17:09 14 Listopad 2018
Na żywo
    Protesty w Teheranie

    „Machina czasu" Donalda Trumpa

    © AFP 2018 / Atta Kenare
    Świat
    Krótki link
    2170

    Parę dni temu były szef wywiadu Izraela Tamir Pardo oświadczył, że premier Binjamin Netanjahu szykował atak na Iran w 2011 roku. Pardo podkreślił, że rozkaz przygotowania ataku nie miał charakteru ćwiczeniowego. Tel-Awiw planował w ciągu 15 dni przeprowadzić atak, do którego jednak nie doszło.

    No i co z tego? Oświadczenie izraelskiego byłego szefa wywiadu nie jest historyczną sensacją — eureką dla profesjonalnych historyków. Wszyscy dobrze pamiętają, jak w 2011 roku sytuacja wokół Iranu, a dokładnie jego programu nuklearnego, rozpaliła się do czerwoności.

    Rozmowy w sprawie programu jądrowego trwające w tamtym momencie już osiem lat zabrnęły w ślepą uliczkę. W okresie od 2006 do 2010 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła sześć rezolucji potępiających Iran za jego program jądrowy wymykający się kontroli MAEA oraz niechęć do szukania kompromisów w czasie rozmów. Cztery spośród tych dokumentów obejmowały międzynarodowe sankcje gospodarcze przeciwko Iranowi. Fakt, że nakładane restrykcje były niewystarczające, żeby skłonić Teheran do „zejścia na ziemię".

    Sprawa wyglądała tak, że „wachlarz możliwości" politycznego uregulowania irańskiego problemu nuklearnego stopniowo się zawężał. Izrael i USA zaczęły szykować się do siłowego rozwiązania kwestii Iranu. Warto przy tym zauważyć, że „wojskowe scenariusze" od dawna leżały na stołach izraelskich i amerykańskich władz.

    Iran
    © AP Photo / Vahid Salemi
    Cieszący się uznaniem izraelski komentator polityczny Ben Kaspit, znany ze swoich związków z kierownictwem kraju, mówił w 2011 roku, że w ostatnim czasie z inicjatywy szefa rządu Binjamina Netanjahu znacznie udynamiczniły się przygotowania do „ataku na Iran". Według jego informacji w danej kwestii premier ma pełne poparcie ministra obrony Echuda Baraka. Znany działacz polityczny Izraela, urodzony w Iranie ówczesny lider partii „Kadima" Szaul Mofaz uważał, że Izrael powinien w pojedynkę siłą zlikwidować irańskie zagrożenie nuklearne.

    1 marca 2011 roku nadszedł komunikat, że dowódca Sił Powietrznych USA Norton Schwartz oświadczył, że jego podwładni opracowali plan operacji wojskowej przeciwko Iranowi. Zgodnie z planem opracowywano trzy scenariusze:

    — Jednoczesny atak na jeden lub kilka obiektów atomowych;

    — Ograniczone pod względem trwania (2-5 dni) i zakresu naloty na strategiczne obiekty infrastruktury jądrowej, wyrzutnie rakietowe, środki obrony przeciwlotniczej, lotniska, bazy morskie, punkty łączności;

    — Wielodniowa zakrojona na szeroką skalę operacja lotnicza przewidująca zmasowane naloty w celu pełnego zniszczenia obiektów jądrowych i dużej części infrastruktury wojskowej Iranu („scenariusz jugosłowiański").

    Amerykańscy wojskowi brali przy tym pod uwagę możliwość użycia najcięższego niejądrowego pocisku — nowej bomby o wadze 13,5 ton, potrafiącej niszczyć podziemne obiekty jądrowe przeciwnika zabezpieczone grubym 65-metrowym betonem. Amerykańskie siły powietrzne planowały ponadto udostępnić swoje „latające cysterny" izraelskim myśliwcom rzuconym do walki w celu zniszczenia infrastruktury jądrowej Iranu — jeśli zajdzie taka konieczność. Rzeczywiście, zarówno Jerozolima, jak i Waszyngton z zapałem przyjęli pomysł siłowego rozwiązania kwestii Iranu. Mało tego, amerykańscy i izraelscy wojskowi razem i oddzielnie przeprowadzali ćwiczenia i szkolenia, wypracowując rozmaite scenariusze działań bojowych przeciwko Iranowi. Przy czym, najwyraźniej, operacja wojskowa na lądzie według „irackiego scenariusza" nie była brana pod uwagę z racji jej utopijnego charakteru związanego ze specyfiką ówczesnej sytuacji na arenie międzynarodowej i regionalnej oraz warunków panujących w Iranie.

    Szczyt NATO w Brukseli
    © Sputnik . Alexey Vitvitsky
    Jedynym wyjątkiem mogła być operacja desantowa w Cieśninie Ormuz (jego blokadą niejednokrotnie groził Teheran) i w przypadku jej powodzenia kontrola żeglugi w tym regionie.

    Planów było wiele. Nie bez powodu w 2011 roku prasa światowa i poważne instytucje w różnych krajach podawały dokładną datę ataku na Iran.

    Ale w latach 2011-2012 Unia Europejska, a w ślad za nią USA nałożyły na Iran „miażdżące" (zdaniem Hillary Clinton) sankcje, które zmusiły irańskie kierownictwo do zastanowienia się nad przyszłością. Atak wojskowy został odwołany, zastąpiono go ciosem finansowo-gospodarczym — sankcjami przeciwko Teheranowi. Cios dopiął swego. Zapaść irańskiej gospodarki zmusiła Teheran do wniesienia korekty do swojej polityki.

    Na urząd prezydenta Islamskiej Republiki Iranu został wybrany Hassan Rouhani — niewykluczone, że jedyny spośród irańskich polityków działacz zdolny do osiągnięcia porozumienia ze wspólnotą międzynarodową w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Prezydent Rouhani doskonale poradził sobie z postawionym przed nim zadaniem, stając się jednym z rodziców Wszechobejmującego Planu Działań (czyli irańskiego porozumienia nuklearnego — red.). Świat i Bliski Wschód odetchnęły z ulgą — wojna przeciwko Iranowi odeszła w zapomnienie.

    Minęły zaledwie trzy lata. W Waszyngtonie nastały nowe czasy. Prezydent USA Donald Trump rozsadził porozumienie nuklearne. A dalej? Dalej historia się powtarza. Donald Trump jak na maszynie czasu cofnął sytuację wokół Iranu do początku drugiego dziesięciolecia trwającego stulecia. Sytuacja wokół irańskiego programu nuklearnego wraca do lat 2011-2012. Czyli do tej konfrontacji z Iranem, którą opisano powyżej.

    Dzięki Trumpowi wszystko się powtarza. Dlatego niedaremne było przypomnienie trzech wariantów ataku wojskowego na Iran opracowywanych w warunkach ostrej konfrontacji z Iranem. One niestety mogą się ziścić, być może nie dziś i nie jutro, lecz po tym, jak Teheran, rozzłoszczony polityką Trumpa i zerwaniem porozumienia nuklearnego, powróci do swojego programu atomowego już bez żadnych umów i inspektorów MAEA: znów rozpocznie prace nad bombą atomową, co oczywiście cofnie nas do niespokojnego okresu konfrontacji wojskowej z Iranem, brzemiennego w katastrofalne skutki dla Bliskiego Wschodu i dla całego świata.

    Niewykluczone, że właśnie to był prawdziwy zamiar prezydenta USA Donalda Trumpa.

    Zobacz również:

    Netanjahu: Izrael jest gotowy do zaatakowania syryjskiej armii
    Amerykańskie cła importowe: gdzie dwóch się bije, trzeci korzysta
    Sankcje USA zagrażają biznesowi w Iranie – jak reagują firmy?
    Tagi:
    atak, MAEA, Donald Trump, Izrael, Iran, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz