17:00 14 Listopad 2018
Na żywo
    Powstańcy Donieckiej Republiki Ludowej

    Kto przepowiedział wojnę w Donbasie

    © Sputnik . Siergiej Awierin
    Świat
    Krótki link
    Władimir Korniłow
    1352

    Wiosną 2009 roku ukraińskie media wydały na świat serię artykułów o „prowokacyjnych książkach" fantasy opisujących wojnę między Donbasem i Ukrainą.

    Wówczas to rzeczywiście wszystkim wydawało się fantastyką. Arsen Awakow, ówczesny charkowski gubernator, opublikował na swoim blogu wpis pod tytułem „Czy Rosjanie chcą wojny?". Przekazując w skrócie fabułę tych książek, gniewnie potępił autorów za brak znajomości faktów i logiki. Minęło zaledwie pięć lat i Awakow stał się jednym z inicjatorów krwawej operacji ukraińskich sił zbrojnych przeciwko Donbasowi. 

    „Ukraiński fantastyczny technothriller"

    Zniszczenia po nalotach w Gucie
    © AP Photo / Ghouta Media Center
    W licznych publikacjach poświęconych „prowokacjom" lekceważono fakt, że kontrowersyjne „dzieła" napisali rdzenni mieszkańcy Donbasu. Kiedy ich straszne fantazje spełniły się, publiczność zaczęła odbierać pisarzy inaczej niż fantastów. Śmiało można było ich nazwać prorokami. Po wybuchu wojny założyli i stanęli na czele związków pisarzy donieckiej i ługańskiej republik ludowych. 

    W DRL szefem związku pisarzy jest Fiodor Bieriezin, autor książki „Wojna 2010. Ukraiński front". Jego zastępcą jest fantasta Władysław Rusanow, a najaktywniejszym doradcą Georgij Sawicki, autor książki „Pole bitwy — Ukraina. Złamany trójząb". Na czele związku pisarzy ŁRL stoi Gleb Bobrow, który opisał przyszłą wojnę między Donbasem i Ukrainą w powieści „Epoka martwo urodzonych" jeszcze w 2007 roku.

    Urodzony w Stalinie (obecny Donieck), 63-letni Fiodor Bieriezin jest zawodowym wojskowym, który pełnił służbę w wojskach rakietowych. W 1991 roku przeszedł na emeryturę w randze kapitana, od tamtego czasu na stale mieszka w rodzinnym mieście i pisze powieści w gatunku, który określa jako „fantastyczny technothriller". W 2009 roku wydał powieść „Wojna 2010. Ukraiński front". W tej książce natowskie wojska przeprowadzają operację pacyfikacyjną w Donbasie przeciwko mieszkańcom, którzy stawiają im opór. Oczywiście oficjalna propaganda Kijowa próbuje przedstawić ten opór jako „rosyjską agresję", mimo że Rosja nie ingeruje. 

    Pięć lat po ukazaniu się powieści emerytowany kapitan Bieriezin wziął w ręce broń, by bronić ojczystego Doniecka. Zajmował stanowisko wiceministra obrony DRL ds. przemysłu. Jego zadanie polegało na przeprofilowaniu miejscowych zakładów, przestawieniu ich na tory wojskowe. Obecnie Bieriezin żałuje, że nie prowadził wówczas dziennika. „Ponieważ opis każdego dnia z tamtej rzeczywistości to już samodzielna powieść" — powiedział w wywiadzie dla Sputnika.

    „Z dwóch rozbitych czołgów zmontować jeden działający"

    Lider frakcji Partii Radykalnej Ołeh Laszko przemawia na posiedzeniu Rady Najwyższej Ukrainy w Kijowie
    © Sputnik . Stringer
    Wówczas powstańcy Donbasu jeszcze nie dysponowali sprzętem opancerzonym, stawiali ukraińskim zawodowym wojskowym opór co się nazywa gołymi rękoma, niekiedy zdobywając broń w walkach. „Między innymi odpowiadaliśmy za remont sprzętu wojskowego" — mówi pisarz. — Czyli naszym zadaniem było zmontowanie jednego działającego czołgu z dwóch rozbitych. Lub z trzech bojowych wozów piechoty składaliśmy jeden". Bieriezin zapoznał się również z ukraińskim transporterem opancerzonym BTR-4 odbitym przez powstańców. 

    Pisarz-fantasta jest dumny z tego, że osobiście skonstruował pierwsze moździerze dla armii DRL, która wówczas powstała. Nakazał zdjęcie moździerzy z pomnika radzieckiego pułkownika Wiktora Masłowskiego, który zginął podczas wyzwalania Donbasu 75 lat temu. To prawdziwa broń wyprodukowana w 1943 roku.

    Oto co wspomina pisarz Georgij Sawicki, który wówczas pełnił służbę pod dowództwem swojego kolegi: „Fiodor Bieriezin wziął ten moździerz, usunął farbę, rozmontował i zbadał. Czyli był to proces inżynierii odwrotnej. Dokonano pomiarów, zrobiono rysunki techniczne. Od 2014 roku seryjnie produkujemy własny moździerz. W odróżnieniu od ukraińskich moździerzy, które wybuchają, zabijają personel obsługujący z powodu wad konstrukcyjnych, nie mieliśmy żadnych usterek, żadnej rozsadzonej lufy… Ten moździerz za pomocą drona quadrocoptera atakował ukraińskie wojska, w tym na donieckim lotnisku. Ma niski poziom hałasu, nie przegrzewa się, jest precyzyjny i efektywny".

    Natomiast moździerz z 1943 roku został zmontowany z powrotem, pofarbowany, po czym wrócił na postument. 

    Mówiąc o tych książkach, Sawicki wyjaśnia: „Napisaliśmy je faktycznie jednocześnie w Doniecku i Ługańsku. Oczywiście już wówczas nakreśliła się tendencja. Straszna tendencja. Było to za rządów prezydenta Wiktora Juszczenki. Stało się jasne, w jakim kierunku wszystko zmierza".

    „Ostrzegałem was. Cholerni idioci"

    W książce mieszkańca Ługańska Gleba Bobrowa „Epoka martwo urodzonych" od Ukrainy oddzieliła się Konfederacja Wschodnia (obwód doniecki, ługański i charkowski). Ukraińskie wojska przy bezpośrednim udziale NATO rozpoczęły krwawą operację tłumienia oporu rosyjskojęzycznych regionów. Po rozprawieniu się z Noworosją, Zaporożem, Dniepropetrowskiem, wzięły się za Donbas, w którym toczy się akcja książki. Rosja nie interweniuje, ograniczając się do wsparcia technicznego i moralnego powstańczej republiki donieckiej. To wszystko zostało opisane siedem lat przed wybuchem prawdziwej wojny.

    Odpowiadając na pytania Sputnika, 53-letni urodzony w Donbasie Gleb Bobrow prosi, by nie nazywać go fantastą. W „Epoce martwo urodzonych" przede wszystkim opierałem się na dwóch filarach. Po pierwsze od osobistego, ponad dwuletniego doświadczenia zdobytego na wojnie afgańskiej w charakterze żołnierza — w piechocie, w batalionie operacyjnym, jako szeregowy strzelec wyborowy. Po drugie na ponad 20-letnich obserwacjach (osobistych, od środka) Niezałeżnej i jej społeczeństwa — w dziennikarstwie, bataliach wyborczych, w charakterze nietypowego PR-owca".

    Na pytanie, czy nie przeraża go, iż jego książka wcieliła się w życie, Bobrow odpowiada: „Nie przeraża, lecz smuci — ostrzeżenie nie zaowocowało".

    Rosyjscy kibice
    © Sputnik . Alieksiej Kudenko
    Mniej więcej o tym samym mówi mieszkaniec Doniecka Bieriezin. Odpowiadając na pytanie, czy teraz uważa siebie za fantastę po tym, jak jego dzieło zamieniło się w straszną rzeczywistość dla Donbasu, na chwilę zastanowił się: „Przecież Herbert Wells nie przestał być fantastą po wynalezieniu bomby atomowej, które przepowiedział jeszcze w 1914 roku, przed I wojną światową. Myślę, że nie specjalnie się cieszył, gdy zobaczył, że jego przepowiednia ziściła się (zmarł w 1946 roku). Też się nie cieszę. Byłoby lepiej, gdyby to wszystko zostało w książkach. Mam nadzieję, że inne moje przepowiednie nie spełnią się, gdyż mam książki o wojnach atomowych. Pracujemy w imię dobra, a przepowiednie powinny zapobiegać złym rzeczom, zawierają wezwanie do pójścia inną drogą. Przecież każdy pisarz chce zmienić świat. Piszę, by złe rzeczy nie spełniły się. Ale jednak się spełniły".

    We wstępie do swojej książki 1941 roku Herbert Wells pisze, że epitafium dla niego ma być cytat: „Ostrzegałem was. Cholerni idioci". Pisarze z Donbasu również uczciwie ostrzegali przed tym, jakie straszne skutki mogą mieć próby wywołania Majdanu, narzucenia ich regionu obcych mu idei i poglądów, podporządkowania go siłą. Ich też nikt nie posłuchał.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Tymoszenko ma plan na Donbas
    Amerykański „Global Hawk” patroluje Donbas
    Porażająca statystyka: samobójstwa ukraińskich żołnierzy w Donbasie
    ŁRL: pociąg z bronią dla żołnierzy przybył do Donbasu
    Tagi:
    wojna domowa, Arsen Awakow, DRL, ŁRL, Donbas, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz