00:52 19 Czerwiec 2019
Całun turyński w katedrze w Turynie

Jak udowodnić autentyczność Całunu Turyńskiego? Ukrzyżować kogoś

© AP Photo / Massimo Pinca
Świat
Krótki link
744

Specjaliści z Uniwersytetu w Kolorado (USA) po raz kolejny zbadali Całun Turyński, w bardzo oryginalny sposób. Aby zweryfikować autentyczność pozostawionego na nim obrazu, ukrzyżowali kilku ochotników.

„Zamiast manekinów - żywi ludzie”

Watykan pozwolił studiować Całun Turyński czterdzieści lat temu, ale naukowcy wciąż nie mają odpowiedzi na główne pytanie - czy to ta tkanina, którą owinęto martwego Jezusa?

Całun turyński w katedrze w Turynie
© AP Photo / Massimo Pinca
Całun był badany na wszelkie sposoby: przeprowadzono analizę radiowęglową, przebadano próbki tkaniny pod mikroskopem elektronowym, modelowano położenie zawiniętego w nie ciała. Ze względu na specjalne warunki przechowywania tego płótna i ograniczony dostęp do niego w tej chwili, bardziej wydajne, według naukowców, jest badanie krwawych śladów na tkaninie - czy są prawdziwe?

W 2016 roku włoscy naukowcy doszli do sensacyjnego wniosku: krew na całunie jest prawdziwa. Sceptycy zauważyli jednak, że w średniowieczu fałszywe relikwie przygotowane przy wykorzystaniu prawdziwej krwi i ludzkich narządów były dość powszechne.

Jedyną wskazówką jest położenie krwawych plam na tkaninie. Według naukowców jest to prawie niemożliwe do sfałszowania. Ponadto, jeśli w całun rzeczywiście owinięto człowieka, to rozmieszczenie konkretnego odcisku krwi może wiele powiedzieć o rodzaju egzekucji i śmierci danej osoby.

Dane uzyskane podczas badania całunu, trzeba z czymś porównać a informacje o tym, jakie procesy zachodzą w ludzkim ciele podczas ukrzyżowania, są znikome. Z tego powodu amerykańscy naukowcy zdecydowali się na ukrzyżowanie maksymalnie zbliżone do rzeczywistego.

Wcześniejsze eksperymenty przeprowadzano na manekinach, a w naszym uczestniczyli żywi ludzie. Po przestudiowaniu i omówieniu danych historycznych i dowodów archeologicznych związanych z praktyką ukrzyżowania w starożytnym Imperium Rzymskim, opracowano specjalne mechanizmy do tego badania, za pomocą których ochotnicy zostali zawieszeni na krzyżu - opowiadają naukowcy.

Ponadto modelowano rany od gwoździ „w warunkach pełnego bezpieczeństwa medycznego”. W rezultacie naukowcy dokładnie zarejestrowali pozycję ukrzyżowanego i to, gdzie dokładnie krew przepłynęła po nadgarstkach i kostkach.

„Krwawienie było nieznaczne”

Wyniki eksperymentu na Uniwersytecie w Kolorado (USA) zostały zakwestionowane przez włoskich naukowców sądowych Matteo Borini i Luigi Garlaskielli. Oni z kolei modelowali krwawienie w różnych pozycjach: kiedy ramiona są rozłożone na boki, uniesione lub złożone razem.

Ochotnikom wykonano specjalne nacięcia na rękach i nogach. Do ran przykładano różne rodzaje drewna i tkanin, aby porównać ich wzór ze wzorem z Całunu Turyńskiego.

Analiza strużki krwi z rany na przedramieniu wykazała, że aby uzyskać ten sam obraz, co na Całunie Turyńskim, osoba musiałaby być w pozycji stojącej z rękami uniesionymi pod kątem 80 do 100 stopni. Mniejszy kąt (zgodnie z konwencjonalnym pojęciem ukrzyżowania), podobnie jak pośmiertne krwawienie z leżącego ciała nie odpowiada śladom na całunie - twierdzą naukowcy.

Oznacza to, że Całun Turyński, zdaniem włoskich naukowców sądowych, jest fałszywy. Jak wiadomo, rzymscy żołnierze nie wieszali ukrzyżowanych z rękami do góry.

Ale te wnioski zostały również skrytykowane. Włosi nie wzięli pod uwagę, że ciało można było umyć przed pogrzebem - co zresztą zostało zapisane w Ewangelii. Ponadto naukowcy zignorowali fakt, że w czasie owijania w całun Jezus był już co najmniej od godziny martwy. A to znacząco wpływa na ślady krwawień.

Jerzy Urban, Redaktor naczelny tygodnika „NIE”
© AP Photo / Czarek Sokolowski
„Krew nie płynie z martwych ciał. Wszystko zależy od rany. Jeśli klatka piersiowa lub jama brzuszna są uszkodzone, wówczas gromadzi się tam krew - wypłynie ona tylko wtedy, gdy ciało zostanie odwrócone. Ale jeśli mówimy o przebitych ramionach i nogach, to tam jest niewiele naczyń krwionośnych i jest mało prawdopodobne, że stamtąd popłynie krew” - mówi lekarz sądowy Wiktor Iwanow.

Od czego umierał ukrzyżowany?

„Ukrzyżowany nie umrze po prostu dlatego, że jego ręce i stopy zostały przebite gwoździami, ponieważ nie ma tam żadnych ważnych organów, a krwawienie jest nieznaczne. Wiadomo, że na krzyżach mogli wisieć nawet miesiąc lub półtora, a przyczyny śmierci mogły być bardzo różne: uduszenie, wyczerpanie, odwodnienie i tak dalej” - mówi specjalista.

Sam proces ukrzyżowania także wywołuje wiele pytań wśród badaczy. Przybijano człowieka gwoździami za ręce czy po prostu przywiązywano? Czy narzędzie kaźni było w kształcie krzyża czy litery T?

Centralny szpital kliniczny. Preparat z embrionem otrzymanym metodą sztucznego zapłodnienia
© Sputnik . Alexander Polyakov
Naukowcy otrzymali kilka odpowiedzi całkowicie przypadkowo. W 1968 roku budowniczowie odkryli w północno-wschodniej części Jerozolimy kryptę z inskrypcją w języku hebrajskim: „Jegonan, syn Hagkola”. Dwa lata później eksperci Uniwersytetu Hebrajskiego odkryli, że Jegonan został ukrzyżowany przez Rzymian w I wieku naszej ery.

Stopy były połączone niemal równolegle, obie były przymocowane jednym gwoździem na piętach; nogi przylegały do siebie; prawe kolano zachodziło na lewe; kończyny górne były wyciągnięte, na każdym przedramieniu były ślady uderzenia gwoździa - powiedział profesor anatomii Nicu Haas.

Wprawdzie 15 lat później profesorowie Joseph Zias i Eliezer Sekeles wskazali koledze szereg błędów. Gwóźdź był za krótki, żeby przebić obie nogi naraz. Ale są pewni, że były tylko dwa gwoździe, a przedramiona Jegonana najprawdopodobniej zostały uszkodzone na długo przed egzekucją. Z tego powodu naukowcy uważają, że jego ręce były przywiązane do krzyża. Badania przeprowadzone kilka lat później wykazały, że ręce mogą być również przybijane przy ukrzyżowaniu.

Kukła przedstawiająca ukrzyżowanego Jarosława Kaczyńskiego podczas karnawału w Düsseldorfie
© AFP 2019 / DPA/Marcel Kusch
Szczególne kontrowersje budzi forma instrumentu egzekucyjnego. Sądząc po szczątkach Jegonana, niósł on tylko poprzeczkę - cały krzyż był zbyt ciężki. Amerykański naukowiec Jonathan Reed porównał różne dane archeologiczne i doszedł do wniosku, że Rzymianie zwykle krzyżowali na krzyżach w kształcie litery T. Po pierwsze, jak uważa, są łatwiejsze do wykonania, a po drugie, są znacznie lżejsze niż czteroramienny („łaciński”) krzyż, który może ważyć nawet 173 kilogramy.

„Łaciński krzyż byłby bardzo niewygodny w ustanowieniu na miejscu, do tego potrzeba byłoby sześciu silnych mężczyzn” - zauważa badacz.

Według naukowców z Uniwersytetu w Kolorado, którzy przeprowadzili eksperyment z ukrzyżowaniem, nauka nie ma jeszcze wystarczających danych, aby wyciągnąć definitywne wnioski na temat kształtu krzyża i procesu egzekucji. A wyniki ich eksperymentu, jak sami przyznają, wymagają dokładnej analizy.

Zobacz również:

Ekspertyzy potwierdziły autentyczność szczątków rodziny carskiej
Początek Armagedonu? Na niebie we Włoszech ukazał się Chrystus (foto)
Sensacyjne rezultaty badania Całunu Turyńskiego
Całun turyński to mistyfikacja?
Tagi:
nauka, całun turyński
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz