Widgets Magazine
01:10 18 Sierpień 2019
Apokalipsa

Koniec świata w 2019: czy zagłada naszej planety jest możliwa?

CC0 / Pixabay
Świat
Krótki link
258

Tradycje witania końca świata na Rusi mają wielowiekową historię. Dzisiaj, w dobie wszechobecnego Internetu i przygotowań do lotu na Marsa, bezsensowne wydaje się oczekiwanie na Antychrysta lub upadek sklepienia niebieskiego.

Koniec świata prezentowany nam jest na podstawie całkiem sensownie brzmiących faktów z zakresu astronomii, zaprawionych przepowiednią znanej w określonych kręgach Matrony Moskiewskiej.

Od naukowców wiemy, że do naszej planety zbliża się asteroida 2002 NT7 o średnicy aż dwóch kilometrów. Od jasnowidzącej z kolei wiemy, że:

Wierzących będzie mało, życie będzie coraz mniej znośne. Naród będzie dosłownie pod hipnozą. Nadejdzie czas, kiedy położą przed wami krzyż i chleb i powiedzą — wybierajcie! Ofiar dużo będzie. Bez wojny umrzecie. Wszyscy na ziemi leżeć będziecie. Wieczorem wszystko będzie na ziemi, a jak rankiem powstaniecie — wszystko zapadnie się pod ziemię. Bez wojny wojna nadciąga!.

Co ciekawe, pomimo niezaprzeczalnego charakteru dowodów od cieszącej się uznaniem Matrony, niektórzy uczeni grymaszą i usiłują uciec od nieuchronnej zagłady. Uczeni z Tomskiego Uniwersytetu Państwowego uważają, że zagłada cywilizacji w wyniku upadku asteroidy o nudnej nazwie 2002 NT7 już nam nie grozi. Ich obliczenia pokazały, że ciało niebieskie ominęło Ziemię 13 stycznia 2019 roku, rozmijając się z nią na odległości jakichś 61 milionów kilometrów i w tym stuleciu więcej się nie pojawi.

Docent Tatiana Gałuszkina podawała, że w 2002 roku naukowcy z całego świata dopuszczali ewentualność zderzenia naszej planety z 2002 NT7 i nawet obserwowali jakiś czas ruch ciała niebieskiego. Później okazało się jednak, że asteroida rozminie się z Ziemią na ogromnej odległości, i zainteresowanie nią przygasło. NASA odniosła się do asteroidy jeszcze bardziej obojętnie, usuwając ją z listy potencjalnie niebezpiecznych dla naszej planety od razu po tym, jak została odkryta w 2002 roku.

Generalnie istnieje pewne prawdopodobieństwo tego, że Ziemianie zginą w wyniku kataklizmu na skalę kosmiczną. Naukowcy z Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego opowiedzieli o jeszcze jednej asteroidzie, która przybliży się do Ziemi za 10 lat. Ale Apofis — właśnie tak nazwano tę ogromną bryłę z głębin kosmosu — może zderzyć się z Ziemią dopiero w 2068 roku. Masa obiektu wynosi 50 milionów ton, średnica — 325 metrów. Dyrektor generalny Ośrodka Obrony Planetarnej Anatolij Zajcew (tak, jest takie odpowiedzialne stanowisko) uważa, że zagłada może nastąpić w każdym momencie i należy mieć się na baczności. Zapytany, jak uniknąć kontaktu z Apofisem, obrońca naszej planety odpowiedział rzecz następującą:

„Jeden z wariantów to po prostu podlecieć do asteroidy i zderzyć się z nią. Biorąc pod uwagę stan współczesnych technologii, masa aparatu kosmicznego, który mógłby się z nią zderzyć, będzie wynosić kilka ton. Tego wystarczy, żeby asteroida rozminęła się z Ziemią".

Aleksander Bagrow reprezentujący Instytut Astronomii RAN w ogóle uważa, że nie ma, o czym mówić, bo przez ostatnie 10 tysięcy lat nie dochodziło do żadnych zderzeń asteroid z Ziemią. Jego zdaniem sięganie po ten temat ma na celu straszenie ludności i tworzenie sensacji. Wobec czego oficjalna nauka nie pozwala na koniec świata i jedna tylko Matrona Moskiewska może tu coś zmienić.

Zobacz również:

Koniec świata: To już dziś?!
Koniec świata tuż-tuż
NASA pokazała, jak wygląda koniec świata
Tagi:
apokalipsa, koniec świata, Matrona Moskiewska, Ziemia, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz