08:42 27 Kwiecień 2018
Warszawa+ 5°C
Moskwa+ 5°C
Na żywo
    Satelita na orbicie ziemskiej

    Po co Rosja, USA i Chiny uczą się zestrzeliwać satelity?

    © Fotolia / Andrey Armyagov
    Świat
    Krótki link
    Andriej Koc
    4331

    Amerykański krążownik rakietowy USS Lake Erie wypłynął w wyznaczony obszaru na północnym Pacyfiku w środku nocy. Na rufie otworzyła się pokrywa pionowego startu i rakieta SM-3, wyrzucając słup ognia, uniosła się w górę.

    Celem rakiety jest ledwo dostrzegalne na tle milionów gwiazd światełko szybko poruszające się po czarnym niebie. Po kilku minutach zgaśnie w krótkim wybuchu. Dokładnie dziesięć lat temu, 21 lutego 2008 roku, amerykańskie wojsko po raz pierwszy zestrzeliło satelitę kosmicznego antyrakietą systemu obrony przeciwrakietowej SM-3. Eksperyment dowiódł, że system ściśle „defensywny” w razie potrzeby może szybko stać się środkiem pierwszego rażenia. O specyfice tej operacji, a także o roli broni antysatelitarnej we współczesnych konfliktach zbrojnych — w materiale RIA Novosti.

    Start rakiety Falcon na Florydzie
    © REUTERS / Joe Skipper
    Narodowe Biuro Rozpoznania USA wystrzeliło eksperymentalnego satelitę szpiegowskiego USA-193 w grudniu 2006 roku z bazy Sił Powietrznych Vandenberg. Wszedł na orbitę, ale po kilku godzinach przestał odpowiadać na sygnały z Ziemi. Nie udało się przywrócić połączenia. Przez ponad rok USA-193 był uważany za kosmiczny śmieć. W styczniu 2008 roku NASA ogłosiła alarm: satelita zbliżył się do Ziemi i mógł spaść gdziekolwiek. Pikantność sytuacji dodała Federalna Agencja ds. Zarządzania Kryzysowego FEMA (amerykański odpowiednik Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych Rosji), informując, że w zbiornikach paliwowych urządzenia pozostało około 450 litrów wysoce toksycznej hydrazyny. W Waszyngtonie złapali się za głowy i zaczęli pospiesznie planować zniszczenie orbitalnej „bomby chemicznej”.

    Pentagon zasugerował rozwiązanie — zestrzelenie satelity za pomocą sterowanego pocisku SM-3 przeznaczonego do niszczenia celów powietrznych, w tym balistycznych, a także głowic bojowych na wysokościach pozaatmosferycznych. Do tej pory jego najnowsze modyfikacje stanowią trzon powstającego globalnego systemu obrony przeciwrakietowej Stanów Zjednoczonych. Zielone światło dla operacji „Burnt Frost” wydał osobiście prezydent George W. Bush. 14 lutego władze USA wydały oficjalne oświadczenie o zamiarze zniszczenia US-193 pociskiem rakietowym, zanim satelita wejdzie w atmosferę. Urządzenie mogło spaść na gęsto zaludniony obszar i pokryć chmurą trujących substancji terytorium o powierzchni dwóch stadionów piłkarskich. Postanowiono zaatakować cel, gdy obniży się do poziomu 240 kilometrów.

    W obszar wystrzału wysłano okręt klasy „Ticonderoga” USS Lake Erie wyposażony w system wykrywania, naprowadzania i kierowania ogniem Aegis. Dowództwu tego statku już udawało się zestrzeliwać na próbach imitatory głowic pocisków balistycznych przez rakiety przechwytujące SM-3. Lake Erie udał się w wyznaczony obszaru i z powodzeniem uderzył w „szalonego” satelitę poruszającego się z prędkością 7,8 kilometra na sekundę. Cała operacja od wystrzału do zniszczenia celu trwała około trzech minut. Pentagon poinformował później, że zbiornik paliwa z niebezpieczną zawartością został całkowicie zniszczony, a fragmenty satelity spaliły się w atmosferze.

    Jednak nie wszyscy zgodzili się z oficjalnym, hollywoodzkim, pięknym uzasadnieniem operacji „Burnt Frost”. Strona rosyjska nie uwierzyła w historię z hydrazyną i nalegała na wersję, że Amerykanie wypróbowali SM-3 na satelicie w celu dalszego rozwoju systemu obrony przeciwrakietowej w Europie. Z kolei Chiny uznały, że testy zostały skierowane przeciwko nim. Rok wcześniej, 11 stycznia 2007 roku, ChRL z powodzeniem zestrzeliła swojego zepsutego satelitę rakietą przechwytującą SC-19 (modyfikacja pocisku balistycznego średniego zasięgu DF-21) na wysokości około 800 kilometrów.

    „USA i innym kosmicznym mocarstwom bardzo nie spodobało się to, że Chiny pozwalają sobie na takie testy — powiedział RIA Novosti ekspert wojskowy Aleksiej Leonkow. — Chodzi o to, że wysokości 800-900 kilometrów są uznawane za tak zwany «punkt nieśmiertelności». Na tej orbicie praktycznie nie ma kosmicznych śmieci i wystrzelony tam satelita mógł bez przeszkód funkcjonować. A chińskie urządzenie po zniszczeniu rozleciało się na ogromną ilość fragmentów — około trzech tysięcy dużych kawałków, które można wyśledzić z Ziemi i wiele mniejszych. Krótko mówiąc, Chiny «zaśmieciły» niezawodną i bezpieczną orbitę. Niemniej jednak Pekinowi udało się udowodnić, że jest w stanie niszczyć cele tego typu na każdej wysokości”.

    Zobacz również:

    Pierwszy rosyjski satelita atmosferyczny „Sowa” rozpoczął testy w stratosferze
    Pierwszy na świecie satelita wydrukowany na drukarce 3D
    Pierwsza wydrukowana na drukarce 3D rosyjska satelita nadała sygnał
    Tagi:
    satelita, Chiny, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz