09:28 19 Grudzień 2018
Na żywo
    Amerykański atak rakietowy na Damaszek, SyriaPrezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podczas wizyty w bazie wojskowej Fort-Dram

    Opinia: Trump będzie bombardować Damaszek, bo nie ma innego wyjścia

    © AP Photo / Hassan Ammar © REUTERS / Carlos Barria
    1 / 2
    Świat
    Krótki link
    Iwan Daniłow
    261243

    Telewizja CNN poinformowała, że amerykańska generalicja i służby specjalne już sporządziły listę celów w Syrii, które zostaną zbombardowane po tym, jak syryjska armia po raz kolejny zostanie oskarżona o użycie broni chemicznej przeciwko cywilom i tak zwanej „umiarkowanej syryjskiej opozycji".

    W tym konkretnym przypadku realna sytuacja w ogóle nie ma żadnego znaczenia: najwyraźniej zbombardują niezależnie od okoliczności. Co więcej żaden wpływ informacyjny a nawet ujawnienie i podanie do wiadomości publicznej całego mechanizmu przygotowania kolejnej „chemicznej prowokacji" nie powstrzymają amerykańskich wojskowych i waszyngtońskich „jastrzębi".

    W pewnym sensie chodzi tu nie o Asada i nawet nie o syryjski konflikt w ogólnym zarysie. Niestety Syrię zbombardują wyłącznie na potrzeby amerykańskiej polityki wewnętrznej. Naloty nie są niezbędne, ale w tej chwili takiego scenariusza można uniknąć tylko, jeśli w amerykańskiej agendzie wewnątrzpolitycznej i informacyjnej pojawi się temat, który na kilka miesięcy całkowicie przyćmi „syryjską kwestię".

    Niestety wyciek na temat już zatwierdzonych planów nalotów zorganizowany przez CNN to swojego rodzaju szantaż wizerunkowy, którego bezbronną ofiarą padnie prezydent USA. Trump znalazł się w bardzo niewygodnej sytuacji: gdy Białe Hełmy przy wsparciu i pod kierownictwem brytyjskich służb specjalnych zorganizują kolejną prowokację w Syrii, nie będzie miał możliwości uniknięcia ataku i eskalacji konfliktu, oświadczając coś w stylu: „Sztab Generalny po namyśle postanowił, że nie trzeba tego robić".

    Wojska rządowe obok portretu prezydenta Syrii Baszara al-Asada
    © AFP 2018 / Youssef Karwashan
    Po wycieku CNN, rezygnacją z nalotu na Damaszek w odpowiedzi na (wyraźnie fejkowy) incydent z użyciem broni chemicznej media, a także wszelacy senatorzy i kongresmeni obarczą Trumpa, który po raz kolejny zostanie oskarżony o współpracę z Kremlem. To niewielki problem, ale obecne zaostrzenie się syryjskiego kryzysu przypada na okres maksymalnej niepewności pozycji amerykańskiego przywódcy: w USA pełną parą trwa kampania wyborcza, natomiast „prawybory" odbędą się już za miesiąc. 

    Jeśli amerykański przywódca zrezygnuje z bombardowania Syrii, można będzie śmiało prognozować: inscenizowane kadry z „umierającymi po zatruciu sarinem syryjskimi dziećmi" będą emitowane przez wszystkie amerykańskie kanały w ciągu całej kampanii wyborczej z towarzyszącym komentarzem, że Putin na pewno ma materiały kompromitujące Trumpa, skoro ostatni nie chce ukarać „krwawego Asada" i „pokazać Putinowi amerykańskiej potęgi".

    Z punktu widzenia obecnej waszyngtońskiej administracji nie można dopuścić do takiego ryzyka, dlatego Syria najprawdopodobniej zostanie zbombardowana, przy czym na pokaz i z maksymalnym nagłaśnianiem w mediach, wielokrotnym wyolbrzymianiem wyrządzonych szkód i strat syryjskiej strony. Co więcej w interesach oficjalnego Damaszku byłoby zgranie się z Trumpem w tym spektaklu — w przypadku, jeśli ostatni rzeczywiście będzie potrzebował tylko show medialnego na potrzeby krajowe. 

    Na szczęście bezlitosna logika polityczna amerykańskiej kampanii wyborczej radykalnie zmniejsza szansę na to, że Waszyngton zechce czegoś więcej, niż tylko kolejnej punktowej demonstracji siły, po której można będzie ogłosić zwycięstwo nad wrogiem i przywrócenie sprawiedliwości. Ogłoszenie próby zmiany rządów w Damaszku lub wybuch kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie z bezpośrednim amerykańskim udziałem, a także wyrażenie gotowości do starcia zbrojnego z Rosją w celu usunięcia Asada — to wszystko jest niezawodnym przepisem na przegranie wyborów.

    Przecież „jądro elektoralne" Trumpa słusznie odbierze każde z tych oświadczeń jako dowód na zdradę ze strony prezydenta. Przy czym właśnie poparcie „jądra elektoralnego”, które pójdzie za Trumpem na koniec świata, jest jego jedynym realnym zabezpieczeniem przed impeachmentem. Wychodząc z powyższych założeń można prognozować, że Amerykanie przeprowadzą naloty na Damaszek, natomiast raczej nie zdecydują się na działania zbrojne w Syrii w celu odwrócenia biegu wojny domowej i wyrwania zwycięstwa z rąk rosyjsko-syryjskiej koalicji. W tym jest duża zasługa rosyjskiej armii, a także rosyjskiego kierownictwa politycznego, które przez wiele lat nie szczędziło sił i środków na rozwój uzbrojenia, a zwłaszcza tak zwanej „triady jądrowej".

    Jedyna rzecz, którą Amerykanie mogą sobie zapewnić w Syrii, to głęboka moralna satysfakcja oraz powód do mówienia, że wygraliby, gdyby im bardzo zależało. Można mieć stuprocentową pewność, że za kilka lat Hollywood nakręci serię blockbusterów o bohaterskich zwycięstwach amerykańskich służb specjalnych w Syrii nad rosyjskimi, irańskimi i syryjskimi „dzikusami z kałasznikowem" i już w roku 2020 przeciętny obywatel USA będzie przekonany, że syryjską wojnę wygrały USA, tak samo, jak obecnie wierzą, że pokonały Wietnam. Nic nie da się tu zrobić: epoka postprawdy już nadeszła, a my niestety na razie nie mamy własnego odpowiednika Hollywoodu do masowego włamywania się do umysłów mieszkańców innych państw. 

    Koniec końców główne zwycięstwo znajduje się na płaszczyźnie fizycznej, a nie informacyjno-wirtualnej i co najmniej w syryjskiej wojnie to zwycięstwo jest już blisko. Co więcej: zwycięstwo okazało się korzystne z gospodarczego punktu widzenia. Dzięki sukcesom w Syrii Rosja uniemożliwiła realizację projektu katarskiego gazociągu do Europy, przeprowadziła świetną operację marketingową i zwiększyła eksport broni na Bliski Wschód i najważniejsze — była w stanie w praktyce udowodnić graczom regionalnym takim jak Arabia Saudyjska, że z Kremlem da się korzystnie i bezpiecznie porozumieć w istotnych kwestiach. Na przykład na temat wspólnej kontroli nad światowym rynkiem ropy naftowej. W tym świetle prawdopodobna „bombowa” amerykańska akcja PR to przykry drobiazg, który w gruncie rzeczy niczego nie zmieni.

    Rosja wypiera USA z kluczowego regionu planety.  

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    CNN: Stany Zjednoczone sporządziły listę celów ewentualnych ataków na Syrię
    Ławrow: Nie mamy wątpliwości, w Syrii szykuje się prowokacja
    Trump o jedynym błędzie, jaki popełnił w 2016 roku
    Czy Syria posiada broń chemiczną?
    Tagi:
    inscenizacja, wojna w Syrii, atak chemiczny, Donald Trump, Syria, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz