Widgets Magazine
18:31 15 Październik 2019

Katastrofa MH17: brak rakiety na zdjęciach nie oznacza, że jej tam nie było?

© Sputnik . Valeriy Melnikov
Świat
Krótki link
5523
Subskrybuj nas na

Rosyjski ambasador w Holandii Aleksander Szulgin w wywiadzie dla Sputnika przypomniał, że Stany Zjednoczone i Ukraina nie przedstawiły dochodzeniu swoich danych na temat katastrofy malezyjskiego Boeinga w 2014 roku.

Pięć lat temu malezyjski Boeing rozbił się w Donbasie podczas rejsu MH17 z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Zginęło wówczas 298 osób. Dokładne przyczyny katastrofy i konkretni sprawcy nie zostali jeszcze ustaleni, chociaż międzynarodowy Wspólny Zespół Śledczy działa już od kilku lat.

Rosyjski ambasador w Holandii, Aleksander Szulgin powiedział w wywiadzie dla Sputnika, co strona rosyjska myśli o pracy dochodzeniowej, jakie dane Federacja Rosyjska przekazała w tej sprawie, jak prowadzony jest dialog Moskwy z zespołem śledczym i czy Rosja będzie nadal z współpracować z tą strukturą.

Zobacz też: Rosja nie otrzymała wniosku z Holandii o przekazanie podejrzanych w sprawie MH17

„Nie ma prawdziwie równej relacji i nie jest to przewidziane. Chcę to podkreślić - to nie nasza wina. Wnioski o pomoc prawną przychodzące od czasu do czasu z prokuratury w Holandii są uważnie rozpatrywane przez nasze właściwe organy i w miarę gotowości są udzielane wyczerpujące odpowiedzi. Sam zespół stanowi pewien ściśle zamknięty klub, który nie spieszy się z udostępnianiem informacji, udostępnia tylko to, co zostało starannie przefiltrowane, uzgodnione, zatwierdzone przez wszystkich członków grupy i nie jest sprzeczne z oficjalną wersją. Osiągnięte w jego ramach umowy pozwalają Ukrainie, państwu, któremu może zostać przedstawione oskarżenie za destrukcję samolotu - manipulować wynikami.

Dobrym przykładem poziomu, na którym znajduje się nasza współpraca z tym zespołem, jest historia z przekazaniem przez nas śledczym danych z obserwacji radarowej obszaru rzekomego wystrzelenia pocisku, który uderzył w samolot. Holendrzy wysunęli żądania przekazania takich danych nam, Ukraińcom i Amerykanom, począwszy od 2015 roku. W październiku 2016 roku przekazaliśmy takie dane całkowicie wykluczając możliwość oszustwa, czego nie zrobiły Ukraina i Stany Zjednoczone.

Zespół miał trudności z rozszyfrowaniem naszych informacji - pomogliśmy je rozszyfrować i upewnić się, że nie było wystrzelenia pocisku z obszaru Pierwomajskoje. Po tym wszystkim usłyszeliśmy w odpowiedzi: „nie ma danych radarowych, ponieważ rakieta przeleciała zbyt szybko”, „brak rakiety na zdjęciach nie oznacza, że jej tam nie było”, „brak dowodów nie jest dowodem nieobecności”. Werbalne fanaberie, nic więcej.

A tak przy okazji, Amerykanie i Ukraińcy nie przekazali żądanych informacji. Ukraina wymyśliła jakąś niewyobrażalną historię, że wszystkie jej urządzenia radarowe w dniu katastrofy były masowo poddawane rutynowej konserwacji. A śledczy bez cienia wątpliwości przyjęli tę bajkę jako ostateczną prawdę.

Oskarżenia o brak gotowości do współpracy, zostały ponownie wysunięte na konferencji prasowej 19 czerwca. I znowu nasze pytanie o los materiałów przesłanych przez stronę rosyjską do śledztwa, w tym dane pierwotne stacji radarowej, zostały zignorowane. Rosyjskiej dziennikarce powiedziano bez ogródek, że „te dane nie dają pożądanego obrazu”. Jaki obraz jest konieczny dla śledczych, widzimy na podstawie ogłoszonych wyników dochodzenia.

Już wcześniej obserwowaliśmy to samo podczas całego okresu, w którym przeprowadzano badanie techniczne. Za każdym razem, gdy dzieliliśmy się z naszymi holenderskimi kolegami cennymi danymi, czasami odtajnionymi specjalnie do tego celu, kiedy proponowaliśmy przeprowadzenie wspólnych eksperymentów napotykaliśmy ścianę milczenia”.

Zobacz również:

Ukraina i UE wezwały Rosję do „zaakceptowania swojej odpowiedzialności za katastrofę MH17”
Tagi:
Rosja, MH17
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz