22:52 18 Czerwiec 2019
Plakat do filmu Obrońcy

Świat czeka na pojawienie się rosyjskiego superbohatera

© Zdjęcie: Enjoy Movies
Świat
Krótki link
4230

Sputnik porozmawiał z rosyjskim reżyserem Sarikiem Andreasianem, który zamierza dokonać przełomu w rosyjskiej kinematografii. Jeden z filmów Andreasiana „Trzęsienie ziemi" może dostać nominację do Oscara w 2016 roku. Najnowszy film reżysera „Obrońcy" stanie się pierwszym rosyjskim blockbusterem o superbohaterach.

—W Rosji filmy o superbohaterach są rzadkim zjawiskiem. Widzowie przyzwyczaili się, że zwykle jest to produkt zachodnich wytwórni filmowych, na przykład, filmy na podstawie komiksów Marvel lub DC. Czy rosyjscy superbohaterowie będą się różnić od amerykańskich? Czym podbiją widza?

—Historia „Obrońców" różni się tym, że idea filmu opiera się nie na komiksach, ponieważ w Rosji ich prawie nie ma, lecz na mentalności ludzi z przestrzeni postradzieckiej. Wielu pamięta czasy Związku Radzieckiego, zimnej wojny i wyścigu zbrojeń. Jeśli damy upust wyobraźni, to można przypuścić, że próby stworzenia nadczłowieka były podejmowane nie tylko w Ameryce, ale również u nas. W pierwszej części „Obrońców" opowiadamy o czterech superbohaterach. Są to superbohaterowie z Rosji, Kazachstanu, Armenii i Ukrainy. Chan, szybki jak wiatr człowiek z Kazachstanu, włada wszystkimi rodzajami sztuk walki i broni białej. Podczas tworzenia tej postaci opieraliśmy się na tym, że Kazachowie byli koczownikami, wędrującymi po wietrznych stepach. Superbohater z Armenii potrafi przemieszczać kamienie na odległość, czyli panuje nad żywiołem górskim. Podobnego kina na świecie jeszcze nie ma, ponieważ nikt nie tworzy komiksów i superbohaterów, opierając się na narodowości. Uświadomiliśmy sobie, że jest to nasz kod kulturowy, przy tworzeniu obrazów superbohaterów trzeba opierać się właśnie na nim. Oczywiście, nie mogliśmy się obejść bez niedźwiedzia, niezbędnego stereotypu związanego z Rosją. A niedźwiedź z granatnikiem to element epatowania.

Reżyser Sarik Andreasian na premierze filmu Napad po amerykańsku
© Sputnik . Jekaterina Czesnokowa
Reżyser Sarik Andreasian na premierze filmu "Napad po amerykańsku"

—Czyli można powiedzieć, że stereotyp o niedźwiedziach w Rosji zainspirował Pana do stworzenia takiej postaci? 

— Niedźwiedź to pierwsze co przychodzi do głowy, kiedy mówimy o Rosji. Skoro przychodzi to do głowy, to jest to aktualne i nie trzeba tego odrzucać. Przecież kiedy oglądamy amerykańskie kino, widzimy wiele stereotypów i elementów amerykańskiej kultury. Na przykład, flaga USA pojawia się prawie w każdym filmie, nikogo to nie drażni. Tak samo z niedźwiedziem — jest to część naszej kultury. 

—Czy coś zapożyczył Pan od zachodnich superbohaterów?

—Oczywiście, sam gatunek został wymyślony na Zachodzie. Zainspirowaliśmy się tym, ponieważ ani w Związku Radzieckim, ani we współczesnej Rosji takich filmów nie było. Uważnie zapoznaliśmy się z całym światem Marvel, DC i ze wszystkimi istniejącymi odgałęzieniami, na przykład X-Men. Jednak zależało nam na tym, żeby się nie powtarzać i zachować oryginalność. Tworzymy blockbuster, zakrojone na dużą skalę, nowoczesne i modne kino — to upodabnia nas do zachodnich filmów. Unikalność polega na koncepcji, opartej na kodach mentalnych i kulturowych oraz miejscu akcji: nie zobaczymy w żadnym zachodnim świecie filmowym wyburzenia Wieży Ostankinskiej, wiezionej później po ulicach Moskwy. W każdym razie jest to kino o tym, jak dobrzy bohaterowie pokonują złych. Pod tym względem nie odkryliśmy Ameryki. 

—Czy planuje Pan stworzyć wokół tej historii własny świat?

— Bardzo byśmy tego chcieli. Wszyscy producenci na całym świecie chcą raz zrobić hit, który będzie napędzał przemysł. Jednak możliwość stworzenia świata zależy od sukcesu pierwszej części. Teraz o „Obrońcach" mówi cały świat. Szczerze mówiąc, nieco mnie krępują tak duże oczekiwania i uwaga. Zdarza się, że ludzie nastawiają się na jedno, a dostają coś innego. Dlatego nawet poprosiłem wstrzymać kampanię PR na najbliższe dwa miesiące. Ważne jest, aby publiczność się nie przegrzała. 

Rosjanka na meczu Rosja-Norwegia futbolu amerykańskiego
© Sputnik . Aleksiej Daniczew
—Z wiadomości dowiedzieliśmy się, że prowadzi Pan rozmowy z dystrybutorami z różnych państw, w tym z japońskimi, koreańskimi, chińskimi i innymi. Czy jakieś porozumienia doszły do skutku?

— Rozmowy na temat dystrybucji prowadzimy z około 50 państwami, z nich większość wykupiła już prawa. Film został sprzedany do wszystkich państw Ameryki Łacińskiej, od Peru po Meksyk. Zawarliśmy transakcje z Chinami, państwami Azji Południowo-Wschodniej, Indiami — wszyscy kupują film z gwarancją jego wejścia na ekrany. Aktywnie kontaktujemy się z dystrybutorami z Europy, obecnie prawa kupiły Niemcy i Francja. Negocjujemy z angielskojęzycznymi państwami: USA, Kanadą, Nową Zelandią, RPA i Wielką Brytanią. Poza tym prowadzone są rozmowy z japońskimi dystrybutorami.

Zobacz również:

„Smoleńsk": Zamach na polskie kino
Film „Raj" Konczałowskiego powalczy o Oscara
„Raj” Andrieja Konczałowskiego – arystokratyczny film o wojnie
Tagi:
ciekawostki, kino, film, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz