16:05 14 Grudzień 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Donald Tusk

    To się spodoba na Kremlu

    © Sputnik. Алексей Витвицкий
    Świat
    Krótki link
    Dawid Blum
    251450

    Donald Tusk myślał, myślał i wymyślił. Swoją myślą zaś podzielił się na Twitterze: niektóre poczynania PiS są na rękę ekipie Władimira Putina!

    Były premier najwyraźniej nudził się w ten listopadowy weekend, bo postanowił podzielić się z ludzkością takim oto spostrzeżeniem: „Alarm! Ostry spór z Ukrainą, izolacja w Unii Europejskiej, odejście od rządów prawa i niezawisłości sądów, atak na sektor pozarządowy i wolne media — strategia PiS czy plan Kremla? Zbyt podobne, by spać spokojnie".

    ​W ciągu zaledwie godziny wypowiedź Tuska zyskała 1,5 tysiąca polubień i ponad 600 komentarzy — głównie rusofobicznych.

    Dlaczego Tusk wszczyna teraz „alarm"? Czy sytuacja, w której szef ukraińskiego IPN od lat neguje bądź pomniejsza zbrodnię wołyńską, jest dla niego do przyjęcia i ważniejsze jest to, aby na złość Rosji przyjmować z pokorą kolejne coraz bardziej bezczelne wypowiedzi Wiatrowycza?

    Tuska niepokoi zapewne fakt, że w ostatnią sobotę szef MSZ Witold Waszczykowski przeszedł od słów do czynów i faktycznie zatrzymał na granicy pierwszego z „ludzi, którzy zachowują skrajnie antypolskie stanowisko".

    Chodzi o sekretarza ukraińskiej Komisji ds. Wojen i Represji Politycznych, Światosława Szeremetę.  Został on oficjalnie zatrzymany na przejściu granicznym w Medyce. Zabroniono mu wjazdu do Polski i ogłoszono, że przez rok nie będzie mógł wjechać ani do naszego kraju, ani do strefy Schengen. Szeremeta został oficjalnie pierwszym Ukraińcem na „liście Waszczykowskiego". Za co? To obok Wiatrowycza kolejny negacjonista wołyński, który latem tego roku zakazał ukraińskim firmom współpracy z polskim IPN w ramach prac ekshumacyjnych polskich legionistów w Kostiuchnówce na Wołyniu.

    Szeremeta zapowiedział, że odwoła się od decyzji MSZ i Straży Granicznej. W jego obronie stanęła juą rzeczniczka ukraińskiego MSZ Marina Beca. „Wzywamy w trybie pilnym ambasadora Polski na Ukrainie w związku z niewpuszczeniem sekretarza Państwowej Komisji Międzyresortowej Światosława Szeremety do Polski" — podniosła krzyk na Twitterze.

    Skąd pomysł, że takim rozwojem sytuacji miałby sterować Władimir Putin z Kremla? Trudno powiedzieć. Bardziej interesuje go to, co dzieje się na wschodzie Ukrainy niż historyczne przepychanki o Wołyń i pojedynczych wichrzycieli.

    Z Waszczykowskim i Macierewiczem Kreml od dawna ma na pieńku. Z pierwszym za wypowiedzi o braku możliwości współpracy z Rosją w sprawie śledztwa smoleńskiego, z drugim — za oskarżenia o próbę rozpętania wojny w regionie poprzez ćwiczenia „Zapad 2017". Zgodnie z logiką Tuska rząd PiS powinien być dla Kremla wybawieniem, ale realnie jest utrapieniem. Tak jak zresztą i dla reszty sąsiadów. Polska skonfliktowała się „równomiernie" za każdą granicą.

    Z pewnością Kremlowi nie jest na rękę również wyjątkowo usłużny stosunek polityków PiS wobec Amerykanów oraz ściąganie na wschodnią flankę kolejnych sił NATO. Donald Tusk padł najwyraźniej ofiarą spiskowego myślenia, z którym jako wysoki urzędnik unijny nie powinien się obnosić w mediach społecznościowych. Rozwiązanie tej zagadki jest bardzo proste: Prawo i Sprawiedliwość stanowi enfant terrible polskiej polityki. Zupełnie nieprzewidywalne i szalone.

    Zobacz również:

    Tusk zeznaje. Kaczyński: „on ma się czego obawiać"
    Tusk „niemieckim popychlem”
    Tagi:
    Unia Europejska, Donald Tusk, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz