Warszawa+ 15°C
Moskwa+ 11°C
Na żywo
    Na wyzwolonych od terrorystów syryjskich terytoriach

    „Asad nie ma prawa teraz odejść”

    © Sputnik . Michael Alaeddin
    Świat
    Krótki link
    4601

    Emigrantka z Syrii, mieszkająca w tej chwili w Szwajcarii, w siódmą rocznicę wybuchu konfliktu w Syrii, opowiada Sputnikowi, czego doświadczyła w 2011 roku.

    Najpierw, jako przedstawicielka syryjskiej elity, nie sprzeciwiała się zmianie władzy po długim przebywaniu rodu Asadów u władzy, jednak była poważnie zaniepokojona rozpoczęciem tak zwanej "arabskiej wiosny".

    „Widziałam, jak to się zaczęło, jestem z pokolenia, które przeżyło początek wydarzeń w Libanie [wojna domowa w Libanie — red.]. Miałam konflikty z moimi francuskimi i syryjskimi kolegami, którzy uważali, że za miesiąc reżim upadnie i zacznie się wspaniałe życie. Zapytałam ich: Czy rozumiecie do czego to doprowadzi? Kurs syryjskiej liry upadnie, będzie 36.000 uchodźców, jak w Libanie, kraj zostanie zniszczony. Rozpętają wojnę religijną. Wtedy pomyślałam: Powiedzmy, że obalimy uprzykrzoną władzę, ale musimy pojąć, że przyszłość nas wszystkich jest zagrożona!” opowiada teraz. 

    Jednak ludzie, w tym jej bliscy, byli nastawieni euforycznie do „demokratycznych przemian”, których oczekiwali z dnia na dzień.

     „To ci, którzy byli za granicą i nie widzieli, co się naprawdę dzieje, wzywali naiwnych do wyjścia na ulice i protestowania. Mieszkałam w kraju i doskonale wiem, jak to się odbywało. Nie widziałam nadejścia demokracji. Gdy służąca z przedmieścia mówi, że jej dzieciom zapłacili 5000 lirów [wówczas około 100 dolarów — red.], żeby protestowali na ulicy, to można zrozumieć [dlaczego oni wyszli na ulice — red. ]”.

    „Widzieliśmy, że kraj zbliża się do katastrofy według zamyślonego planu”, powiedziała rozmówczyni. Wspomina, jak informowano o pierwszym „zwycięstwie” opozycji, i że chodziło o „wyzwolenie” granic z Turcją i Irakiem.

    „Stamtąd Daesh wpadł do kraju. Nie zaprzeczam, że są i syryjscy bojownicy Daesh, byli więźniowie, ale większość pochodziła z zagranicy”.

    Widok na budynek Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej w Moskwie
    © Sputnik . Maksim Blinov
    Wspomina o podróży francuskiego i amerykańskiego ambasadora do miasta Hama, które w tym czasie było głównym ośrodkiem niezadowolenia z władz syryjskich, i gdzie francuski dyplomata wyraził poparcie dla obywateli syryjskich.

    Złożone puzzle dają, według niej, wyobrażenie o scenariuszu, który zakładał nie postęp demokracji w Syrii, ale zniszczenie tego kraju.

    „Widziałam na własne oczy, jak zniszczyli mój kraj. Nikt nie chciał nic zrobić: może z niewiedzy, może to byli agenci, może okoliczności były silniejsze od nich”.

    Na początku 2012 roku miały miejsce ciągłe ataki terrorystyczne: w autobusach, w żandarmerii, na rynkach. „Kto o tym informował?”. Kobieta zwraca uwagę, że ataki terrorystyczne w miastach europejskich były w centrum zainteresowania mainstreamowych mediów, podczas gdy Syryjczycy mieli z tym do czynienia „na co dzień” i to nie był ciekawy temat.

    Prezydent Chin Xi Jinping
    © REUTERS / Axel Schmidt
    Według niej takie selektywne przekazywanie informacji trwa do teraz.

    „Dlaczego nie mówi się o pociskach spadających na ludność cywilną Damaszku, ale tylko o bombardowaniach ze strony Rosji i władz? O Wschodniej Gucie mówią codziennie, ale niech powiedzą o autobusach szkolnych, wysadzonych przez rakiety, które padają na głowy dzieci. Jednak o tym milczą. To niesprawiedliwe”. Według rozmówczyni, aby stworzyć sobie osąd o sytuacji w obcym kraju, należy przynajmniej wysłuchać obu stron.

    „Czy rząd nie powinien chronić obywateli, tym bardziej, że w Damaszku dzisiaj, po powrocie uchodźców, jest 6 milionów mieszkańców? Ale media nadal opisują, co dzieje się w obszarach, na których koncentruje się opozycja”.

    „Nie używam więcej słowa "reżim", to rząd wybrany przez ludzi” — mówi, stwierdzając co zmieniło jej zdanie. „Wiele osób twierdzi, że się mylili, nie spodziewali się, że do tego dojdzie”.

    Pytana, co myślą jej znajomi o Baszarze al-Asadzie i czy uważają, że powinien odejść od władzy, aby zakończyć rozlew krwi w Syrii, nasza rozmówczyni odpowiada stanowczo:

    „Nie chwalę władz, jestem za reformami. Ale jeśli on teraz odejdzie, stanie się zdrajcą. Teraz nie ma prawa do rezygnacji. Zdradziłby tych, którzy go wspierają, zdradziłby pamięć ofiar. A jeśli on odejdzie, to kto przyjdzie na jego miejsce?”, zastanawia się.

    Kobieta jest przekonana, że wcześniej czy później Asad opuści swoje stanowisko, ale zanim tak się stanie, musi być przynajmniej „zapewnione bezpieczeństwo w dużych miastach” i ustabilizowana sytuacja w kraju.

    Zobacz również:

    Ławrow: Rosja dobije terrorystów w Syrii
    Rosja wezwała USA do rezygnacji z „nieodpowiedzialnych planów" ws. Syrii
    Dżaafari: „ONZ przymyka oko na to, co dzieje się w Syrii"(wywiad na wyłączność)
    Amerykanie ostrzegają: Jesteśmy gotowi do działań bojowych w Syrii
    Tagi:
    kobieta, wojna, Syria
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz