Widgets Magazine
12:23 17 Październik 2019
Moskiewski Kreml

„Ręka Moskwy" nie istnieje?

© Sputnik . Vitaly Belousov
Świat
Krótki link
5712
Subskrybuj nas na

Niemieckie służby specjalne przez cały rok szukały dowodów na to, że Moskwa prowadzi „kampanię dezinformacyjną" przeciwko rządowi Niemiec. Jednak żadnych „niezbitych dowodów" na ingerencję Rosji w sprawy wewnętrzne kraju nie przedstawiły.

O wynikach dochodzenia, które było prowadzone na polecenie Urzędu Kanclerza Federalnego i kontrolowane osobiście przez Angelę Merkel, opowiedziała gazeta Süddeutsche Zeitung, powołując się na źródło w kompetentnych kręgach.

„Nie znaleźliśmy dymiącego karabinu" — przyznał rozmówca gazety. Jednocześnie uważa, że Berlin „bardzo chciałby pokazać żółtą kartkę" Moskwie. Tymczasem do poszukiwań „rosyjskiego śladu", w tym także potencjalnych hakerów, którymi niemieckie media straszą obywateli od samego początku wyścigu przedwyborczego w kraju, została zaangażowana Federalna Służba Wywiadowcza i Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (kontrwywiad).

Jednak 50 stron raportu, będące rezultatem wielomiesięcznych poszukiwań, nie zostanie opublikowanych. Same służby specjalne tłumaczą to tym, że pojawienie się w prasie podobnych informacji „pogorszyłoby i tak już napięte stosunki z Moskwą". Jednak zdaniem niemieckich dziennikarzy w tych „tajnych materiałach" po prostu nie ma żadnych sensacji, które mogłyby zainteresować społeczeństwo.

Po tym, jak w listopadzie szef niemieckiego wywiadu Bruno Kahl na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung publicznie oskarżył Rosję o próby ingerencji w wybory prezydenckie w USA przy pomocy cyberataków i nie wykluczył podobnego scenariusza na wyborach parlamentarnych w Niemczech w 2017 roku, niemieckie media nie kwestionowały tych wypowiedzi. Zresztą niekiedy władze Niemiec musiały dezawuować podobne doniesienia.

W grudniu źródło w Bundestagu poinformowało nadawcę radiowo-telewizyjnego firmę ARD, że Rosjanie nie mają nic wspólnego z wyciekami dokumentów z komisji parlamentarnej, zajmującej się dochodzeniem ws. masowej inwigilacji prowadzonej przez NSA. Bardzo poufna część dokumentacji, w tym zeznania świadków, została wówczas opublikowana na portalu WikiLeaks. Jednak za wyciekiem, jak się okazało, stał „kret" w samym Bundestagu i obecnie śledztwo sprawdza wersję „naruszenia tajemnicy służbowej i zobowiązania do dochowaniu tajemnicy".

Joseph Goebbels
© AP Photo /
Obserwatorzy przyznają: wypowiedzi pracowników niemieckich służb specjalnych, którzy udzielili wywiadów w Süddeutsche Zeitung, zabrzmiały bardzo zaskakująco na tle nagłówków o „rosyjskich hakerach", które regularnie pojawiają się w lokalnych gazetach. Wyglądają one trochę jak próba wycofania się z oskarżeń pod adresem Moskwy. Oprócz tego Berlin raczej nie wyda oficjalnego komentarza w tej sprawie. Jak pisze gazeta, „urząd kanclerza mimo wszystko polecił kontynuować dochodzenie".

Autorzy „tajnego" raportu tak naprawdę powtarzają tezy rezolucji, przyjętej przez Parlament Europejski w listopadzie ubiegłego roku „o przeciwdziałaniu rosyjskim mediom", w której za najbardziej „niebezpieczne" uznano agencję Sputnik i kanał telewizyjny Russia Today. Ponadto niemieckie służby specjalne określają ich emisję na terytorium Niemiec jako „wrogą" i zapewniają, że będą się im bacznie przyglądać.

Zobacz również:

USA tworzą centrum do wojny informacyjnej z Rosją
Simonian: Zachód stara się utrzymać monopol informacyjny
Guardian: Szwecja bije na alarm z powodu „rosyjskiej propagandy”
Tagi:
Kreml, Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), Bundestag, Stany Zjednoczone, Berlin, Niemcy, Rosja, Moskwa
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz