Widgets Magazine
21:09 18 Październik 2019

69 lat temu radziecki niszczyciel po raz pierwszy zestrzelił zwiadowcę USA

© Zdjęcie: Public domain/M vitek
Świat
Krótki link
5781
Subskrybuj nas na

Dane wydarzenie historycy oceniają jako „pierwsze ofiary zimnej wojny". I chyba mają rację. W 2000 roku doktor nauk historycznych Aleksander Orłow napisał artykuł „Wywiad powietrzny USA nad terytorium ZSRR w latach 1950-55” dla czasopisma „Nowa i najnowsza historia”. Zauważył w nim, że po zakończeniu II wojny światowej amerykański wywiad lotniczy i CIA usiłowały na wszelkie sposoby ujawnić obiekty wojskowe na terytorium ZSRR.

Kreml, Moskwa
© Sputnik . Maksim Blinov
Loty amerykańskich samolotów szpiegowskich zaczęły się w 1946 roku i dyplomatyczne ostrzeżenia były wielokrotnie ignorowane. Wszystko odmieniło się w kwietniu 1950 roku.

„Ósmego kwietnia o 17:30 odnotowano naruszenie granicy na południe od Lipawy. Amerykański samolot B-29 wciął się na terytorium ZSRR na głębokość 21 kilometrów. Żądanie naszych myśliwców, by „za nimi poszedł”, zignorował i otworzył ogień. Po tym, jak myśliwiec lecący na przodzie otworzył ogień odwetowy, samolot skręcił w stronę morza i zniknął” - czytamy w dzienniku naruszeń granicy państwowej.

W raporcie prowadzącego grupę myśliwców przechwytujących Ła-11, starszego lejtnanta Dokina czytamy: „W czasie pełnienia dyżuru o 17:22 otrzymałem rozkaz startu. Po starcie odebrałem rozkaz osiągnięcia pułapu 4000 metrów i obrania kursu 360 stopni. O 17:30, w odległości 8 km na południe od Lipawy spotkałem się z czterosilnikowym samolotem z amerykańskimi znakami identyfikacyjnymi, który leciał kursem 135 stopni. Kiedy zobaczyłem samolot, podleciałem do niego od tyłu z prawa i przekazałem drugiej parze, starszego lejtnanta Gierasimowa, żeby ta zmusiła naruszyciela do lądowania. Gierasimow wysunął się na czoło i, chyląc się, skręcił gwałtownie w lewo. Naruszyciel obrał kurs 270 stopni – w kierunku morza – i za parą starszego lejtnanta Gierasimowa nie poszedł. Oddałem wówczas salwę ostrzegawczą – 12 pocisków. Naruszyciel zaczął strzelać we mnie. Widząc to, lejtnant Tiezjajew z samolotu prowadzonego wystrzelił w naruszyciela salwę. Ten gwałtownie obniżył lot i wszedł w chmury. Najprawdopodobniej samolot spadł w odległości 5-10 km od brzegu”.

Raport ten dopełnia informacja ministra floty Jumaszewa, że dwa dni po incydencie inny pilot, podpułkownik Filonowicz widział na powierzchni morza tłustą plamę. Jumaszew donosił także, że Amerykanie prowadzą aktywne poszukiwania między Gotlandią i Bornholmem, co daje podstawy ku temu, by sądzić, że „w samolocie znajdują się ważne tajne dokumenty i cenny sprzęt”. Ze strony ZSRR poszukiwania samolotu prowadziły też cztery trałowce i nurkowie. Bezskutecznie.

Jak podaje portal Delfi, od razu po incydencie Waszyngton twierdził, że był to nie wojskowy, lecz prywatny samolot PB4Y2 Privateer. Jednak w obliczu niezbitych dowodów Pentagon przyznał, że samolot rozpoznawczy przeprowadzał wywiad. Wymieniono wszystkich członków załogi, którzy okazali się wojskowymi sił morskich USA w randze od starszego lejtnanta do szeregowego. W 2010 roku w Lipawie u pomnika poległych marynarzy i rybaków umocowano tabliczkę pamiątkową. Po dwóch latach pod nazwiskami poległych Amerykanów ktoś wyrył słowa „Sława obronie przeciwlotniczej ZSRR”. Władze napis zatarły i pokryli farbą tak, że stał się prawie niedostrzegalny. Po jakimś czasie ktoś znowu wyrył ten sam napis.

Zobacz również:

Wszystko o rosyjskiej broni odwetu nuklearnego (jeśli takowa istnieje)
MSZ Rosji o amerykańskich testach rakietowych: zagrożenie staje się rzeczywistością
Kaliningradzka rubież i sępy: póki co to marzenie ściętej głowy
Tagi:
zimna wojna, USA, ZSRR
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz