Sputnik Polska
Jak post brytyjskiej scenarzystki rozsławił czarnoskórego likwidatora katastrofy w Czarnobylu
Tweet brytyjskiej scenarzystki o braku w serialu „Czarnobyl" czarnoskórych aktorów wprowadził na scenę wydarzeń w 1986 roku „nową" powstać – likwidatora z Czerepowiec Igora Chyriaka. O pracy w odległości 100 metrów od tego, co pozostało z reaktora, buzującej w żyłach młodości, wywiązaniu się z obowiązku i rezygnacji z bycia bohaterem – Chyriak w wywiadzie dla Sputnika wspomina pracę w strefie wykluczenia.

Igor Chyriak, zdjęcie z prywatnego archiwum
„Przypadkowa" sława
Emisja serialu amerykańskiej stacji telewizyjnej HBO „Czarnobyl" spowodowała bezprecedensowy wzrost zainteresowania tragedią, do której doszło 26 kwietnia 1986 roku. Serial, który w rankingach wyprzedził „Grę o tron", przykuł uwagę widzów do losów tych, którzy oddali życie, by radioaktywny „nowotwór" nie rozprzestrzenił się zbytnio.
Wzmożone zainteresowanie tematem, a także tweet brytyjskiej scenarzystki Karli Marie Sweet, która wyraziła swoje oburzenie tym, iż w serialu nie grają czarnoskórzy aktorzy rzuciły światło na powiązania Igora Chyriaka z Czarnobylem. Podczas gdy internauci wyśmiewali tweet Sweet, kolega Igora opublikował na popularnym portalu Pikabu jego zdjęcia ze służby w czarnobylskiej strefie wykluczenia. I zaczęło się: w ciągu kilku dni „nowy" bohater otrzymał dziesiątki telefonów od dziennikarzy.

Chociaż nie był w stanie zaspokoić zainteresowania mediów swoimi korzeniami – urodzony w rosyjsko-ukraińskiej rodzinie odziedziczył wygląd po dalekich przodkach z linii matki – otwarty i wszechstronny likwidator podbił serca wielu internautów w Rosji.
Igor Chyriak w armii, zdjęcie z prywatnego archiwum
„Nie bałem się"
– Zostałem powołany w Czerepowcach w 1985 roku, na jesień. Trafiłem do Kijowa. Pułk został postawiony w stan gotowości. Miałem wtedy 19 lat – powiedział w wywiadzie dla Sputnika Igor Chyriak, który trafił do strefy wykluczenia drugiego dnia po wybuchu reaktora.

Opuszczając miejsce stałego stacjonowania, Igor i jego współtowarzysze z pułku pontonowo-mostowego nie przypuszczali, dokąd jadą. Oficjalna wersja – „ćwiczenia".
Do tego czasu ugaszono pożar w czwartym bloku, ale – jak powiedział Igor – w powietrzu unosił się brązowy radioaktywny dym.
Likwidacja skutków katastrofy Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej
Igor zapewnił, że już wtedy, mając 19 lat, zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa.

„Uczyłem się dość dobrze, interesowało mnie przygotowanie wojskowe i zagrożenie wynikające z pokojowego atomu porównywano z działaniami zbrojnymi. Czyli miałem świadomość. Może w środku czułem niepokój, ale się nie bałem. Trzeba było wykonać tę pracę i wszyscy ją robili".

Pierwsze zadanie Igora i jego współtowarzyszy polegało na zorganizowaniu przeprawy przez rzekę Prypeć, którą potem ewakuowano sąsiednie wioski na Białorusi – granica przebiegała na rzece. Drugie – budowa mostu na kanale obwodowym w elektrowni.
Musieli zbliżać się też do samego reaktora. Igor powiedział, że sam podszedł do niego na odległość około stu metrów, aby załadować trzymetrowe fragmenty betonowych płyt. Miały służyć do umocnienia mostu.
Nadaje się
„do 25 rentgenów"
Na początku pracowano w kombinezonach ochronnych i maskach przeciwgazowych, ale później, po konsultacjach z pracownikami elektrowni, dowództwo pozwoliło żołnierzom, aby pozostali w mundurach i maskach.
W kombinezonach przy 25 stopniach jest bardzo gorąco, wszystko jest wilgotne, gromadzi się pot, w masce też jest woda, nie można oddychać, gdy pracuje się cały dzień – wyjaśnił Igor.
Jeśli chodzi o pracę przy samym reaktorze – jak powiedział Igor – żołnierzom wydawano białe kombinezony, takie same zakładali robotnicy. – Były przywożone w wielkich paczkach. Zużyte ubranie przed prysznicem oddawaliśmy do utylizacji, myliśmy się i dostawaliśmy nowe – mówił.

Czy to była wystarczająca ochrona? Igor wyraził przekonanie, że tak. Opiera się on na opinii pracujących w elektrowni naukowców, z którymi rozmawiał podczas zdjęć do programu poświęconego wydarzeniom z 1986 roku.
Likwidacja skutków katastrofy Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej
– Najważniejsze, aby w drogi oddechowe nie przedostały się cząstki paliwa, które rozszczepiają się (w reaktorze – red.). Prawie wszystkie osoby, które miały z nimi kontakt w pierwszych godzinach, umarły od razu. A w innych przypadkach, gdy w organizmie skumuluje się duża dawka promieniowania, ciało radzi sobie z nią. Większości likwidatorów (takie środki – red.) wystarczyły. Nadal żyją – podkreślił rozmówca agencji, którzy podczas służby poparzył krtań.

Nad stanem zdrowia oddziału czuwał felczer rezerwy. Tym, u których podejrzewano choroby związane z napromieniowaniem, podawano jod w tabletkach z apteczek wojskowych wydawanych na wypadek użycia broni jądrowej. Z kolei dozymetry zdaniem Igora nie działały.
Młodości
nikt nie odwołał
Do samej Prypeci, która znalazła się w 30-kilometrowej strefie wykluczenia, Igor po raz pierwszy pojechał miesiąc po rozpoczęciu pracy w elektrowni. W mieście, które jeszcze niedawno było domem dla ponad 49 tys. ludzi średnio w wieku 26 lat, oszołomiła go pustka.
Nawet w strefie likwidacji żołnierze, w czasie wolnym, byli przede wszystkim młodszymi ludźmi ze swoimi zainteresowaniami i pasjami.

Ale nie było picia alkoholu. Jak podkreślił Igor, w serialu przed żołnierzami hojnie rozkładano skrzynki wódki, ale w rzeczywistości było inaczej.
To było ogólnie nie do przyjęcia. Od razu otrzymalibyśmy karę, gdyby kogoś zauważono pijanym. Dlatego wśród nas nikt o tym nie myślał. Zdarzały się pojedyncze przypadki, ale od razu były karane. Traktowano to bardzo poważnie – powiedział Igor.
„Należy rozumieć, że to film fabularny"
Pomimo wielu niespójności, „Czarnobyl" spodobał się Igorowi. Jak podkreślił, twórcy „spełnili swoje zadanie", a osobom, którym nie spodobały się nieścisłości w detalach, przypominamy, że to film fabularny.

Proszony o skomentowanie sceny, w której po nieudanej próbie użycia niemieckiego łunochodu akademik Legasow proponuje wykorzystanie „biorobotów", mając na myśli ludzi, Igor powiedział, że likwidatorzy nie byli traktowani jako materiał eksploatacyjny.
Nasz dowódca, który został z nami, robił z nami wszystko. Nie mieliśmy wrażenia, że pracujemy tylko po to, aby ktoś ocalał.
Igor uważa, że tacy ludzie, jak płetwonurkowie, którzy zaraz po wybuchu odpompowywali wodę spod tlącego się reaktora, aby zapobiec nowemu wybuchowi, są bohaterami. – Obok nich zapiera dech w piersiach – wspomniał niedawne spotkanie z tymi, których zdjęcia wcześniej widział jedynie w telewizji lub gazetach. Jednocześnie nie zgodził się, aby zaliczono go do tego grona, twierdząc, że jego misja nie była szczególna.


Podziękowanie dla Igora Chyriaka za udział w operacji likwidacji skutków awarii w elektrownii atomowej w Czarnobylu
W likwidacji skutków katastrofy w elektrowni jądrowej w Czarnobylu brało udział ponad 600 000 osób z całego Związku Radzieckiego. Pomimo tego, że znamy nazwiska nielicznych, swój wkład w tytaniczną walkę wniósł każdy z nich.