Na drodze z Hamy do Tyszrin w Syrii

Kto stoi za nowym atakiem na Syrię?

© Sputnik . Mikhail Voskresenskiy
Świat
Krótki link
151128

Nikt nie przyznaje się do nocnych nalotów na bazy w Syrii.

Baza lotnicza Hama w Syrii
© Sputnik . Dmitriy Vinogradov
Bazy wojskowe syryjskich sił rządowych stały się celem nalotów w okolicach Hamy i Aleppo — podaje syryjska telewizja. Różne źródła informują o śmierci kilkudziesięciu osób. Choć nikt nie przyznał się do ataku, są przypuszczenia, że stoją za nimi izraelscy wojskowi.

Związane z syryjską opozycją media twierdzą, że w okolicach Hamy w wyniku nalotu zginęło około 38 żołnierzy sił rządowych, a kolejnych 57 doznało obrażeń. Według innej informacji pochodzącej od bazującego w Wielkiej Brytanii „Syryjskiego Obserwatorium ds. Praw Człowieka", celem ataku był skład, w którym przechowywano rakiety, a ofiarą padło 26 osób — głównie Irańczycy i Irakijczycy.

Jak informuje izraelska gazeta Harretz, obiekty, które stały się celem nalotu, wykorzystywane są zarówno przez syryjskie wojsko rządowe, jak i przez żołnierzy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Zgodnie z danymi libańskiej gazety „Al-Akhbar" w bazach tych znajdują się składy rakietowe. Wszystko wskazuje na to, że obiekty wykorzystywane są głównie przez proirańskie oddziały szyickie.

S-300
© Sputnik . Russian Defence Ministry
Kto właściwie przeprowadził atak, nie wiadomo. Syryjska gazeta „Tishreen" informowała na swojej stronie w sieciach społecznościowych, że z baz USA i Wielkiej Brytanii na północy Jordanii odpalono dziewięć rakiet balistycznych. Inne źródła nie potwierdzają jednak tej informacji, a amerykańskie źródła zaprzeczają, by kierowana przez nich koalicja brała udział w tych wydarzeniach. Dojrzewa za to wersja, że nalot jest dziełem rąk Izraela, choć Tel Awiw nie potwierdza (ale też nie neguje) swojego udziału w nalotach.

Dywizja rakietowych systemów przeciwlotniczych S-300 Faworit
© Sputnik . Ministry of Defence of the Russian Federation
Wcześniej w niedzielę szef Ministerstwa Obrony Izraela Avigdor Lieberman dał do zrozumienia, że jego kraj nie zawaha się wszcząć operacji w Syrii. „Nie mamy zamiaru atakować Rosji, ani też ingerować w sprawy wewnętrzne Syrii — mówił Lieberman — Ale jeśli ktoś sądzi, że można odpalać rakiety albo atakować Izrael lub nasze samoloty, bez wątpienia odpowiemy tym samym, a nawet z większą siłą".

Wiadomo, przeciwko jakiemu obiektowi zamierza walczyć na syryjskiej ziemi Izrael. W niedzielę Avigdor Lieberman oświadczył, że jego kraj ma trzy problemy: „Iran, Iran, Iran". Słowa te są chyba najlepszą ilustracją obaw Izraelczyków przed potencjalnym umocnieniem się Teheranu na syryjskim terytorium w bezpośrednim sąsiedztwie państwa żydowskiego. Przed swoją wizytą w USA, która właśnie dobiegła końca, minister Lieberman oświadczył, że jeśli Iran zaatakuje Tel-Awiw, Izrael „uderzy w Teheran i zniszczy każdy obiekt wojskowy w Syrii, który zagraża Izraelowi".

Zobacz również:

Trump wybiera się do Jerozolimy na otwarcie ambasady USA
Atak na Syrię: „To się tak prędko nie skończy"
Mistyfikacja w syryjskiej Dumie: Zachód nie dba o dowody
Tagi:
naloty, Avigdor Lieberman, Izrael, Iran, Syria
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz