08:41 17 Listopad 2019

„Włochy to nie europejski obóz dla uchodźców”

© AP Photo / Olmo Calvo
Świat
Krótki link
4151
Subskrybuj nas na

Liczne „nie” francusko-niemieckiego bloku w sprawie propozycji Włoch dotyczących nowej polityki dystrybucji i szybszej repatriacji migrantów ponownie dowodzą, że kwestia migracji jest wykorzystywana do naginania Włoch pod względem politycznym i gospodarczym. Autorski komentarz obserwatora „Il Giornale”, Giana Micalessina.

Kolejne starcie w sprawie migracji Włoch z blokiem francusko-niemieckim pokazało nie tylko niespójność z zasadami zjednoczonej Europy instytucji brukselskich, które stały się narzędziem hegemonii Paryża i Berlina, ale także niebezpieczeństwo, że migranci są wykorzystywani do naginania politycznego i gospodarczego tych, którzy nie podporządkowują się dyktatowi Macrona i Merkel. Ilustracją konfliktu jest bardzo ostry list od ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego, w którym deklaruje on swoją niechęć do wzięcia udziału w szczycie ministrów spraw wewnętrznych Unii Europejskiej 22 lipca w Paryżu. „Włochy” - pisze Salvini - „nie są już obozem uchodźców narzuconym przez Brukselę, Paryż i Berlin. I nie będą więcej przyjmować wszystkich migrantów przybywających do Europy”.

Na szczycie ministrów spraw wewnętrznych w Helsinkach 17 lipca Salvini przedstawił włosko-maltański projekt poprawki do umowy dublińskiej, która zobowiązuje kraj pierwszego przybycia do zatrzymania wszystkich nielegalnych migrantów.

Projekt przewiduje natychmiastową redystrybucję wszystkich nielegalnych imigrantów w ośrodkach identyfikacji w różnych krajach europejskich, negocjacje w Brukseli z krajami uznanymi za bezpieczne (na przykład Senegal) w celu automatycznej repatriacji, a także nowe ograniczenia dla organizacji pozarządowych i nowe zasady ratownictwa morskiego, aby nie wspierać „nielegalnej i niekontrolowanej” migracji.

Po tych propozycjach nastąpiło natychmiastowe „nie” z Paryża i Berlina. A także żądanie francuskiego ministra spraw wewnętrznych Christophe'a Castanera i jego niemieckiego odpowiednika Horsta Seehofera formalnej ratyfikacji klauzuli umowy dublińskiej, w której Malta i Włochy są nie tylko jedynymi „bezpiecznymi portami” dla osób uratowanych na wodach Libii, ale też „najbliżej położonymi”. Głosując za tym dokumentem-pułapką, Rzym i Valletta oficjalnie przyznałyby, że są obowiązkowymi krajami lądowania wszystkich migrantów przybywających do regionu Morza Śródziemnego. Na to samobójcze żądanie Matteo Salvini odpowiedział „nie”, a następnie odmówił udziału w szczycie w Helsinkach i szczycie w Paryżu. Ale za działaniami Castanera i Seehofera stoi bardzo poważna próba przekształcenia Włoch i Malty w „obozy dla uchodźców” w Europie. Obozy, do których dzięki zapisowi o „najbezpieczniejszym” i „najbliższym” porcie będą kierowani wszyscy migranci i skąd, dzięki umowie dublińskiej, niemożliwa będzie ich repatriacja.

Krok francusko-niemiecki ma oczywiście powody polityczne i ekonomiczne. Sprawienie, by Rzym prowadził stałą walkę z migracją i organizacjami pozarządowymi (statek „Ocean Viking” francuskich Msf и Sos Mediterranée już przygotowuje się do wznowienia działalności) oznacza pozbawić Włochy sił, uczynienić z nich państwo ekonomicznie bezradne i politycznie je gettoizować. Idealna kara dla jedynego kraju, którego obywatele masowo głosowali przeciwko przepisom Unii Europejskiej, posłusznej woli Paryża i Berlina.

Zobacz również:

Trump o migrantach: Niech wracają tak szybko, jak przyjechali
Nielegalni migranci z Indii już nie dostaną się do Polski
Tagi:
migracja, Włochy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz