08:43 21 Lipiec 2017
Warszawa+ 16°C
Moskwa+ 14°C
Na żywo
    Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

    "Swoje zadanie wobec Ojczyzny wypełniliśmy"

    © Zdjęcie: Ariadna Rokossowska
    Świat
    Krótki link
    Jan Kowalski
    Historie wojenne (5)
    0 443260

    W „Historiach wojennych" przedstawiamy opowieść Jana Kowalskiego, który podzielił się z nami opowieścią swojej babci.

    To chyba był początek kwietnia, zaczynała się wiosna, pogoda była naprawdę ładna. Słońce grzało coraz mocniej i dzień był dłuższy. Jednak nasze życie jako cywili, o którym mogłabym też sporo opowiedzieć, ale nie to cię przecież interesuje (tu zwróciła się do mnie) było podporządkowane rzeczywistości wojny.

    My jako zwykli ludzie byliśmy oficjalnie odcięci od wszelkich informacji, bo to co podawano nam jako ''informacje'' było dezinformacją krótko mówiąc. Dopóki byli Niemcy, zawsze informowano nas o ''ciężkich walkach, kontruderzeniach, ofensywach,ucieczkach Rosjan'' i tak długo wyliczać. A kiedy trzeba było się wycofać, ludności cywilnej opowiadano wiele różnych przerażających historii (w które wtedy jako młoda dziewczyna także po części wierzyłam) o tym, co zrobią ''komuniści'' i ''bolszewicy''. Później, nawet kiedy ktoś z samych Niemców wycofywał się zbyt intensywnie, musiał liczyć się ze śmiercią — na drzewach w niemieckich miastach często spotykało się powieszonych Niemców i to w mundurach!

    Ale wracając do tematu — byliśmy odcięci od prawdziwych informacji. Wtedy słyszało się tu i ówdzie, powtarzane sobie wieczorami komunikaty z radio — często były to fale z ''Moskwy'', jak to się potocznie mówiło, ale bez specjalnej złośliwości. Londynu słuchało się także, ale jeżeli chodzi o informacje z frontu to w zasadzie tylko radio Moskwa dawało te informacje. Dziś to bardzo ''niewłaściwie'' brzmi, że ktoś słuchał ''Moskwy''. Ale tak właśnie było — to radio dawało nam informacje.

    Radia nie posiadał byle kto — najczęściej byli to ludzie związani z partyzantką. Niemcy przecież chyba już na początku 1940 roku zakazali posiadania odbiorników. Tak więc Niemcy twierdzili, że wygrywają a my ludzie wiedzieli swoje — nocami było słychać samoloty i naloty na pobliskie węzły kolejowe. W końcu lutego zaczęły pojawiać się transporty wojskowe z rannymi Niemcami. Marnie oni wyglądali, często bardzo młodzi chłopcy prawie w naszym wieku. Często też, ale wieczorami, już w kwietniu słyszeliśmy kolumny samochodów, które jechały, ale nie w stronę frontu, tylko w głąb Niemiec.

    Właśnie w połowie kwietnia był pierwszy nalot rosyjski — zniszczyli niewiele, bo tylko spalił się jeden magazyn, został uszkodzony samochód pancerny (prawdopodobnie transporter opancerzony, nie zdołałem ustalić) i zawalił się budynek przy stacji kolejowej. Kilkunastu było jednak zabitych żołnierzy.Ale wtedy już Niemców było niewiele, to byli żołnierze frontowi i z SS. Niemcy sami podpalili budynek poczty, gdzie zebrali sporo dokumentów. Dzień albo dwa nastąpił drugi nalot rosyjski i był także niewielki, ale nie ma się co dziwić, miasteczko nasze było naprawdę niewielkie.

    Kilka dni potem Niemców już nie było. Rankiem przez miasto przejechało kilka motocykli z radzieckimi żołnierzami. Potem weszła piechota w kilku kolumnach — patrzyli dość zaskoczeni na puste ulice i domy…Na posterunku żandarmerii była powieszona jeszcze flaga z hakenkreuze jak my to mówiliśmy. Żołnierze od razu to ściągnęli i podarli, trochę dodało to odwagi mieszkańcom, którym przekazano niemiecką ''prawdę'', którą straszono nas, od kiedy Niemcy zaczęli przegrywać, że ''kiedy przyjdą tu Rosjanie to…''.

    Ulice zaczęły powoli zapełniać się mieszkańcami. Na domu gdzie Rosjanie ustawili sztab zawisła czerwona flaga, a kilka domów dalej na posterunku milicji zawisły trzy flagi dość spore oczywiście biało czerwone. To był piękny widok, po sześciu latach można było zawiesić znów biało czerwoną flagę…

    Do naszych domów przydzielono żołnierzy, do nas przyszedł porucznik. Ja mieszkałam w takiej małej kamienicy, w jednym pokoju ze wspólną kuchnią z siedmiorgiem rodzeństwa i matką. Ojciec był wywieziony na robotach w Rzeszy…Na dole mieszkała pewna rodzina, jeden brat i dwie siostry mieli cztery pokoje dość duże. A od nas, którym żyło się dość ciężko, brali jeszcze spory czynsz. Nie było nam łatwo. Kiedy ten porucznik zobaczył jaka jest sytuacja, od razu stwierdził, że tak dalej nie może być — nasza rodzina dostała przydział od ręki na dwa pokoje i kuchnię. Potem dawał mamie sporo puszek wojskowych — konserw. To był bardzo porządny człowiek. Do naszej mamy zwracał się ''matko''. Podtrzymywał nas na duchu, jeżeli chodzi o informacje dotyczące naszego ojca. Mówił, że na pewno wróci, że wojna nie potrwa długo. Zostawił nam swój adres poczty polowej, z tego co nam wiadomo zginął podczas walk o Berlin. Miał nie więcej niż trzydzieści parę lat. Zwykli żołnierze też zachowywali się dobrze, zresztą oficerowie dbali dość o dyscyplinę, szybko zresztą frontowi żołnierze poszli dalej — jak to mówili, na Berlin.

    Takie były ostatnie dni tej wojny. Cieszyliśmy się, że wojna dobiegła końca. Wiedzieliśmy także, że nam, nowemu pokoleniu, przypadnie rola odbudowy tego co zostało zniszczone. Było to odpowiedzialne zadanie, ale uważam, że my, jako tamte, pokolenie swoje zadanie wobec Ojczyzny wypełniliśmy. Każdy dawał Ojczyźnie to co mógł.

    Tematy:
    Historie wojenne (5)

    Zobacz również:

    W Rosji mieszka 1,8 mln weteranów i inwalidów II wojny światowej
    Dania: uczeń odkopał samolot z czasów II wojny światowej ze szczątkami pilota
    Archiwa CIA: USA finansowały OUN po II wojnie światowej
    Defilada Zwycięstwa na Placu Czerwonym
    Tagi:
    II wojna światowa, Rosja, Niemcy, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz