00:56 24 Kwiecień 2018
Warszawa+ 14°C
Moskwa+ 0°C
Na żywo
    Żołnierze serbskiej armii na lotnisku wojskowym w pobliżu Belgradu

    Serbscy żołnierze wrócą do Kosowa?

    © AP Photo / Darko Vojinovic
    Świat
    Krótki link
    8980

    Kierownictwo Sił Zbrojnych Serbii uprzedziło misję NATO w Kosowo (KFOR), że nie będzie biernym obserwatorem, jeśli bezpieczeństwu serbskiej ludności na północy regionu zagrozi niebezpieczeństwo - podaje belgradzka gazeta „Wieczernije Nowosti", powołując się na swoje źródła.

    O gotowości do obrony swoich obywateli Siły Zbrojne Serbii zawiadamiają NATO regularnie. Teraz jednak mamy do czynienia z innym kontekstem — zabójstwem serbskiego polityka Olivera Ivanovicia i ogólną niestabilnością polityczną w regionie.

    Z punktu widzenia rezolucji RB ONZ 1244, która zakładała pełną demilitaryzację albańskich formacji zbrojnych, KFOR pozostaje jedyną pełnoprawną siłą wojskową w Kosowie. W regionie działa ponadto albański „Korpus Ochrony Kosowa" (TMK), spadkobierca „Wyzwoleńczej Armii Kosowa" (UCK), która w latach 90. walczyła z jugosłowiańskimi żołnierzami, uciskała i zabijała cywilów niealbańskiej narodowości, i w związku z tym została uznana przez Serbów za organizację terrorystyczną.

    Jest jednak jeden fakt związany z rezolucją, o którym wspomina się skrajnie rzadko. Przewiduje ona możliwość powrotu do regionu nawet tysiąca serbskich policjantów i żołnierzy — pod nadzorem międzynarodowych sił bezpieczeństwa. Problem tylko w tym, że rezolucja RB ONZ, choć nieprzedawniona, naruszana była już ponad sto razy, przez państwa, które uznały niezależność „Republiki Kosowa". Przecież dokument ten zapewnia integralność terytorialną ówczesnej Jugosławii, a więc także jej spadkobierczyni — Serbii.

    Czy ostatnie wydarzenia w Kosowie mogą usprawiedliwić ewentualne żądanie powrotu serbskich żołnierzy do regionu?

    Przewodniczący kosowskiego parlamentu Kadri Veselji już powiedział, że jeśli Serbia usiłuje to zrobić, Albańczycy obiorą kurs na serbski Nisz.

    Zresztą serbska armia ma poważniejsze, niż mityczne groźby Prisztiny, podstawy ku temu, żeby do prowincji nie wracać. Politolog Stefan Surlic z wydziału nauk politycznych Uniwersytetu w Belgradzie wyjaśnia:

    „Prisztina i Misja Unii Europejskiej w Kosowie (EULEX) nie pozwolą raczej na to, bo Serbia z chwilą przyjęcia rezolucji, a także dzisiaj nie sprawuje kontroli nad tym terytorium. Po podpisaniu w 2013 roku porozumienia w Brukseli (o normalizacji stosunków między Belgradem i Prisztiną) Serbia zobowiązała się do zintegrowania północnej części Kosowa, zamieszkanej przez mniejszość serbską, z systemem instytucjonalnym zarządzanym przez Prisztinę. Żądanie obecności wojskowej byłoby więc odebrane jako naruszenie tego porozumienia. Rezolucja 1244 przewiduje obecność serbskich sił pod kontrolą KFOR, to fakt, ale tylko celem zapewnienia ochrony serbskiej spuścizny kulturalnej. W RB ONZ tylko dwa państwa — Rosja i Chiny — wspierają tę rezolucję, podczas gdy Zachód uważa ją za przestarzałą. Wszystko to oznacza, że nie należy spodziewać się pozytywnej decyzji, jeśli chodzi o ten punkt rezolucji" — mówi ekspert.

    Według Surlica zabójstwo Olivera Ivanovicia znów podniosło kwestię roli, jaką odegrały międzynarodowe misje w Kosowo. Oczywiście swojego celu nie dopięły:

    „Zadaniem wojskowych i cywilnych misji w Kosowie jest zapewnianie nadrzędności prawa i bezpieczeństwa wszystkich mieszkańców. Zajmują się jednak zamiast tego wzmacnianiem niezależności Kosowa" — powiedział Surlic.

    Zobacz również:

    Dokąd idą kosowskie dzieci – za mąż czy na organy?
    „Trudno będzie powstrzymać kosowizację Europy”
    Katalońskie referendum - powód do rewizji niepodległości Kosowa
    Tagi:
    Kosowo, Serbia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz