19:24 21 Październik 2020
Świat
Krótki link
Autor
492401
Subskrybuj nas na

Od dwóch dni wszędzie widać nagłówki "Aleppo umiera", "Aleppo 2016 - Warszawa 1944", "Rosja dobiła Aleppo". Ktoś zwariował.

Oczywisty wydaje się fakt, że dziś wojnę prowadzi się inaczej niż 100 lat temu. Dziś obok realnych pocisków i bomb spadają informacje — to one są tu ważną, jeśli nie kluczową, bronią. Natomiast wojna w Syrii jest jednym z najpaskudniejszych przykładów epatowania propagandą i dezinformacją medialną, jaki można sobie wyobrazić. W polskiej przestrzeni medialnej informacji na temat Syrii w ogóle nie ma zbyt wiele.

Widzowie TVN24 czy czytelnicy "Gazety Wyborczej" i jej serwisu gazeta.pl nie mają szansy dowiedzieć się "o co chodzi w Syrii". Nikt nie tłumaczy tamtego świata. Nikt nie pokusił się o wyjaśnienie, co robi tam Rosja, jaką rolę spełnia Iran, jaką Arabnia Saudyjska, o co walczy Irak, o co chodzi Kurdom, czy demokratyczna opozycja to przyjaciele, czy też wrogowie IS? Tego nie wiemy. Nie dowiemy się tego również z innych czołowych polskich mediów, które o Syrii piszą oględnie i bezpiecznie, jednak te trzy w sposób zauważalny manipulują informacjami z Bliskiego Wschodu tak, aby nikt nie miał wątpliwości, komu w tym sporze należy kibicować.

Już samo sformułowanie "demokratyczna opozycja", "rebelianci" kontra "reżim Al-Asada" jest mocno oceniające i pozycjonuje sympatie odbiorców już na wejściu. To wszystko podlane sosem relacji kolejnych twittujących i blogujących "dzieci z Aleppo", które błagają Zachód o pomoc — wznosi się na wyżyny propagandy. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka (nikt nie dodaje, że jest to "syryjskie" obserwatorium zlokalizowane w Londynie) jest dla naszych mediów jedynym źródłem informacji o ginącym Aleppo i zniszczonych zabytkach Palmyry. Nikt nie wie, czym jest Al-Nusra, i że jakiś czas temu grupa ta przeszła "rebranding", ponieważ oderwała się od Al-Kaidy. Nikt nie wie, że bojowników IS nie było w Aleppo. To nie oni terroryzowali tamtejszą ludność, ale "demokratyczna" antyrządowa opozycja.

Rola Rosji w konflikcie na Bliskim Wschodzie jest w polskim przekazie medialnym z definicji określana jako godna potępienia — V kolumna Al-Asada. Materiał o Aleppo, które 13 grudnia wyemitowała BBC, powołując się na ONZ (tymczasem komisarz ds. praw człowieka wyraźnie stwierdził, że prawdziwości tych doniesień nie da się zweryfikować) — zelektryzowała świat, choć de facto była bez sensu. Asad nie ma interesu w tym, by wyciągać z domów i zabijać Bogu ducha winne nastolatki z dzielnic, gdzie pozostały jeszcze resztki opozycyjnego ruchu oporu. Nie można oczywiście wykluczyć ślepej zemsty armii rządowej na mieszkańcach miasta, ale bardziej prawdopodobne z punktu widzenia logiki wojennej są egzekucje na rebeliantach, ukrywających się wśród ludności cywilnej. Tymczasem polskie media piszą drukowanymi literami o "ludobójstwie" bez mrugnięcia okiem. Dość stwierdzić, że próba wyszukania po arabsku nazw geograficzych pojawiających się w anglojęzycznych przekazach o rzezi w Aleppo, kończy się fiaskiem — nie istnieją na mapie miasta. Nie istnieje np. żaden "plac Al-Ahrar w dzielnicy Kalisa".

Zaskoczeniem okazał się obiektywny — jak na TVP w ostatnich miesiącach, przekaz z "Wiadomości" 13 grudnia — ukazujący materiał BBC, ale również ten o mieszkańcach świętujących wyzwolenie miasta.

Media fundują nam lukrowane współczucie dla Syryjczyków, w którym każdy może wziąć udział bez wysiłku i bez konieczności zrozumienia, o co chodzi w konflikcie. Jednak uderzanie w tony histerii nad ginącymi cywilami w momencie, kiedy właśnie ginąć przestali — podpada już pod celową medialną manipulację.

Zobacz również:

„Okrucieństwa" w Aleppo oczyma francuskiego pracownika humanitarnego
Przygotowanie do wyprowadzenia z Aleppo terrorystów odbywa się na polecenie Putina
Kreml: W Aleppo zarysowuje się pozytywna dynamika
Tagi:
media, wojna w Syrii, Polska, Aleppo, Syria
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz