03:51 23 Kwiecień 2018
Warszawa+ 10°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Statua Wolności

    Wojna handlowa z USA: Europejczycy zaatakują symbole Ameryki

    © Fotolia / olly
    Świat
    Krótki link
    Geworg Mirzajan
    5402

    Amerykański prezydent w dalszym ciągu spełnia swoje obietnice wyborcze, dane amerykańskim robotnikom.

    Chodzi między innymi o podjęcie protekcjonistycznych kroków i przywrócenie „sprawiedliwości w handlu". W rozumieniu Trumpa jest to likwidacja lub zminimalizowanie ogromnego deficytu handlowego (który wynosi 800 mld dolarów lub ponad 20% ogólnego obrotu towarowego USA).

    Według niektórych danych już w tym tygodniu Donald Trump może ogłosić wprowadzenie nowych ceł na import towarów z Chin — wartość obłożonej podatkami części eksportu jest szacowana na dziesiątki miliardów dolarów. Przypomnijmy, że niektóre cła zostały już ogłoszone — widać na ich przykładzie, że w tej wojnie handlowej Ameryka nie będzie mieć sojuszników: prezydent poinformował o podwyższeniu ceł na wwóz stali (o 25%) i na aluminium (o 10%). Ten z pozoru „siedmiomilowy" krok może jednak spowodować zmniejszenie importu do USA zaledwie o 14 mld dolarów „z centami".

    Nowe taryfy Trumpa wywołały bardzo ostrą reakcję w Europie. Unia Europejska próbowała pójść najpierw w ślady Meksyku i Kanady i przekonać USA, by wykreśliły ją z listy państw, objętych nowymi przepisami. Akcentowano przede wszystkim „braterską więź", łączącą dwa kontynenty. „Umieszczanie na tej liście Europy jest niewłaściwe. Jesteśmy przyjaciółmi, sojusznikami, współpracujemy ze sobą i nie możemy stanowić zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Tak więc mamy nadzieję, że zostaniemy z niej wykreśleni" — powiedziała komisarz europejska ds. handluCecilia Malmström.

    Na Trumpa to jednak nie podziałało — proficyt UE w handlu z USA w 2016 roku wyniósł przecież 92 mld dolarów (przy czym ponad połowa tej sumy przypada na Niemcy). „Amerykanie dobrze rozumieją, że nie ma sensu zaczynać od rozmów o wiecznej przyjaźni i partnerstwie. Wolą oni zacząć od wywarcia nacisku" — powiedział w wywiadzie dla Sputnika docent Narodowego Uniwersytetu Badawczego „Wyższa Szkoła Ekonomii" Dmitrij Oficerow-Bielski.

    Nacisk powinien być na początku niewielki, aby pokazać, że są to poważne zamiary. Trump sięgnął w tym celu po cło na produkty ze stali. Jednak nie ma zamiaru na tym poprzestać i planuje wprowadzenie ceł importowych na samochody. Unia Europejska policzyła już, że w przypadku 35-procentowych stawek roczne straty europejskich producentów samochodów wyniosą 17 mld dolarów.

    Europa ma jednak zamiar walczyć. W Brukseli przygotowano już listę amerykańskich towarów, na które może zostać nałożone cło (ich udział w ogólnym eksporcie USA do UE wynosi 8,2 mld dolarów lub 3%). Co ciekawe produkty te nie były brane „z sufitu". Europejczycy kierują się swoją logiką, opierając się na specyfice procesu podejmowania decyzji w Stanach Zjednoczonych.

    Grożą np., że wprowadzą cło na import motocyklów Harley-Davidson i burbonów z Kentucky. Towary te wybrano nie tylko dlatego, że są symbolami Ameryki.

    Siedziba Harley-Davidson znajduje się w Wisconsin — rodzimym stanie spikera Izby Reprezentantów Paula Ryana. A w Kentucky został wybrany lider większości republikańskiej w Senacie USA Mitch McConnell. Z racji specyfiki procesu wyborczego w Ameryce, duże straty, poniesione przez firmy z tych stanów bez wątpienia obniżą szanse reelekcji obydwu Republikanów, a Paul Ryan będzie ubiegać się o ponowną kadencję już w tym roku. I nie są oni jedynymi „ofiarami".

    Bruksela bardzo liczy na to, że elita republikańska wyjaśni prezydentowi Trumpowi, że toczenie wojen handlowych nie ma żadnego sensu — a jeśli nie, to wyborcy pokażą kongresmenom konsekwencje ich milczenia. 
    Rozpoczynającą się w zachodnim świecie wojnę handlową z zainteresowaniem obserwują kraje trzecie. I nie tylko dlatego, że również one mogą w niej ucierpieć. Na ich oczach niszczony jest jeden z kluczowych liberalnych mitów — o imperatywie globalnego wolnego handlu.

    Globaliści są oczywiście oburzeni inicjatywą Trumpa. „Nie ulega wątpliwości, że ryzyko eskalacji sytuacji, tworzenia barier handlowych na całym świecie obecnie wzrosło" — powiedział dyrektor generalny Światowej Organizacji Handlu (WTO) Roberto Azevedo. „Jeśli pójdziemy tą drogą, wrócić do poprzedniego stanu będzie bardzo trudno. Zasada «oko za oko» doprowadzi nas do ślepoty i wprowadzi świat w głęboką recesję" — podkreślił.

    Jednak po co się oburzać, jeśli zasada wolnego handlu żyje obecnie tylko w umysłach oderwanych od rzeczywistości liberałów? W UE tej zasady nie było nigdy — wystarczy spojrzeć na zamknięty europejski rynek produktów rolnych. Jak pisze brytyjska gazeta The Guardian „prezydent USA jest przynajmniej uczciwy, demonstrując swój merkantylizm, podczas gdy inni próbują ukryć swoje protekcjonistyczne zamiłowania".

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Chiny o wojnie handlowej z USA
    Ekspert: Damaszek odpowie na atak USA
    Konsekwencje wyjścia USA z traktatu ABM
    USA „dofinansują" Ukrainę, Gruzję i... KRLD
    „Niestabilność, zniszczenie i chaos". 15 lat USA w Iraku
    USA: Rosja podważa stosunki amerykańsko-saudyjskie
    Media o sekretnym kanale łączności na linii wywiad USA-KRLD
    Tagi:
    ograniczenia, handel, Światowa Organizacja Handlu (WTO), Unia Europejska, Donald Trump, Bruksela, Europa, Kanada, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz