12:22 23 Wrzesień 2020
Świat
Krótki link
2342
Subskrybuj nas na

Gwałtowne zmiany kursu politycznego Donalda Trumpa są podyktowane nie konkretną strategią, lecz chęcią pokazania swojej „woli, siły i nieprzewidywalności" - pisze Deutschlandfunk.

Jednak mimo tego, że działania prezydenta USA mogą „zaimponować" Władimirowi Putinowi, Baszarowi Asadowi i Kim Dzong Unowi, nie będą w stanie przywrócić pokoju w Syrii lub Afganistanie — podkreśla periodyk.

Codziennie Donald Trump zmienia swój kurs polityczny — pisze dziennikarz Deutschlandfunk Martin Ganslmeier. Trump objął urząd prezydenta pod hasłem „Ameryka przede wszystkim" i obiecał, że nie będzie ingerować w konflikty światowe. Jednak przeprowadził nalot na syryjską bazę wojskową i zrzucił na północnym wschodzie Afganistanu najpotężniejszą bombę nienuklearną. 

Całkiem niedawno Trump stwierdził, że NATO jest przestarzałe i sympatyzował z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Natomiast po ataku gazowym w Syrii i śmierci dzieci Trump „obrócił się o 180 stopni" i „rozczarował się" w Putinie z powodu poparcia dla „rzeźnika" Asada. W tej chwili stosunki między Rosją i USA znajdują się w opłakanym stanie i pod koniec tego tygodnia Trump nazwał NATO „gwarantem pokoju i bezpieczeństwa". Ponadto całkiem niedawno Trump uznał Chiny za „manipulatora wyborów" i „głównego wroga w handlu". Jednak po spotkaniu z prezydentem Xi Jinpingiem na Florydzie pochwalił jego kraj i zaproponował transakcję: jeśli Pekin „przemówi do rozsądku" Korei Północnej, otrzyma ulgi handlowe. 

„Trump ma wiele powodów do zmiany swojego kursu, ale nie ma za tym konkretnej strategii. Trump nie jest strategiem. Chce przede wszystkim sukcesów i popularności" — twierdzi autor materiału. Jeszcze dwa tygodnie temu jego poparcie wynosiło mniej niż 40%. Likwidacja znienawidzonego przez niego systemu opieki zdrowotnej Obamacare nie powiodła się z powodu braku zgody we własnej partii, a sądy sprzeciwiły się jego inicjatywie wprowadzenia zakazu wjazdu muzułmanów do USA. Za tymi projektami krył się główny strateg Trumpa Steve Bannon, który również był zwolennikiem sojuszu Trumpa i Putina. Atak gazowy w Syrii był udanym pretekstem dla przeciwników Bannona w Białym Domu i dla amerykańskich generałów. „Za rozkaz nalotu na Syrię Trump po raz pierwszy po wyborach otrzymał poparcie ze wszystkich stron" — podkreśla autor Ganslmeier. Dzięki temu Amerykanów udało się połączyć i odwrócić ich uwagę od wewnętrznych problemów. Poza tym teraz nikt nie mówi o kontaktach Trumpa z Rosją. 

 "Być może kroki Trumpa w sferze wojskowej są bardziej owocne niż polityka Obamy, ale jednocześnie są bardziej niebezpieczne, ponieważ jego działania w Syrii, Afganistanie i Korei Północnej są podyktowane nie strategią, lecz chęcią pokazania swojej woli, siły i nieprzewidywalności. Być może zaimponuje to Putinowi, Asadowi i Kim Dzong Unowi, ale nie przybliży pokoju w Syrii czy Afganistanie" — podsumowuje autor Deutschlandfunk.

Zobacz również:

Johnson zaproponował Rosji przyłączenie się do zachodniej koalicji w Syrii
Syryjski generał: Władze Syrii ukryły setki ton sarinu
Ławrow: uregulowanie pokojowe w Syrii zagrożone
Tagi:
Donald Trump, Chiny, Syria, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz