05:01 27 Kwiecień 2018
Warszawa+ 6°C
Moskwa+ 6°C
Na żywo
    Wielkanocna święconka

    Polskie tradycje wielkanocne w Kaliningradzie

    © Zdjęcie : R.D.
    Świat
    Krótki link
    Grażyna Garboś
    4381

    Czy Polakom rozrzuconym po całym świecie, w tym również w Rosji, udaje się zachować tradycje?

    Większości Polaków Wielkanoc kojarzy się z różnokolorowymi palemkami, sobotnim święceniem pisanek, śmigusem-dyngusem i zapachem wielkanocnej babki. Rzecz jasna, każdy region Polski może się poszczycić dodatkowo własnymi, odrębnymi zwyczajami. A jak jest za granicą?

    Czy Polakom rozrzuconym po całym świecie, w tym również w Rosji, udaje się zachować tradycje? Poszukując odpowiedzi na to pytanie natrafiłam na informacje o bardzo prężnej działalności Narodowościowo-Kulturalnej Autonomii Polaków „Polonia" w Kaliningradzie. 

    Jej przewodniczącą jest Jelena Rogaczykowa. Polka z dziada pradziada (rodzina pochodzi z obecnych terenów Białorusi), urodzona na Łotwie, a mieszkająca w Kaliningradzie, gdzie zakończył pracę w wojsku jej ojciec. Rozmowę zaczęłyśmy oczywiście od tego, jak będzie wyglądać polska Wielkanoc w obwodzie kaliningradzkim.

    — Przygotowania do Świąt Wielkanocnych rozpoczęliśmy już dawno. Po pierwsze w naszej szkole i w naszym przedszkolu, jak zawsze, robimy palmy wielkanocne, ucząc oczywiście dzieci, w jaki sposób to było robione w Polsce w dawnych czasach. I każda z tych babć, które przychodzą razem ze swoimi wnukami opowiada, jak to było. Bo w domu dzieci nie mają zazwyczaj czasu lub chęci na obcowanie z babciami. Telewizor, komórka, czy komputer są ciekawsze, niż opowiadanie babci.

    A tu się nagle okazuje, że taka babcia jest prawdziwym skarbem i opowiada bardzo fajne i ciekawe rzeczy. Dzieci robią własnoręcznie palmy. A kiedy podczas Niedzieli Palmowej poszły do kościoła, i ksiądz powiedział, że fajne macie palmy i je pochwalił, to każdy w oczach miał taki zachwyt i był dumny z siebie.

    Osoby starsze przychodzą do nas, żeby nauczyć się dekorować dom zgodnie z polskimi tradycjami, dowiedzieć się, jak robić kwiaty z bibuły, jak udekorować jajka. Pomagają nam w tym przedstawiciele Muzeum Kultury Ludowej z Węgorzewa, którzy przyjeżdżają do nas z warsztatami.

    Organizujemy również co roku tzw. Jajko Wielkanocne  —  wielkanocne spotkanie i oczywiście dzielimy się jajkiem i składamy życzenia. A następnego dnia po Niedzieli Wielkanocnej na młode dziewczęta czeka przecież śmigus-dyngus, więc zapraszamy je do nas, gdzie tak „nieoczekiwanie" oblewamy się wodą.

    — To rzeczywiście takie prawdziwe polskie tradycje! Skąd pochodzą Polacy w obwodzie kaliningradzkim?

    — Polacy przyjechali z różnych stron, bo po zakończeniu II wojny światowej Kaliningrad został rosyjskim miastem, wówczas radzieckim. Większość ludzi z polskimi korzeniami przyjeżdżała do Kaliningradu, żeby być bliżej Polski. To Polacy z Kazachstanu, Białorusi, Ukrainy, Syberii. Trudno jest raczej powiedzieć, skąd tu nie ma Polaków.

    — Słyszałam, że jest kilka organizacji, zrzeszających Polaków.

    — W całym obwodzie kaliningradzkim jest dziewięć takich wspólnot narodowościowo-kulturalnych. Jest jeszcze więcej różnych stowarzyszeń kultury czy miłośników języka polskiego, ale są to Rosjanie i przedstawiciele innych narodowości. Wiek — od samego dzieciństwa, bo wiadomo, że jak jeden z rodziców jest Polakiem, to przychodzi razem z dziećmi.

    Generalnie ludzie zaczynają uczyć się polskiego i przychodzą na imprezy mniej więcej w wieku 3 lat, a górna granica to 90 lat. Niektórzy przychodzą na zajęcia polskiego i wcale nie są Polakami, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. A później okazuje się, że jednak mają polskie korzenie i ciągnie ich do tej kultury i do tego, żeby poznać lepiej historię swojej rodziny.

    W samym obwodzie kaliningradzkim te organizacje dzielą się według miejscowości, gdyż jest on bardzo rozciągnięty — od Bałtyjska do Sowiecka jest prawie 200 km — i kierować jedną taką centralną organizacją byłoby bardzo trudno, byłaby ona bardzo duża. Dlatego postanowiliśmy kiedyś, że założymy kilka organizacji, które ze sobą współpracują i się przyjaźnią.

    Każda z nich ma jakąś swoją „specjalizację", np. w Oziorsku więcej jest osób z Kazachstanu. Oni mają nie tylko swoją organizację, ale są taką dużą, jedną rodziną — kuzyni, wujkowie przyjeżdżają po kolei z Kazachstanu i tam się osiedlają. Mają także swój Dom Polski, który został zakupiony kiedyś przez Rzeczpospolitą Polską. W innych miejscowościach również są Polacy i wspaniale sobie radzą, jeśli chodzi o rozpowszechnianie polskiej kultury.

    — Czytałam, że bardzo dużo jest mieszanych par małżeńskich…

    — Oczywiście, bo trudno znaleźć rodzinę, która w całości składałaby się z osób jednej narodowości. Nasi przodkowie i przodkowie innych narodowości zawsze się mieszali i trudno znaleźć ludzi, którzy mieliby w 100% polską krew. Dlatego poznajemy swoją kulturę i szczerze mówiąc trudno określić, czy np. witanie chlebem i solą jest typowo polską tradycją, można by na ten temat dyskutować.

    Wszyscy Słowianie witają w taki sam sposób, to nas nie różni, tylko wzbogaca. Dlatego cieszymy się bardzo, kiedy przychodzą do nas takie rodziny i nie ma podziału, że żona idzie tam, a mąż tutaj — bo na przykład, jak organizujemy Polski Bal co jesień, to przychodzą pary małżeńskie i tańczą razem i poloneza i walca — to po prostu ich zbliża, wzbogaca ich życie rodzinne, daje także powód do dumy ich dzieciom.

    — Organizujecie wiele ciekawych imprez, w tym Festiwal Teatralny.

    — Pewnego dnia postanowiliśmy, że jeśli wszyscy lubią teatr i jeździmy do Polski na różne spektakle, to dlaczego nie możemy sami zagrać w teatrze? Wystawiamy czasami różne jasełka, scenki i improwizacje. I kilka lat temu postanowiliśmy zapoczątkować nową tradycję i powstał festiwal zespołów amatorskich „Teatralne Ciastko". Fajnie nam poszło, bo bierze w nim udział dużo osób — zarówno osoby w starszym wieku, jak młodzież oraz dzieci.

    Co roku mamy jeden taki festiwal, dlatego jest dużo czasu, żeby się przygotować. Przychodzą również osoby, które uczą się języka polskiego, czy ludzie, którzy wcale nie znają języka — daje im to możliwość poznania tej kultury, bo wszystkie spektakle są tylko i wyłącznie po polsku. Chociaż mieliśmy raz sytuację, że przyjeżdżała do nas z Polski grupa z Akademii III Wieku, która zaprezentowała swoją twórczość w języku rosyjskim. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, bo mieliśmy wspólne warsztaty teatralne i mogliśmy porozmawiać o tym, dlaczego ci ludzie interesują się teatrem i nauką rosyjskiego, a dlaczego my wybieramy te, a nie inne scenariusze i wystawiamy legendy, które można przeczytać, ale można je też zagrać i jest to jakby inny sposób poznawania tej kultury.

    Daje nam to po prostu więcej wiadomości na temat naszych korzeni i polskich tradycji.

    — Wspomniała Pani, że wyjeżdżają Państwo do Polski oglądać sztuki teatralne? Czy są to wyjazdy prywatne czy też może zorganizowane akcje?

    — I prywatne i zorganizowane, bo na przykład blisko nas jest Gdańsk i w Teatrze Wybrzeże można w czwartki porozmawiać z aktorami czy reżyserem po spektaklu. Jest także teatr w Elblągu, próbujemy wyjechać również do Warszawy, chociaż leży ona trochę dalej. Jeśli jedziemy grupą, to nie zamawiamy jakiegoś autobusu, bo nie jest to zbyt wygodne, zbiera się kilka samochodów i jedziemy w taki sposób. A bilety kupujemy przez internet, przecież w dzisiejszych czasach to nie jest żaden problem. Organizujemy takie wyjazdy bardzo często.

    — W jednym z wywiadów opowiedziała Pani historię pewnego starszego pana.

    — Pewnego dnia dostałam zaproszenie do nauki języka polskiego dla osób starszych. Myślałam na początku, że będzie to tylko dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję i tak dalej. A kiedy tam przyszłam, byłam zdziwiona, bo najmłodsza osoba miała 58 lat, a najstarsza 93. Po zadaniu pytania, dlaczego każdy chciałby nauczyć się polskiego ten właśnie pan powiedział, że w czasie II wojny światowej, kiedy wyzwalał Polskę usłyszał polską mowę, słyszał, co ludzie mówili i wpadło mu to do ucha.

    A teraz sobie o tym przypomniał, i nagle uświadomił sobie, że nie rozumiał, co oni mówili, witając go kwiatami. Bardzo chciał się nauczyć języka polskiego, żeby te słowa sobie przypomnieć i je przetłumaczyć. Dla niego było to bardzo ważne. I kiedy mógł to sobie przetłumaczyć, znając podstawowe zwroty po pół roku, był tak zaciekawiony, że chciał dalej kontynuować naukę i chciał wyjeżdżać do Polski, do tych miejscowości, które widział prawie 70 lat temu.

    Bardzo mnie cieszy, że takie starsze osoby mogą przychodzić i mają możliwość nauki języka polskiego i poznawania kultury, która jest bliska nie tylko mojemu sercu, ale także wielu innym osobom.

    Zobacz również:

    Obchody Wielkanocne w różnych krajach świata
    Syryjska Wielkanoc – święto na przekór prześladowaniom
    Nabożeństwo wielkanocne w Soborze Chrystusa Zbawiciela (wideo)
    5 tysięcy jajek wielkanocnych spadło z nieba w Texasie (wideo)
    Czego nie wiesz o Wielkanocy w Rosji?
    Pascha - smak prawosławnej Wielkanocy
    Obchody prawosławnej Wielkanocy na świecie
    Tagi:
    święta, tradycja, Polonia, język polski, Wielkanoc, kultura, obwód kaliningradzki, Kaliningrad, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz