Widgets Magazine
17:31 12 Listopad 2019
M109A6 Paladin

Jak u siebie w domu. Europejczyków coraz bardziej denerwują amerykańscy żołnierze

© AP Photo / Ahn Young-joon
Świat
Krótki link
Autor
14825
Subskrybuj nas na

Sześć ciągników siodłowych zjeżdża na pobocze. Ekspedytorzy, desperacko gestykulując, próbują coś wyjaśnić policjantom, lecz tamci są nieugięci: kolumna dalej nie ruszy.

Jest to zwyczajna sytuacja na dużej autostradzie. Niezwykle wyglądają jedynie masywne 155-milimetrowe haubice na półprzyczepach.

Niemiecka policja drogowa pod miastem Budziszyn w kraju związkowym Saksonia zatrzymała konwój z amerykańskimi haubicami samobieżnymi M109 jadącymi z Polski. Przyczyną jest naruszenie zasad transportowania, z którego powodu sprzęt został wysłany na specjalny parking. Interesujące jest to, że jest to pierwszy przypadek, którym zainteresowały się media, mimo że w ostatnich latach amerykańskie konwoje wojskowe regularnie przemieszczają się po Niemczech. Sojusznicy NATO nie lubią ujawniać się od środka. Jednak zarówno politycy, jak i mieszkańcy niektórych państw członkowskich coraz częściej wyrażają niezadowolenie z obecności licznych amerykańskich gości ubranych w mundury wojskowe.

„Nie będziemy machać ręką na pożegnanie"

Służby porządkowe podeszły do kontroli amerykańskiego konwoju z niemiecką dokładnością. Przeprowadzono ważenie kontrolne i ustalono: ładunek przekracza dopuszczalne gabaryty i jest zbyt ciężki jak na półprzyczepę. Każdy z ciągników jest przeładowany o około 16 ton. Poza tym ekspedytorzy nie mieli części niezbędnych dokumentów, kolumna nie była eskortowana, a kierowcy nie przestrzegali zasad snu i czuwania. Ostatnia pretensja saksońskiej drogówki wobec kolumny wojskowej to wyraźne czepianie się typu „w apteczce brakuje plastra". Najwyraźniej ekspedytorzy naruszają zasady transportu sprzętu bojowego nie po raz pierwszy, lecz w którymś momencie policja miała dość i zaczęła traktować odpowiedzialnych za przewozy z całą surowością.

Przedstawiciele władzy o wyższej randze również są zmęczeni amerykańskimi czołgami. Trzeciego stycznia niemiecka gazeta Potsdamer Neuste Nachrichten zacytowała premiera kraju związkowego Brandenburgia Dietmara Woidkea, który poinformował, że nie zamierza witać amerykańskich żołnierzy i „machać im ręką na ulicy", ponieważ „jeżdżące w tą i tamtą czołgi" nie przyniosą Niemcom korzyści w dalszej perspektywie. Polityk oznajmił, że Berlin powinien ponosić odpowiedzialność historyczną za podtrzymywanie dobrych stosunków z Moskwą i podkreślił, że RFN i NRD nigdy nie połączyłyby się bez zgody Związku Radzieckiego. „Zapomnieliśmy o tym zbyt szybko" — stwierdzi premier. 

Gazeta podkreśla, że amerykańskie wojska na swojej ziemi w ten sposób traktuje wielu mieszkańców Niemiec Wschodnich. Według słów autora cechuje ich „nieukrywany głęboko zakorzeniony antyamerykanizm". Zresztą niezadowolenia ludności byłej NRD nie da się wyjaśnić tylko tym. Koniec końców nikomu się nie spodoba, że goście zza oceanu zamieniają twój dom w fortecę. I to w szybkim tempie. 

Zdaje sobie z tego sprawę również zachód państwa, gdzie w pobliżu miasta Rammstein jest rozmieszczona największa amerykańska baza wojskowa za granicami USA. Ten obiekt jest głównym punktem tranzytowym, przez który do Europy zza oceanu są przerzucane wojska i sprzęt bojowy. Później stamtąd przez cały kraj jadą na wschód — do Polski i państw bałtyckich. Pod murami bazy regularnie odbywają się demonstracje antywojenne nieobojętnych Niemców. Pierwsza, która odbyła się jeszcze 11 czerwca 2016 roku zgromadziła ponad 3,5 tys. osób. 

Sojusz bez USA

Liczne ćwiczenia wojskowe NATO w ramach operacji Atlantic Resolve w państwach bałtyckich i Europie Wschodniej również były negatywnie odebrane przez mieszkańców. W Estonii kolumny pancerne na początku były witane z kwiatami. Jednak zachwyt i zrozumienie dla chaotycznego ruchu wojskowych na terytorium tego niewielkiego państwa pokazali bynajmniej nie wszyscy. Wielu narzekało na portalach społecznościowych na liczne kolizje na trasach, odgłosy strzelaniny i silników czołgowych, uszkodzone gąsienicami sprzętu bojowego drogi i nadmierną obecność ludzi w mundurach. Przeciwko manewrom opowiedziała się estońska lewica rozprzestrzeniająca w miastach i wsiach ulotki z wezwaniem do poparcia ich kampanii antywojennej STOP NATO i przywrócenia krajowi „realnej niezależności i pewnej przyszłości". Zdaniem aktywistów nie ma mowy o suwerenności państwa dopóki na jego terytorium bazują zagraniczne wojska.

Mimo że rządy państw Europy Wschodniej oficjalnie popierają rozszerzenie obecności wojskowej USA w pobliżu rosyjskich granic, nieoficjalnie podejmują środki, by z czasem jej się pozbyć. W grudniu ubiegłego roku przywódcy państw unijnych uruchomili program Stałej Współpracy Strukturalnej w sferze bezpieczeństwa i obrony (PESCO). W gruncie rzeczy to porozumienie przewiduje stworzenie alternatywy dla NATO, lecz pierwsze skrzypce w nowym bloku mają zagrać nie Amerykanie, tylko Francja i Niemcy.

Zdaniem szeregu ekspertów katalizatorem posłużyły ciągłe zarzuty prezydenta USA Donalda Trumpa, domagającego się od swoich sojuszników inwestowania więcej pieniędzy w budżet Sojuszu Północnoatlantyckiego. Europie i tak znudziło się finansowanie operacji wojskowych NATO (przeważnie amerykańskich) na całym świecie: zgodnie z programem PESCO w najbliższych latach państwa unijne zamierzają zwiększyć wydatki przede wszystkim na swoje własne armie i zakup broni. Kiedy urosną w siłę, amerykańskie wojska będą w regionie po prostu niepotrzebne. 

Wcześniej poinformowano, że UE przygotowała 15 projektów pilotażowych w ramach PESCO mających na celu wspólne opracowanie, zakup i użytkowanie sił i środków a także przeprowadzenie operacji w sferze obrony i bezpieczeństwa. Na liście zgłoszonych do realizacji projektów znajduje się stworzenie centrum reagowania kryzysowego, udoskonalenie systemu monitoringu morskiego, opracowanie podwodnych dronów do poszukiwania i likwidacji min, wymiana informacją i reagowanie na cyberataki i cyberzagrożenia, tworzenie europejskiego węzła logistycznego z sieciami peryferyjnymi, uproszczenie i standaryzacja procedur nadgranicznej mobilności wojskowej, otwarcie centrum zarządzania misjami szkoleniowymi za granicą, wprowadzenie jedynego dowództwa medycznego i udzielenie pomocy wojskowych w warunkach katastrofy. Obecnie, jak nietrudno się domyśleć, większości z tych kierunków w Europie patronują Amerykanie.

Osłabienie obroży wojskowej USA, która już od dawna uwiera państwom UE w perspektywie może zagrać na korzyść Rosji. Po pierwsze z punktu widzenia bezpieczeństwa, po drugie — gospodarki. Bez oparcia na swoje siły zbrojne w Europie Waszyngtonowi będzie o wiele trudniej przymusić ją do wprowadzenia kolejnych sankcji przeciwko Moskwie. 

Zobacz również:

Wall Street Journal: Głównym problemem wojsk NATO w Europie jest mobilność
Times: Rosja zmusza NATO do rozbudowy brytyjskiego kontyngentu
Niszczyciel NATO przybył do Odessy
„Rosja przygotowuje się do wielkiej wojny z NATO”
Tagi:
sprzęt wojskowy, NATO, Europa, Niemcy, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz