w Odessie porządku wysłani zostaną nie tylko bojownicy „ukraińskiej armii ochotniczej", ale też specjalne oddziały z obwodów lwowskiego, tarnopolskiego, wołyńskiego, chmielnickiego, iwanofrankowskiego, roweńskiego i żytomierskiego, które mobilizowane są już teraz. Jak podają ukraińskie media, poza Odessą prowokacje szykowane są także w Charkowie i Kijowie — tam radykałowie planują ataki na parady weteranów.

    Przypomnijmy, że 2 maja 2014 roku, po przewrocie państwowym na Ukrainie, działacze AntyMajdanu rozbili w Odessie miasteczko namiotowe. Kibice piłkarscy i radykałowie-zwolennicy Majdanu napadli na protestujących i podpalili Dom Związków Zawodowych, w którym zabarykadowali się uczestnicy AntyMajdanu. W rezultacie zginęło 48 osób, ponad 250 odniosło obrażenia.

    Ukraiński politolog Aleksander Dudczak bardzo wysoko ocenia prawdopodobieństwo prowokacji w Odessie w czasie obchodów drugiej rocznicy tragedii.

    „2 maja mieszkańcy Odessy raczej nie będą milczeć. Wielu odessyjczyków zechce wyjść na ulicę i przypomnieć o tych tragicznych zdarzeniach, do jakich doszło dwa lata temu."

    „Powszechne oburzenie budzi fakt, że do tej pory nie przeprowadzono śledztwa w sprawie masakry w Odessie, a władza robi wszystko, co może, by opinia publiczna nie poznała nazwisk organizatorów i wykonawców odesskiej zbrodni. Dlatego musimy być przygotowani na uliczne zamieszki z udziałem przyjezdnych" — powiedział Aleksander Dudczak na antenie radia Sputnik.

    Politolog zauważył, że zarówno w Odessie, jak i w całym kraju panuje wiele sprzeczności.

    „Wciąż panują sprzeczności pomiędzy zwolennikami naturalnego rozwoju Ukrainy, w zgodzie ze wszystkimi narodami byłego Związku Radzieckiego, a radykałami, którzy zorganizowali Majdan, masakrę w Odessie i inne rozruchy. Panują też sprzeczności pomiędzy władzami miejskimi a gubernatorem. Każda strona stara się wykorzystać antyrosyjską retorykę w swoim interesie. Ale wszystkie te problemy są związane z sytuacją gospodarczą w kraju i z interesami konkretnych grup finansowo-przemysłowych" — uważa  politolog.

    Jego zdaniem w obawie przed społecznym gniewem ukraińskie władze stosują metody zastraszania.

    „Z początku puścili w ruch oficjalne siły, żeby zapobiec ulicznym starciom i nie dopuścić do jakichkolwiek akcji protestu. Ale szybko zrozumieli, że ludzie i tak będą wychodzić. Teraz chcą zastraszyć ludzi zawczasu, ostrzegając, że przyjadą radykałowie, przestrzegając przed powtórką z 2 maja, w nadziei na to, że jakaś część odessyjczyków wstrzyma się przed udziałem w akcjach protestu. To jedna z metod wywarcia psychologicznego wpływu. Władze boją się, że jeśli ludzie dadzą odpór radykałom, którzy przyjadą do Odessy, może to wywołać reakcję łańcuchową i doprowadzić do analogicznych wystąpień społecznych w innych obwodach Ukrainy" — zauważył Aleksander Dudczak.

    Zobacz również:

    W Odessie oddział banku został ostrzelany z granatnika
    Jaceniuk zaginął
    Jarosz: Ukraina dożyje do końca roku, a potem nastąpi jej koniec
    Tagi:
    tragedia w Odessie, Majdan, Prawy Sektor, Dmytro Jarosz, Ukraina, Odessa
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz