Widgets Magazine
03:00 22 Październik 2019
Żołnierz na Filipinach

Czy USA pomogą odeprzeć atak Państwa Islamskiego na Filipinach?

© AFP 2019 / Noel Celis
Świat
Krótki link
8138
Subskrybuj nas na

Już od ponad miesiąca na wyspie Mindanao na południu Filipin trwają walki między filipińską armią i islamskim ugrupowaniem „Maute”, które przysięgło wierność Państwu Islamskiemu. Niedawno pojawiła się wiadomość, że w odbiciu Marawi z rąk islamistów pomagają amerykańscy żołnierze wojsk specjalnych.

Protest przeciwko wojnie w Donbasie
© Sputnik . Władimir Pirogow
Na ile poważna jest amerykańska ingerencja i czy dojdzie do stabilnej antyterrorystycznej współpracy Filipin i USA? Na te pytania odpowiada Sputnikowi ekspert z Ośrodka Badań Strategicznych Anton Cwietow. 

W Azji Południowo-Wschodniej powstał nowy front działań bojowych. Stan wojenny na wyspie Mindanao został ogłoszony podczas wizyty Rodrigo Duterte w Moskwie, którą trzeba było przerwać właśnie z powodu aktywizacji terrorystów. 

Swego czasu amerykańscy żołnierze wojsk specjalnych przybyli na południe Filipin, ponieważ miejscowe siły zbrojne nie dawały sobie rady z zagrożeniem terrorystycznym. Strona filipińska pośpieszyła z zapewnieniem, że pomoc amerykańska ogranicza się do wsparcia technicznego i przekazywania informacji, a w działaniach bojowych amerykańscy żołnierze udziału nie biorą. Jednocześnie Marawi widzieli samolot zwiadowczy R-3 Orion. 

Na więcej pododdziały amerykańskie na Filipinach nie mają prawa, ani też możliwości. Dziś wojska specjalne Stanów Zjednoczonych na Mindanao to niewielki kontyngent liczący kilkadziesiąt osób. Jednak atak Abu-Sajaf i Maute na południu Filipin to nie tylko filipiński problem. Walczą tu obywatele Indonezji i Malezji. Jeśli nie uda się rozbić Państwa Islamskiego na Mindanao, to wyspa zamieni się w ukrycie tego ugrupowania terrorystycznego w Azji Południowo-Wschodniej. A jeśli się uda, to terroryści uciekną przez niezbyt szczelne granice Filipin do sąsiednich państw. 

Sytuacja w Syrii
© Sputnik . Mikhail Voskresenskiy
Sąsiednie państwa uważnie śledzą to, jak władze Filipin radzą sobie z tym problemem, w regionalnych mediach wzywają do skorzystania z zagranicznej pomocy. Duterte tak aktywnie odżegnuje się od amerykańskiej pomocy obiecując, że zwróci się i do Chin, i do Rosji, że regionalni gracze poważnie zaniepokoili się, kiedy dojrzała konieczność takiej pomocy. 

Nawet w tej chwili filipińskie władze próbują zagłuszyć retorykę o amerykańskiej pomocy w walkach o Marawi. Ten przypadek podkreśla stary dylemat „zwrotu” Duterte. Właśnie amerykańscy obrońcy praw człowieka i kongresmeni (a nie rosyjscy albo chińscy) ostro krytykują antynarkotykową kampanię na Filipinach, ale tylko amerykańskie siły zbrojne są na razie w stanie okazać Duterte niezbędne wsparcie w zakresie walki z terrorystami na Mindanao. Zdecydowane zwycięstwo nad Abu-Sajaf, jak wiadomo, była jedną z wyborczych obietnic filipińskiego lidera.  

Kiedy do władzy w USA doszedł Trump, wydawało się, że Duterte lekko znajdzie rozwiązanie swojego dylematu: pretensji wobec Trumpa nie miał i sądząc po kwietniowej rozmowie telefonicznej, obaj prezydenci znaleźli wspólny język. Jednak tak, jak Duterte nie może mówić za całe Filipiny, tak i Trump nie decyduje samodzielnie o polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych – Kongres zachowuje ogromny wpływ nad kanałami pomocy dla Filipin. 

To szczególnie ważna historia dla polityki zagranicznej amerykańskiej  administracji w Azji Południowo-Wschodniej. Obserwatorzy niejednokrotnie odnotowywali pauzę, którą Waszyngton uczynił w swojej działalności w tym regionie. Ta pauza popchnęła państwa regionu do uczynienia pojednawczych kroków w kierunku Chin, a same Chiny do aktywnego promowania swoich interesów w regionie, w tym terytorialnych sporów na Morzu Południowochińskim. 

Jednak działania bojowe na Marawi zmusiły do przypomnienia sobie o tej roli Stanów Zjednoczonych w regionie, której Chiny na razie grać nie mogą, albo nie chcą. Tego dnia, kiedy nad przejętymi przez terrorystów miastami będą latać chińskie, a nie amerykańskie samoloty, znajdziemy się w nowej geopolitycznej rzeczywistości. 

Zobacz również:

Duterte: Filipiny to nie kolonia USA
Co robią amerykańskie wojska na Filipinach?
Chiny popierają walkę Filipin z terroryzmem
Tagi:
geopolityka, Daesh (Państwo Islamskie), Rodrigo Duterte, Filipiny, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz