12:35 20 Kwiecień 2018
Warszawa+ 16°C
Moskwa+ 13°C
Na żywo
    Sonia Cytrowska

    „Nie przyszłam na świat po to, by zadowalać innych”

    © Zdjęcie: Instagram page of Bodyhairmovement
    Świat
    Krótki link
    11388

    Reakcje są różne, jedni podziwiają, inni wyśmiewają. Polka, która zdecydowała się na odważny w czasach kultu idealnego, gładkiego ciała eksperyment, udzieliła Sputnikowi wywiadu na wyłączność.

    Sonia Cytrowska przeprowadziła niezwykły eksperyment i odkryła siebie. Jej zdjęcia, które sama publikuje w swoim Instagramie, w krótkim czasie obiegły cały świat. Dlaczego? Bo postanowiła „wziąć rozwód" z maszynką do golenia. Brzmi śmiesznie? Sprawa jest o wiele poważniejsza, kiedy przyjrzymy się jej bliżej. Okazało się bowiem, że tak drobny detal jest w stanie zmienić życie.

     — Dlaczego się na to zdecydowałaś i jaki jest cel Twojej akcji?

    — Mój projekt przeszedł kilka faz i każdej z nich przyświecał trochę inny cel. BodyHairMovement zmienia się razem z moimi przemyśleniami, spostrzeżeniami, ale też potrzebami.

    Pierwszym etapem było założenie bloga i Instagrama o nazwie "Eksperyment: kobieta". Wówczas kwestionowałam, czy z naturalnym owłosieniem będę w ogóle czuła się wciąż kobietą. Oswajałam się ze swoim naturalnym wydaniem i pierwszy raz w życiu szukałam kobiet podobnych do mnie. Znalazłam ich sporo, wszystkie za granicą Polski: studentki, pracownice, szamanki, pracownice korporacji, nauczycielki, żony, córki, matki, we wszystkich odcieniach skóry. To podniosło mnie na duchu, że po pierwsze: nie jestem samotna w moim pomyśle, po drugie: ktoś już przeżył przeciwstawianie się normie i nie żałuje."

    Kolejnym krokiem było całkowite zaprzestanie golenia swojego owłosienia na ciele. Wówczas moje konta przemianowałam na "O włos od prawdy" (o historii powstania tej nazwy piszę na blogu w poście "BodyHairMovement — to już rok!

    Usuwałam je od 12. roku życia, co raczej nie czyni mnie wyjątkową nastolatką i młodą kobietą na tle innych równolatek w krajach Europy. Wymóg gładkości stał się po prostu normą. Przez te 15 lat towarzyszyło mi poczucie krzywdy, że nie mogłam (lub nie umiałam) być sobą i że nigdy nie będę wystarczająco ładna, bo przecież zawsze będę miała te „okropne, szybko odrastające włosy.

    W mediach głównego nurtu nie uraczysz widoku kobiety z np. naturalnie owłosioną pachą czy łydkami. Wszystkie są perfekcyjnie gładkie. Zatem moja wiedza o tym, jak wygląda kobiece owłosione ciało oraz jakie wiążą się z tym odczucia, była żadna.  To było nie lada wyzwanie — poznać i zaakceptować nową-starą siebie.

    Następną fazą było wysłanie moich zdjęć w świat.

    Wiedziałam, że problemem w byciu „zarośniętą" nie jest tak naprawdę to, jak ja się ze sobą czuje. Ufałam sobie pod tym względem. Wiedziałam, że to jest natura, więc z czasem po prostu się przyzwyczaję. Natomiast kwestia pokazania siebie innym to był realny problem. Lęk przed odrzuceniem przez ludzi, na których mi zależy, lub wyśmianiem przez ludzi, których kompletnie nie znam, ale mogą mieć pośredni wpływ na moje życie.

    Postanowiłam, że anonimowe zapoznanie się z reakcjami w internecie będzie dobrym wstępem.

    Po pewnym czasie, kiedy już byłam bardziej przyzwyczajona do mojego wyglądu i odkryłam plusy posiadania włosów na ciele, czułam, że nie chcę się dłużej ukrywać. Narastała we mnie złość, że muszę ukrywać PRAWDZIWĄ mnie, po to, aby inni ludzie mnie akceptowali. W lipcu, na moje 28 urodziny, powiedziałam sobie: „DOŚĆ! Mam prawo być sobą! Jeśli komuś się to nie podoba, to znaczy, że nie jest nam po drodze. Nie przyszłam na świat po to, żeby zadowalać innych".

    Od tamtego momentu pokazuję twarz na moim Instagramie oraz nie zakrywam owłosionych miejsc, kiedy jestem poza domem.

    Zaczęłam wówczas otrzymywać wiadomości od kobiet/dziewczyn z różnych stron świata, które miały obawy podobne do moich. Dziękowały mi za to, że dzielę się swoją historią i pisały, że to im dodaje odwagi w ich własnej drodze ku akceptacji swojego ciała. Tak upłynęło kilka ostatnich miesięcy.

    Podsumowując, celem początkowym było pomóc sobie w zwalczeniu kompleksów, które ciągnęły się za mną przez 15 lat. Projekt rozwinął się do budowania sieci kontaktów z kobietami, które tak jak ja — myślały, że są zupełnie same na świecie z TAKIM owłosieniem. Świadomość, że nie jest się jedyną „włochatą" kobietą, pomaga przestać się obwiniać, porównywać oraz wspiera w budowaniu swojej pozytywnej samooceny.

     — Jak ta decyzja zmieniła Twoje życie?

    — Wyzbyłam się potrzeby porównywania się do kobiet na ulicy czy kobiet (lub bardziej adekwatnie: obiektów photoshopowych) z mediów. Dowiedziałam się, jaka jest historia mody na kobietę z gładkim ciałem. Osiągnęłam dojrzałość, dzięki której wreszcie mogę powiedzieć: „Nie mam ochoty brać w tym udziału, wysiadam". Teraz wiem, że jeśli ogolę moje ciało, to zrobię to w wyniku własnej OCHOTY, a nie PRESJI społecznej. Odbudowałam swoje poczucie wartości, zaczęłam doceniać moje ciało. Nauczyłam się o sobie, że jestem silną kobietą. Potrafię przezwyciężyć moje kompleksy i nie poddać się internetowemu hejtowi.

    Zamiast wstydzić się tego, że jestem mną i wyglądam jak ja — jestem z tego dumna.

     — Jak reagują znajomi i nieznajomi? Co na to rodzina? Mąż?

    — Zarówno w Internecie, jak i na żywo spotykam przeróżne reakcje. Jedni wspierają i dopingują, bo również dostrzegają problem, jakim jest brak wizerunku kobiety z naturalnym owłosieniem w mediach i bardzo duże tabu w społeczeństwie wokół tematu naturalnego owłosienia kobiety. 

    Inni szanują moją decyzję, choć nie przepadają za moim nowym wyglądem. Zdarza się również usłyszeć coś obraźliwego — na świecie sporo jest osób, które czują (według mnie dziwną) potrzebę niekulturalnego wypowiedzenia się na temat, który ich bezpośrednio nie dotyczy. Nie winię takich osób (no może za brak kultury) za to, że krytykują moje działania. Przecież ci ludzie nie przywykli do widoku owłosionej kobiety. Logiczne więc, że będą mnie z automatu traktować jak dziwadło. Moim marzeniem jest, aby namówić chociaż niektóre osoby, że zaczęły myśleć nonkonformistycznie, aby podważały utarte schematy myślowe. Żyjemy wśród wielu zasad, które są potrzebne, aby zorganizować życie społeczne. Niestety część tych zasad sprawia, że niektórzy są pokrzywdzeni.

    O reakcji mojego męża pisałam na moim blogu owlosodprawdy.wordpress.com i w postach na Instagramie już nie raz. Zapraszam czytelników do lektury.

     — Czy spotkałaś się z rozgłosem (media, organizacje)?

    — Przez blisko dwa lata mój profil i Instagram były dość zacisznym miejscem. Dwa tygodnie temu mój świat przestawił się do góry nogami. Po wywiadzie, którego udzieliłam jednej z brytyjskich agencji prasowych, na moim Instagramie i blogu pojawia się mnóstwo nowych osób. Dostaję też sporo zapytań o wywiady ze strony coraz to nowych mediów. Cieszy mnie to, bo dzięki temu mogę dotrzeć z moim przekazem do większej liczby kobiet i spełniać swoją misję.

    Równocześnie szum wokół mojego projektu bodyhairmovement, który przez kilka dni był bardzo intensywny w Internecie, pokazał mi, jak wiele jest do zrobienia w kwestii edukacji młodych kobiet (i mężczyzn) o RÓŻNORODNOŚCI ludzkich ciał, AKCEPTACJI dla tej wielości i przede wszystkim SZACUNKU między ludźmi.

    Mój wybór, który nikogo nie krzywdzi, który dotyczy wyłącznie mojego ciała, jest atakowany, moja osoba jest szykanowana, a postawa mojego męża wyśmiewana. A to tylko przez włosy, przez wygląd zewnętrzny. To pokazuje skalę problemu, jakim jest zbyt małe poszanowanie dla naturalności ciała oraz cudzych przekonań. Wierzę, że warto o tym rozmawiać.

     — Co dalej? Podzielisz się z nami planami na przyszłość?

    — Z pewnością nie zaprzestanę mojej działalności na Instagramie i blogu. Mam pewne plany na dalszy rozwój mojego projektu, ale póki co pozostawię go w tajemnicy. Reakcje internautów i ludzi, których spotykam na co dzień, zarówno pozytywne, jak i te negatywne, są dla mnie skarbnicą inspiracji.

    Odzew związany z moim projektem przerósł moje najśmielsze oczekiwania, a to pokazuje mi, że warto rozmawiać na ten temat. Często w wiadomościach jakie wymieniam z nastolatkami jak i dorosłymi kobietami pojawia się temat mojej higieny. Niektórzy na prawdę sądzą, że śmierdzę bo mam włosy pod pachami (śmiech).

    Media tak mocno wpoiły nam wizerunek "gładkiej" kobiety jako jedyny słuszny, że pojawia się wręcz potrzeba uświadamiania ludzi, że włosy nie są niczym obrzydliwym, niehigienicznym i wstydliwym, a normalną i naturalną częścią naszego życia. Usuwanie ich według mnie powinno być wyborem (ja na przykład modna fryzura na głowie czy też jej brak), a nie społecznym obowiązkiem.

    Wiem, że wśród nas są kobiety, które się nie golą od dawien dawna, ale kiedy przychodzi co do czego, to same przyznają (przynajmniej te z którymi do tej pory udało mi się nawiązać kontakt), że obawiają się odsłonić swoje ciało np. w lecie, bo nie chcą stać się obiektem kpin. Mamy jeszcze wiele do zrobienia jako społeczeństwo… Zatem do dzieła!:)

    Zobacz również:

    Dlaczego kobiety lubią brodaczy?
    Satisfaction challenge na Bajkale (dostaniesz gęsiej skórki)
    Tagi:
    golenie, BodyHairMovement, włosy, eksperyment, Sonia Cytrowska, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz