20:50 25 Luty 2020
Świat
Krótki link
8772
Subskrybuj nas na

30 lat temu radziecki myśliwiec MiG-23, który wyleciał z bazy lotniczej w Polsce, dotarł bez pilota na pokładzie do północno-zachodniej Belgii i runął na farmę, zabijając 18-letniego chłopaka. Historię feralnego lotu przypomina portal gazeta.ru.

Pułkownik Nikołaj Skuridin przeprosił rodzinę ofiary, a Związek Radziecki wypłacił odszkodowanie. Udało się uniknąć afery na szeroką skalę.

4 lipca 1989 roku doszło do jednej z najbardziej znanych katastrof lotniczych w historii ZSRR. Pilot Nikołaj Skuridin wracał po urlopie na służbę w składzie Północnej Grupy Wojsk. W celu przypomnienia sobie technik pilotażu wczesnym rankiem zrealizował kontrolny lot samolotem szkoleniowym. Potem miał przejąć ster samolotu bojowego. Skuridin uważany był za doświadczonego dowódcę. Na 1700 wylatanych godzin 527 spędził za sterami MiG-23. Myśliwiec był wyposażony w system bojowy składający się z 260 pocisków do pokładowej 23-milimetrowej armaty. O godzinie 11:08 czasu moskiewskiego samolot wystartował z lotniska w Polsce. Tym razem lot potoczył się inaczej niż zwykle.

Nieco później na posiedzeniu Rady Najwyższej ZSRR o incydencie raportował minister obrony Dmitrij Jazow. Bezpośredni uczestnik incydentu został przedstawiony jako „naczelnik oddziału politycznego dywizji lotnictwa, pilot wojskowy klasy pierwszej, Rosjanin”.

Skurudin zakończył Charkowski Wyższy Wojskowy Instytut Lotniczy.

Zgodnie z oświadczeniem Jazowa pułkownik katapultował się z powodu powstałej w czasie lotu nieprawidłowości sprzętu lotniczego na małej wysokości 4 lipca, o 11:18, w jednej z jednostek lotniczych Północnej Grupy Wojsk w czasie realizacji lotu szkoleniowego z lotniska „Kołobrzeg” na terytorium Polski.

Już w 41 sekundzie lotu nastąpiło nagłe zmniejszenie obrotów silnika. Skuridin zwrócił uwagę na trzask w lewym wlocie powietrza, spadek ciągu i utratę wysokości. Samoistne wyłączenie dopalacza rosyjski pułkownik odebrał jako wstrzymanie pracy silnika. Decyzję należało podjąć w ciągu kilku sekund. Po poinformowaniu kierownictwa lotów o zdarzeniu pilot katapultował się, łamiąc sobie rękę w czasie lądowania.

Dokonana przez Skuridina ocena sytuacji okazała się błędna. Wbrew jego przypuszczeniom już po sześciu sekundach od chwili, gdy pułkownik opuścił kabinę, silnik zaczął nabierać obrotów, przestał się zniżać i przeszedł w lot horyzontalny. Stało się to możliwe między innymi dlatego, że gdy pułkownik pomyślnie wyskoczył ze spadochronem, obciążenie samolotu zmniejszyło się, dzięki czemu mógł on wyrównać wysokość.

W ciągu kolejnej godziny obserwować można było wyjątkową sytuację: MiG-23 leciał na Zachód bez pilota. Lot dokonywał się z włączonym System Automatycznego Sterowania i po przywróceniu silnika do normalnej pracy samolot zaczął nabierać wysokości zgodnie z ustanowionym kursem wzlotu. W związku z tym, że system rozpoznawania „swój-obcy” pozostawał włączony, maszyna bez przeszkód pokonała terytorium państw Układu Warszawskiego – Polski i NRD.

W tym momencie maszynę wykryły radary NATO. Po wejściu maszyny w przestrzeń powietrzną RFN z holenderskiej bazy lotniczej w Soesterberg poderwały się w celu jej przechwycenia dwa F-15 należące do eskadry sił powietrznych USA. Dość szybko dogonili naruszyciela granicy, który wciąż leciał na wysokości 12 km z prędkością 740 km/godz. Amerykanie byli bardzo zdumieni, gdy za sterami radzieckiego samolotu nie zobaczyli nikogo. Sytuacja wydawała się na tyle niezwykła, że kontroler lotu nie uwierzył im na słowo. A prości gapie na ziemi wzięli powietrzny pościg za pokaz lotniczy z okazji święta. Z ziemi otrzymano rozkaz zestrzelenia MiG-23 w ostateczności.

Amerykanie przygotowywali się do zestrzelenia maszyny, ale napięta sytuacja rozwiązała się sama: w bakach zakończyło się paliwo i samolot zaczął tracić wysokość. Piloci F-15 wspominali potem, że udało im się obliczyć, iż radziecki myśliwiec nie dosięgnie Lille i rozbije się w dość mało zaludnionej miejscowości poza granicami miasta. Upadek nastąpił w belgijskiej wsi Bellegem, niedaleko Kortrijka. Do tego czasu MiG-23 pokonał 901 km. Maszyna wylądowała na farmie. W rezultacie ofiarą wypadku padł 18-letni Wim Delaere. Przez kolejne kilka minut F-15 krążyły jeszcze nad epicentrum katastrofy, po czym wróciły do bazy.

Zobacz też: 20. rocznica bombardowania Jugosławii przez NATO

Rosyjski samolot bojowy nie został zniszczony w związku z tym, że kierownictwo NATO nie miało pewności, że w kabinie MiG nie było pilota. Pomiędzy ministerstwem przemysłu lotniczego ZSRR i inżynieryjną służbą lotnictwa rozpoczął się długi proces. Jak się okazało, w ciągu roku silnik MiG-23 pięć razy znajdował się w naprawie, a mimo to komisja nie znalazła przyczyny jego niestabilnej pracy.

Dzięki postępującemu w okresie pieriestrojki ociepleniu stosunków między Organizacją Układu Warszawskiego i NATO udało się uniknąć dużej afery. Związek Radziecki wypłacił Belgii odszkodowanie w wysokości 685 tys. dolarów. Pułkownik Skuridin złożył wyrazy współczucia rodzinie ofiary.

Zobacz również:

Rośnie liczba ofiar powodzi w Rosji
Pożar niedaleko elektrowni Kozienice. Spłonęło 10 ha lasu
Samolot z Kijowa awaryjnie lądował w Katowicach
Tagi:
wypadek, Układ Warszawski, ZSRR, MiG-23
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz