19:34 21 Wrzesień 2017
Warszawa+ 12°C
Moskwa+ 14°C
Na żywo
    Kadr z filmu Niejedwabny szlak

    Rosjanie podbijają Chiny, Indie, Pakistan i Iran… Po kolei

    © Zdjęcie: Aleksiej Kamerzanow
    Świat
    Krótki link
    Jekaterina Biespałowa
    64415580

    "Świat nasz" - nazwa mówi sama za siebie...

    Interesujący i ambitny projekt – samochodem przemierzyć całą kulę ziemską, odwiedzić miejsca, w których nie widziano auta z rosyjskimi tablicami rejestracyjnymi. Rosjanie z Nowosybirska mają już na swoim koncie 15 tysięcy kilometrów i kilkanaście krajów. Hojnie dzielą się zdobytym doświadczeniem.

    W Moskwie odbyła się premiera filmu „Niejedwabny szlak” (drugiej części podróży dookoła świata) opowiadającego o najbardziej spektakularnych momentach drugiego etapu samochodowej podróży dookoła świata.

    — Najwięcej radości sprawia mi, kiedy ludzie oglądają, kiedy są zainteresowani – powiedział lider projektu „Świat nasz” Aleksiej Kamierzanow. – Poświęcamy ogromną ilość sił i czasu nie tylko na to, aby pojechać, ale i na to, by ludzie zobaczyli, co przeżyliśmy, widzieliśmy itp„Niejedwabny szlak” nie jest pierwszym filmem nakręconym przez Aleksieja podczas podróży. Miłośnikom rosyjskich pięknych widoków i nieznanych miejsc możemy polecić relacje wideo zespołu Drogami Kolei Bajkalsko-Amurskiej i wojaż samochodowy Nowosybirsk-Magadan.

    Przed premierą „Niejedwabnego szlaku” Aleksiej Kamierzanow rozmawiał ze Sputnik Polska.

    — „Świat nasz” to nie pierwsza Pana wyprawa. Dlaczego znowu wyruszył Pan do Azji?

    — (Śmiech). Początkowo nasza trasa miała przebiegać nieco inaczej. Mieliśmy pojechać do Chin i dotrzeć do Indii poprzez Nepal. Nigdy nie byliśmy w Nepalu. Ale w 2015 roku doszło tam do trzęsienia ziemi, dlatego musieliśmy pojechać „objazdem”. W tym czasie najbardziej racjonalnym wyjściem wydawało się zostawienie samochodu na kilka miesięcy w Tajlandii. Właśnie na tym opierała się nasza trasa po Azji.

    Przejechaliśmy część Tajlandii, po czym po raz pierwszy w historii auta z rosyjskimi tablicami rejestracyjnymi wjechaliśmy na terytorium Birmy (Mjanma). W ciągu 10 dni przejechaliśmy całą Birmę.

    Następnie dotarliśmy do Indii, gdzie spędziliśmy ponad 3 tygodnie. W różnych regionach, m.in. jechaliśmy najwyższej położonymi, himalajskimi trudnodostępnymi drogami.

    Zostaliśmy zasypani śniegiem, nocowaliśmy na przełęczach górskich, gdzie były niedźwiedzie… Przebijaliśmy się przez naprawdę straszne strumienie ruchu. Omal nie zwariowaliśmy przez te trzy tygodnie, ale wjechaliśmy do Pakistanu. W Pakistanie początkowo chcieliśmy zrobić bardzo krótką trasę, ale później zrozumieliśmy, że musimy pokonać Szosę Karakorumską, najwyżej położoną międzynarodową drogę na świecie…W wyniku przejechaliśmy cały Pakistan, od początku do końca. Trasa dobiegła końca dwa miesiące później w Baku.

    — Ile osób i samochodów stanowi rdzeń zespołu?

    — Istnieje pewien rdzeń, tj. sześć —siedem osób, stałych uczestników. Zawsze dochodzi też ktoś nowy. To już znany nam system, który powoduje, że zespół żyje i jest ciekawy – ktoś odchodzi, ktoś przychodzi. Zasadniczo są to ludzie, z którymi już podróżowałem, których znam. Dla nas wartość ma sama ideologia. To jak Ameryka, kraj ludzi nie wiadomo jakiej narodowości, ale jednoczy ich ideologia, ideały i przekonania. Jeśli podzielasz te przekonania, jesteś pełnowartościowym mieszkańcem tego kraju. Podobnie rzecz się ma podczas naszych wypraw. Jesteśmy zupełnie rożnymi ludźmi, zarówno pod względem socjalnym, jaki i dobrobytu, ale jednoczy nas miłość do podróżowania i gotowość do bycia jednym zespołem…

     

    — W którym momencie człowiek staje się podróżnikiem?

    — Dzieje się to niezauważalnie. Kiedy zaczynaliśmy podróżować, nie mieliśmy zadania, aby pojeździć trochę po Rosji, a następnie wyskoczyć, powiedzmy, do Malezji lub gdziekolwiek indziej. Wszystko zaczęło się od podróży do Ałtaju, do położonych w sąsiedztwie regionów, dopiero potem geografia stopniowo się rozszerzała i zaczęła pojawiać się świadomość. Nie jesteśmy po prostu turystami, jesteśmy podróżnikami! Zaczynasz czuć się inaczej, zachowywać się inaczej. Zmienia się filozofia życiowa. Nie zarabiasz na tym, ale zyskujesz głęboką satysfakcję i wielką samorealizację.

    — Jak naprawiacie swoje samochody (są niestandardowe, specjalnie przystosowane do dalekich podróży). Za każdym razem uzgadniacie wszystko z mechanikiem czy sponsorują was producenci?

    — Dobre pytanie. Po pierwsze, zawsze zabieramy ze sobą dość duży zapas części zamiennych, przemyślany, wypracowany latami. Po drugie, coś robimy we własnym zakresie, mamy swego mechanika. Ale dzięki Bogu nic poważnego jeszcze się nie zdarzyło. Wszystkie problemy, do których dochodziło, udało się rozwiązać, m.in. uszkodzenie sprzęgła, chociaż samochód popsuł się w najmniej odpowiednim do tego miejscu. W filmie pojawi się ten wątek, dojechaliśmy do miasteczka i tam wszystko zrobiliśmy. W każdym konkretnym przypadku decydujemy albo jest to planowy remont, na który najwyższy czas, albo, jeśli jest to siła wyższa, korzystamy z internetu, portali, dowiadujemy się, gdzie można coś zrobić, naprawić… Nie zginiemy!

    — Co było prawdziwym odkryciem „Świata naszego”?

    — Azja! (Śmiech). Tu wszystko jest tak różne, nie da się tego wyobrazić! Azja w ogóle jest tym, co na razie podoba mi się najbardziej, czyli nieprzewidywalność i niezbadaność.

    Mogę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem pustyni Takla Makan, ruchu drogowego w Indiach, Szosy Karakorumskiej w Pakistanie, ludzi w Pakistanie. Najbardziej wyraziste momenty.

    — A co absolutnie nie spodobało się Panu? Dokąd by Pan więcej nie pojechał?

    — Nie ma takiego miejsca, dokąd bym nie pojechał. Ale byłem nieco zmęczony nędza i brudem Indii. Chodzi nie o biedę i nie o to, że trzeba myć ręce. To nie problem. Męczysz się psychicznie. Jakoś zatrzymaliśmy się w Waranasi. Masz wrażenie, że bez końca jedziesz przez slumsy. Po jakimś czasie pojawia się nieprzyjemne uczucie, że nie możesz się z nich wydostać. Nie mogę powiedzieć, że już nigdy nie pojedziemy do Indii, ale jeśli miałbym wybór znowu pojechać do Chin lub do Indii, wybrałbym Chiny.

    — Temat Iranu cały czas powraca w aktualnościach politycznych. Czy może Pan coś powiedzieć o tym kraju z punktu widzenia niespecjalisty?

    — Iran nie jest tym, do czego przywykliśmy w  wiadomościach. Co słyszymy? O irańskim programie atomowym, sankcjach… W rzeczywistości pierwsze wrażenie z Iranu po Indiach i Pakistanie to ach! Jest to kraj o zupełnie innym poziomie! Jakby z prowincji przenieść się do miasta. Odczuwa się wiele wieków, wiele tysięcy lat historii. Czuje się to w porządku na ulicach, w tym, co robią ludzie, jak rozmawiają. Jest to bardzo rozwinięty naród. Jest oczywiste, że jest on przyduszony sankcjami, ale jeśli to państwo uzyska dostęp do pełnowartościowego rozwoju gospodarczego, to będzie to kraj o niesamowitym znaczeniu na arenie międzynarodowej.

    Mieszkają tam wspaniali ludzie. Zapraszano nas do meczetów, pokazując i opowiadając. Na nasze pytanie czy jest to dopuszczalne, odpowiadali, że przecież nie jesteśmy w Arabii Saudyjskiej! Jesteście w Iranie! Tak więc szyicki odłam islamu był dla nas łaskawy i spolegliwy. Ci ludzie bardzo różnią się od wszystkich innych, których widzieliśmy. Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni, bardzo. Iran po prostu zyskał negatywne zabarwienie w prasie, ale przecież każdy kraj można przekształcić w wyrzutka.

    — Czy wpływa na was (jeśli tak, to w jakim stopniu) aktualna polityka? Czy zmienia się stosunek ludzi, władz?

    — Są stosunki na szczeblu oficjalnym, czyli między państwami, a są stosunki między ludźmi. Na szczęście w każdym kraju, przez który przejeżdżaliśmy, nastawienie było albo dobre, albo bardzo dobre. Dlatego nie było problemów. Szczerze mówiąc, trochę bałem się Pakistanu, pamiętając, że w czasach radzieckich w trakcie konfliktu indyjsko-pakistańskiego staliśmy po stronie Indii, a Amerykanie – Pakistanu. Teraz wszystko się wymieszało. Aktualnie, kiedy w Pakistanie dowiadywano się, że jesteśmy Rosjanami, tak cieszono się! Ktokolwiek byle nie Amerykanie. Na szczeblu oficjalnym też, dzięki Bogu, nie mieliśmy problemów, bo ze wszystkimi państwami Rosja utrzymuje normalne kontakty. Potencjalne trudności, przypuszczam, będziemy mieli, bo polityka to taka dziedzina, że mogą dokądś nie wpuścić lub wpuścić z dużymi trudnościami z zależności od tego, gdzie jedziemy. Ale dotychczas mieliśmy szczęście.

    _

    Sputnik Polska dziękuje Aleksiejowi Kamierzanowowi za rozmowę, a zespołowi „Świat nasz” za nowe wrażenia. Zwiastun filmu „Niejedwabny szlak” już można obejrzeć na YouTube, a sam film Aleksiej Kamierzanow będzie udostępniał fragmentami na swoim kanale. Nie przegapcie!

    Zobacz również:

    Podróż po rosyjskiej części Ałtaju
    Podróż po rosyjskiej północy
    Brytyjczycy w poszukiwaniu natchnienia udadzą się w podróż Koleją Transsyberyjską
    Z Włoch do Moskwy... na rowerze!
    Tagi:
    podróż, Rajd „Świat nasz, Aleksiej Kamerzanow, Laos, Tajlandia, Mongolia, Indie, Pakistan, Chiny, Iran, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz