08:12 23 Październik 2017
Warszawa+ 8°C
Moskwa0°C
Na żywo
    Manon Masset

    Cudzoziemcy w Rosji: Belgijka o życiu we Władywostoku i Moskwie

    © Sputnik. Mikhail Voskresenskiy
    Świat
    Krótki link
    51569600

    RIA Nowosti prezentuje cykl publikacji o cudzoziemcach, którzy przeprowadzili się do Rosji.

    Dziennikarka francuskiej gazety „Le Courrier de Russie” Manon Masset urodziła się na południu Belgii, w mieście Liege, a dwa lata temu przeprowadziła się do Moskwy. Nigdy nie chodziła na kursy języka rosyjskiego i nie uczyła się go w uniwersytecie. Po raz pierwszy Manon odwiedziła Rosję jeszcze w dzieciństwie. 

    „Trenowałam gimnastykę artystyczną i przyjechali do nas trenerzy z Wołgogradu. Nie znałam wówczas po rosyjsku ani słowa, ale język sportu jest zrozumiały dla wszystkich. Mając 10 lat przyjechałam do Moskwy na zawody i bardzo mi się spodobało! Dla mnie Rosja zawsze była państwem, w którym są najlepsi gimnaści na świecie” – opowiedziała. 

    W wieku 18 lat Manon porzuciła sport. Wzięła udział w uniwersyteckim programie wymiany i na rok przyjechała do Rosji. 

    „Nie chciałam jechać do Ameryki, ani uczyć się angielskiego. Pomyślałam wtedy, że dlaczego by nie Rosja? Podoba mi się język rosyjski. Ale na wymianę wybierać można tylko państwo, a nie miasto. Wysłano mnie do Władywostoku, to była niespodzianka. Mieszkałam w rosyjskiej rodzinie, rosyjskiego nauczyłam się dzięki nim. We Władywostoku mało kto mówił po angielsku lub francusku, dlatego musiałam się dopasować”. 

    Po roku życia we Władywostoku Manon powróciła do Belgii, ale nie na długo. Znów wyjechała na wymianę do Rosji, ale tym razem do Moskwy, na wydział dziennikarstwa MGU. W ten sposób znalazła się na stażu we francuskiej gazecie „Le Courrier de Russie”, której redakcja bazuje w stolicy. Od tej pory Manon mieszka w Moskwie i nie żałuje swojej decyzji o przeprowadzce.  

    „To ciekawe doświadczenie. Wydaje mi się, że mam więcej tu możliwości niż w Belgii. Dopiero skończyłam uniwersytet, w moim kraju trudno byłoby mi znaleźć pracę. Rodzina mnie poparła w tej decyzji. Przyzwyczaili się, że ja ciągle jeżdżę do Rosji. Dla najbliższych najważniejsze jest, żebym była szczęśliwa. Wprawdzie niektórzy belgijscy przyjeciele nie zrozumieli mojej decyzji. Ale oni widzą, że nie przyjechałam tutaj na wymianę, żeby się bawić, tylko widzą, że ja tu mieszkam. Zaczynają się interesować, przyjeżdżają w gości, chodzimy po Moskwie” – opowiedziała Manon. 

    Manon twierdzi, że rosyjska mentalność jest inna niż belgijska. Na początku było jej trudno przyzwyczaić się do tego, że Rosjanie mało się uśmiechają. 

    „W ogóle, główny stereotyp o Rosji to to, że tu zawsze jest zimno, a Rosjanie ciagle piją wódkę. To oczywiście nieprawda. Ale to o uśmiechach, to prawda. Choć w Ameryce, na przykład, wszyscy się do ciebie uśmiechają, ale czasami to jest nieszczere. W Rosji trzeba po prostu poznać się z ludźmi bliżej. Rosyjski przyjaciel to przyjaciel na całe życie”.

    Różnica w mentalności ma odbicie w romantycznej stronie życia. Manon trudno jest się przyzwyczaić, że w Rosji za dziewczynę zawsze płaci chłopak. 

    „Nie mogę pozwolić, aby chłopak płacił trzy razy z rzędu rachunek w restauracji. Ja nawet się już kłóciłam na ten temat. Wydaje się, że to głupstwo, ale to ważne i dla niego, i dla mnie. Kobiety w Rosji też są inne. One bardzo o siebie dbają, codziennie ładnie się ubierają. Dla nas to jest dziwne. Ale nie mogę powiedzieć, że to źle”. 

    Jak przyznała Manon, pod wpływem rosyjskich przyjaciółek ona również częściej zaczęła się stroić. 

    Zobacz również:

    Cudzoziemcy w Rosji: Brytyjczyk o „gburowatości” Rosjan i syberyjskiej duszy
    Cudzoziemcy w Rosji: Francuz o niedźwiedziach w Moskwie, daczach i sankcjach
    Rosja zaprasza 15 tysięcy cudzoziemców do bezpłatnej nauki na uniwersytetach
    Tagi:
    cudzoziemcy, Manon Masset, Belgia, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz