01:01 23 Listopad 2019
Smog w mieście

Ludzie się duszą, a sprzedawcy powietrza zarabiają

© AP Photo / Mikhail Metzel
Świat
Krótki link
Autor
2017
Subskrybuj nas na

Dziewięć na dziesięć osób na planecie oddycha smogiem, rocznie z tego powodu umiera 7 mln osób.

Szczególnie cierpią państwa azjatyckie i już pojawili się tam sprzedawcy powietrza. Dla niezamożnych mieszkańców Chin i Indii jest to obowiązkowy wydatek. Na powietrze w butelkach wydaje się więcej pieniędzy niż na wodę. 

Kto i ile na tym zarabia oraz dlaczego ludzie muszą płacić za tlen?

40 dolarów za butlę

Jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków dla sprzedawców powietrza są Chiny z jego półtoramiliardową ludnością spowiniętą smogiem. Oddychają przez maski i szaliki, ale to nie pomaga. W 2008 roku władze spróbowały rozpędzić ciągły smog nad Pekinem przed letnią Olimpiadą. Nie udało się. Atmosferę zanieczyszcza 17 mln samochodów i mnóstwo zakładów produkcyjnych. I to wszystko w warunkach bardzo wysokiej wilgotności. Zawartość niebezpiecznych dla zdrowia twardych cząstek RM2,5 w atmosferze wynosi około 500 mkg na m3. To prawie 20-krotnie więcej od normy WHO.

Zawiesina przedostaje się głęboko do płuc i układu krążenia, powodując wylewy, choroby serca, raka płuc, przewlekłą obturacyjną chorobę płuc oraz choroby układu oddechowego, w tym zapalenie płuc. 

Władze próbują coś z tym zrobić: zakazują w parzyste dni wjazdu na drogi samochodów z numerem rejestracyjnym kończącym się na liczbę nieparzystą i odwrotnie, zamykają place budowlane, ale nic to nie daje. 

Podatek od świeżego powietrza

W 2016 roku na problemie postanowił zarobić startup z Kanady VitalityAir, proponując klientom pojemniki „ze świeżym powietrzem skalistych gór". Butla na 80 oddechów kosztuje 13 dolarów, na 150 — 23. Trudno nazwać ten produkt dostępnym.

Butelka wody mineralnej w Chinach kosztuje 50 razy mniej, a przeciętne wynagrodzenie wynosi 450-500 dolarów miesięcznie. Tym nie mniej popyt na nowość był ogromny: pierwszą partię składającą się z 500 butelek firma wyprzedała zaledwie w ciągu 4 dni.

Natomiast druga składająca się z 5000 została wyprzedana na etapie przedsprzedaży. 

Na smogu zarabia miejscowy biznes. Właściciel jednej z restauracji w prowincji Jiangsu na wschodzie kraju przez jakiś czas pobierał od klientów pieniądze za możliwość delektowania się posiłkiem „na świeżym powietrzu". Po zainstalowaniu specjalnych filtrów do powietrza w lokalu doliczał do rachunku dodatkową opłatę w wysokości jednego juana. Zresztą niebawem opłata za „narzuconą usługę" została cofnięta — oburzeni klienci zawalili skargami miejscową administrację. 

Startup nie ukrywa: smog jest dla nich najlepszą reklamą. Gdy tylko robi się nie do zniesienia, Chińczycy dosłownie zaczynają szturmować sklep internetowy. Obecnie Kanadyjczycy sprzedają około 20 tys. butli miesięcznie i liczą na dwukrotny wzrost sprzedaży. 

Przyszłościowe rynki 

Po sukcesie w Chinach VitalityAir pojawiła się na indyjskim rynku. W Nowym Delhi sytuacja jest niewiele lepsza niż w Pekinie bądź Szanghaju — poziom zanieczyszczenia powietrza przekracza zalecane maksimum prawie 40-krotnie. Mieszkańcy nazywają miasto „komorą gazową".

Powietrze sprzedają tam w butlach o pojemności 3 i 8 litrów za 20 i 40 dolarów odpowiednio.

„Opakowanie składające się z pięciu butli po 10 litrów to wspaniały sposób na uzupełnienie zapasów tlenu" — czytamy w opisie towaru na indyjskim Amazonie. 

Nasze kluczowe rynki — Chiny, Indie, Wietnam i Korea Południowa. Po prostu dajemy ludziom możliwość doświadczenia tego, co jest dla nich niedostępne, czyli oddychania czystym powietrzem — mówi założyciel firmy Moisei Lem.

Rolnictwo powietrzne

Za przykładem Kanadyjczyków poszły startupy z Szwajcarii i Australii — sprzedają kanistry z powietrzem górskim. Na przykład australijska Green & Clean oferuje powietrze z Gór Błękitnych. Opakowanie czterech butli kosztuje 35,20 dolara, każda po 7,5 litra. 

Obserwatorium TESS
© Zdjęcie : NASA / Goddard Space Flight Center
Natomiast brytyjska Aеthaer, której założyciel nazywa siebie „rolnikiem powietrznym" pracuje w segmencie premium i skupia się na zamożnych klientach: butla o pojemności 580 ml wypełniona powietrzem ze zboczy górskich Dorset kosztuje 140 dolarów. Część zysku ze sprzedaży przedsiębiorca inwestuje w produkcję tańszego wyrobu cieszącego się popularnością na rynkach azjatyckich — masek oddechowych. 

„Sprzedajemy powietrze tym, którzy mogą sobie na to pozwolić a maski — pozostałym" — zauważa przedsiębiorca. 

Klientami takich firm są mieszkańcy metropolii, przeważnie w Azji i na Bliskim Wschodzie. Smog jest udręką państw rozwijających się, gdzie szybki wzrost przemysłowy niszczy środowisko.

Czy to coś daje?

Przedsiębiorczy sprzedawcy przypominają: świeże powietrze oczyszcza płuca, zapewnia przypływ energii, normalizuje ciśnienie i tętno. Nie wiedzą jednak, jak często trzeba zaciągać powietrze z butelek. 

„Prawdopodobnie 10 oddechów dziennie" — proponuje Vitality Air. Firma przyznaje: nie zamawiała badań odnośnie realnej korzyści dla zdrowia płynących z ich produktu. Zresztą niezależnych badań na ten temat również nikt nie widział. „We współczesnej medycynie nie ma danych o zaletach czystego powietrza w niewielkich ilościach" — podkreśla Green & Clean. 

Czy butelkowane powietrze rzeczywiście pomaga? „Nie ma na to żadnych dowodów" — twierdzą specjaliści z Imperial College London. Co do tego, że jest to nic więcej jak tylko marketing jest przekonana Światowa Organizacja Zdrowia — czystym powietrzem trzeba oddychać cały czas. 

Tym czasem, jak stwierdza WHO, powietrze ciągle zanieczyszcza się. Jego sprzedawcy zacierają ręce i noszą się z nowymi planami komercyjnymi. Jednym z pomysłów jest „plecak” z powietrzem, którego wystarczy 8-godzinny dzień pracy.

Zobacz również:

Toalety wzniosły się w powietrze i odleciały
Czyste powietrze może szkodzić planecie
O ile lat zanieczyszczone powietrze skraca nam życie
Smog okrył polskie miasta (wideo)
Smog to nie zmora, a smutna rzeczywistość
Tagi:
środowisko, powietrze, biznes, smog, zdrowie, Indie, Chiny, Zachód
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz