18:20 21 Styczeń 2020
Świat
Krótki link
Autor
366
Subskrybuj nas na

Dlaczego prezydent Trump coraz bardziej ufa duchownym, a nie ekonomistom i jak to wpłynie na antyrosyjską histerię w USA?

Pierwsze zagraniczne tournee Donalda Trumpa po zwycięstwie w wyborach było symboliczne: Mekka, Jerozolima, Rzym. A prologiem podróży było podpisanie ustawy o wolnościach religinych, pozwalających oganizacjom religijnym brać udział w polityce nie tylko za pomocą haseł, ale i pieniędzy. 

Cóż, polityka to polityka, a w Watykanie dyplomatycznie zapomniano, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej papież Franciszek publicznie powątpiewał, czy Trump jest w ogóle chrześcijaninem, a ten odpowiedział, że dla chrześcijańskiego lidera „wstrętnym” powinno być powątpiewanie w czyjąś wiarę. 

Konflikt wartości"

Na razie religijni liderzy sprawnie odpowiadają Trumpowi: kiedy Jared Kushner, jego zięć, został oskarzony o związki z Rosją, jako pierwsi publicznie stanęli po jego stronie pastorzy kościołów ewangelickich – o najszerszym w USA zasięgu (26,3% ludności). A kiedy podczas buntu w Charlottesville sam prezydent został oskarżony o przykrywanie ultraprawicy protestanckie duchowieństwo postanowiło „pogodzić” protestujących. 

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i szef Rady Europejskiej Donald Tusk na konferencji prasowej podczas szczytu „Ukraina - UE” w Kijowie
© AFP 2019 / Sergei Supinsky
Ale prezydent, jak się wydaje, został „królem Midasem na odwrót”: u Midasa wszystko zamieniało się w złoto, a u Trumpa wszystko się wali: odwołanie Obamacare, zakaz wjazdu muzułmanów… Nawet triumfalny sojusz z liderami ewangelistów zachwiał się: na tle skandalu rasistowskiego znany pastor Alfonso Bernard pokłócił się z Trumpem i opuścił nieoficjalną grupę złożoną z 25 ewangelickich doradców przy prezydencie, którzy zawsze bez wahania bronili go przed wszystkimi atakami, włącznie z oskarżeniami o „związki z Moskwą”. 

„Wydaje się oczywiste, że między mną i administracją istnieje coraz bardziej pogłębiający się konflikt wartości” – skomentował swoje odejście Bernard. 

Dla nas drzwi są zawsze otwarte"

„Dzwi Owalnego Gabinetu są dla nas zawsze otwarte, abyśmy zawsze mogli wyrazić prezydentowi pochwałę, krytykę lub zaniepokojenie. I my to robimy” – dzieli się członek rady, pastor Noah Toly. 

Na polityczną arenę Stanów Zjednoczonych pastorzy ewangeliści weszli w latach 80-ych XX wieku na fali wzrostu rynku finansowego. Ich kazania o związku wiary z sukcesem osobistym i rozkwitem materialnym gromadziły pełne stadiony. Coraz więcej znanych polityków stawało się uczestnikami ich zebrań religijnych (włącznie z Jimmym Carterem i Billem Clintonem). Wpływ ewangelistów był odczuwalny nawet w retoryce polityki zagranicznej Ronalda Reagana i George’a Busha Juniora („imperia zła”, „oś zła” itd.). A poprzednik Trumpa nie ułożył sobie stosunków z wpływowym duchowieństwem: na początku swojej prezydentury Barack Obama ze skandalem opuścił kościół św. Trójcy w Baltimore, potem wydalił „ze dworu” trzech duchownych, którzy publicznie piętnowali gejów. A legalizacja jednopłciowych małżeństw w 2015 roku skłóciła go z konserwatywnymi chrześcijanami i nawet wywołała falę protestów w niektórych stanach. 

W pełni zrozumiałe, że po czymś takim w trakcie kampanii wyborczej ewangeliści poparli Donalda Trumpa stając się jego „żelaznym elektoratem”: bardzo pociągała ich jego konserwatywna retoryka i to bez wględu na to, że jego styl życia nie odpowiada chrześcijańskiemu ideałowi. Jednocześnie sam Trump niejednokrotnie oświadczał, że jest dumy z tego, że jest protestantem i gotów jest bronić chrześcijan na całym świecie, szczególnie na Bliskim Wschodzie (przed nim spośród obecnych liderów światowych w obronie chcrześcijan, którzy w wielu państwach znajdują się w sytuacji prześladowanej mniejszości, występował tylko prezydent Putin). 

Rolę doradców ewangelistów przy amerykańskim prezydencie wyraźnie sformułował pastor Mark Burns, reprezentujący Południową Konwencję Baptystów (15,5 miliona parafian): „Donald Trump jest głęboko solidarny z moim pragnieniem, aby znów zobaczyć naszą wiarę, chrześcijańską wiarę, w centrum polityki”. 

„To nasz duchowy obowiązek – być głosem Boga dla prezydenta Stanów Zjednoczonych” – dodał. 

Zdradzają tylko swoi

Jak twierdzą gazety „The Atlantic” i „The Washington Post”, w ostatnim czasie wpływ rady ewangelickiej wzrasta, szczególnie na tle rozwiązania rady ds. produkcji i rady ds. stretegii i polityki. Jednak, jak piszą media, w szeregach samych „nadwornych ewangelistów”, będących kolektywnym „kardynałem Richelieu” przy Trumpie, zaczął się rozpad. Oprócz Alfonso Bernarda, radę zamierzali opuścić i inni przedstawiciele „czarnych” kościołów, Wprawdzie, w ostatniej chwili się rozmyślili. 

Amerykańskie myśliwce F-15
© AP Photo / Matthew Bruch/U.S. Air Force
W tym czasie inna część rady – „biali” ewangeliści – coraz bardziej zbliżają się z amerykańskimi katolikami, chociaż ci tradycyjnie opowiadają się po stronie Partii Demokratycznej. Doszło do tego, że watykańska gazeta „La Civita Cattolica” (publikowana przez jezuitów, których członkiem jest papież Franciszek) zwróciła uwagę na to „niebezpieczeństwo”: pontyfik już od dawna konfliktuje z amerykańskimi kardynałami (ostatnim głośnym epizodem było zwolnienie władz zakonu maltańskiego, ustanowionych przez wpływowego w USA arcybiskupa Saint Louis Raymonda Burke’a). Za to amerykańscy katolicy mają duży wpływ w Kongresie. 

Jednocześnie w ostatnich dniach renomowane niezależne centrum Public Religion Research Institute, badające rolę polityki w życiu wiernych przedstawiło niepokojące dla Owalnego Gabinetu dane: coraz więcej protestantów popiera impeachment Trumpa i podejrzewa go o związki z Rosją. Przy czym coraz więcej niezadowolonych (79%) jest właśnie wśród białych ewangelistów z „żelaznego elektoratu”.  

Na razie ani prezydent, ani jego duchowni doradcy nie zareagowali. Temat wzmocnienia wpływu „prezydenckich pastorów” (jak nazwała ich gazeta „The New York Times”) już drugi tydzień nie schodzi z pierwszych stron gazet w USA: oskarża się ich o „sprzyjanie nazistom”. Zresztą możliwe, że kolektywna „szara eminencja” zdąży jeszcze uratować swojego podopiecznego przed rozczarowanymi nim hugenotami. 

Zobacz również:

Trump chce „udoskonalić" policję
WP: Korporacja Trumpa chciała zbudować w Moskwie Trump Tower
Trump ogłosił stan klęski żywiołowej w Teksasie
Trump przyćmił Obamę na Twitterze
Tagi:
religia, Donald Trump, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz